Prywatyzacja ósemki dystrybutorów energii, znanych jako grupa G-8, należy do rekordowych nie tylko z uwagi na finansową skalę transakcji, lecz — przede wszystkim — ze względu na czas trwania.
Przetarg na G-8 trwa już 2,5 roku. To jeden z tematów komentowanych przez obserwatorów mniej więcej tak: „Minister zapowiedział finał na listopad. Nie wspomniał tylko, którego roku...”. „Normalna” opieszałość urzędów, w tym przypadku ministerstwa skarbu, to istotna, ale nie jedyna, przyczyna niespotykanego opóźnienia tej prywatyzacji. Nie bez winy są inwestorzy, którzy wykonali kilka wolt, stawiając sprzedającego w kłopotliwej sytuacji.
Najpierw z najlepszej oferty „po angielsku” wycofali się Hiszpanie z Iberdroli. Pretekstem była niemożność uzgodnienia pakietu socjalnego. Potem ministerstwo długo negocjowało z konsorcjum Elektrimu i El-Dystrybucji Jana Kulczyka. Na koniec okazało się, że nie ma ani pakietu, ani konsorcjum, ani pieniędzy na zakup G-8. Mimo to El-Dystrybucja dostała drugą szansę, której oczywiście nie wykorzystała.
Na deser minister finansów wprowadził akcyzę na energię elektryczną. Nowy podatek i ogólna dekoniunktura gospodarcza walnie przyczyniły się do radykalnego obniżenia ofert cenowych. Ostatnia (sprzed roku) propozycja niemieckiego E.ON, 900 mln EUR, była o 40 proc. niższa od poprzedniej.
Wkrótce najwytrwalsi inwestorzy złożą nowe oferty. Pytani, czy wierzą, że przetarg skończy się w tym roku, tylko się uśmiechają. Czy kogoś to jeszcze obchodzi?