Główny indeks giełdy w Stambule już od około dwóch lat utrzymuje się w szerokim przedziale 70-90 tys. punktów, odbijając się to od górnej, to od dolnej jego granicy. Po lipcowej próbie puczu i obniżeniu ratingu Turcji do śmieciowego przez dwie z trzech największych agencji na świecie stopy zwrotu zanurkowały. To dało nadzieję na szybkie odbicie, które mogłoby być dodatkowo spotęgowane przez umacnianie liry, znajdującej się na historycznym minimum. Z tym ostatnim może być jednak problem, ponieważ bezpośrednie przyczyny osłabienia tureckiej waluty nie znikają.

Rozdęty bilans
Od sierpnia ubiegłego roku kurs liry pozostaje względnie stabilny i waha się w okolicach 3 lir za dolara. Jeszcze na początku 2013 r. było to około 1,78 liry. Oznacza to, że w dwa i pół roku banknoty z podobizną Atatürka straciły na wartości około 68 proc. Odpływ kapitału rozpoczął się wraz z wyjściem na ulice młodzieży w antyrządowych protestach, znanych jako ruch „occupy Gezi”, co zostało spotęgowane przez wygaszanie programu luzowania ilościowego przez Fed.
Okres najgwałtowniejszego osłabiania liry rozpoczął się jednak na początku 2015 r. Wynikało to przede wszystkim z obaw o niezależność banku centralnego, który w pierwszych miesiącach ubiegłego roku dokonał kilku obniżek stóp procentowych, mimo rosnącejinflacji. Nie jest tajemnicą, że ich głównym celem było pobudzenie popytu przed zaplanowanymi na czerwiec i powtórzonymi w listopadzie wyborami parlamentarnymi. Od stycznia do listopada 2015 r. bilans Tureckiego Banku Centralnego urósł o 19 proc. Zaraz po wyborach nastąpiła względna stabilizacja zarówno kursu liry, jak i wielkości bilansu banku centralnego.
Jednak czynniki, które prowadziły do osłabiania liry i obniżki stóp, wcale nie skończyły się wraz z zakończeniem kampanii wyborczej, a nawet nie pojawiły się wraz z jej rozpoczęciem, ale wynikają one przede wszystkim z ideologii, którą kieruje się rządzący Turcją prezydent Recep Tayyip Erdoğan. Już w maju 2011 r. Erdoğan, jeszcze jako premier, ogłosił, że realne zerowe stopy procentowe powinny wynosić zero, czyli być równe inflacji. Nieco później, w styczniu 2012 r., ogłosił, że w kraju działa „lobby wysokich stóp procentowych”, które miało na celu destabilizację sytuacji w kraju poprzez ograniczenie inwestycji, a przez to wzrostu gospodarczego, a także powodowanie… inflacji. W ostatnich latach turecki przywódca wielokrotnie odwoływał się do „lobby wysokich stóp procentowych” i zapowiadał z nim walkę.
Zdaniem Kadriego Gursela, dziennikarza i analityka portalu Al-Monitor, zainteresowanie Erdoğana tematem stóp procentowych wynika przede wszystkim z jego religijności. Islam zabrania pożyczania na procent, ale ponieważ Turcja jest krajem o gospodarce rynkowej, działalność banków jest konieczna. Obecny prezydent świadom tego faktu doszedł do wniosku, że kompromisowym rozwiązaniem są w tym wypadku zerowe realne stopy procentowe.
W ostatnim czasie zakres władzy Recepa Erdoğana znacznie się powiększa, a wraz z nim możliwość wywierania presji na sektor bankowy. W kwietniu 2016 r. na stanowisku prezesa banku centralnego Erdem Başćı został zastąpiony przez Murata Çetinkayę. Nowy prezes co prawda pozostawia główną stopę procentową na poziomie 7,5 proc., ale co miesiąc obniża oprocentowanie, po którym udziela systemowi bankowemu kredytów na jeden dzień (overnight), przez co może ograniczać średni koszt finansowania banków komercyjnych. Od kwietnia stopa O/N spadła z 10,75 proc. do 8,25 proc. W tym samym czasie inflacja wzrosła z 6,57 proc. do 8,05 proc.
Opór, czyli zdrada
Prawdziwą rewolucję przyniósł nieudany zamach stanu z lipca 2016 r., który spowodował całkowite przewartościowanie w tureckiej polityce, także gospodarczej. W sierpniu Recep Erdoğan przestał ograniczać się do wywierania presji na bank centralny, a skierował swoje słowa bezpośrednio do banków komercyjnych, uznając, że aktualny poziom oprocentowania kredytów hipotecznych jest za wysoki. Wprost stwierdził, że opór przed ich obniżeniem będzie „zdradą”. Sektor potraktował te słowa bardzo poważnie. 14 instytucji posłuchało apelu i według agencji Bloomberg przeciętny koszt finansowania nieruchomości spadł z 13,72 proc. do 11,5 proc. Jest to duża ulga dla sektora budowlanego mającego silne powiązania z rządem Partii Sprawiedliwości i Rozwoju.
Polityka ograniczania stóp procentowych odbija się na systemie bankowym także w bardziej brutalny sposób. Wskaźnik pożyczek do depozytów, wliczając rezerwy, wynosi 1,25, co oznacza, że kredyty nie mają pokrycia w oszczędnościach odłożonych w systemie bankowym. Z tego powodu musi się on posiłkować kapitałem zagranicznym, co naraża go na ryzyko walutowe.
Ekspozycję walutową tureckich banków zwiększają zresztą sami Turcy, z natury nieufni do własnej waluty, którzy wolą trzymać oszczędności w dolarach i euro. Obecnie 39 proc. depozytów jest denominowana w walutach obcych, co sprawia, że za wahania kursów walut w dużym stopniu odpowiadają także obywatele kraju. Presja niskich stóp procentowych oraz niestabilne otoczenie polityczne stawiają turecki sektor bankowy w trudnej sytuacji. Efektem tego jest zapowiedź znacznego ograniczenia działalności w tym kraju przez grupę ING.
Ponadto wysoka ekspozycja na ryzyko walutowe sprawia, że dalsze osłabianie kursu liry, wywołane choćby przez podniesienie stóp procentowych przez Fed, może dosypać piachu w tryby tureckiej gospodarki. Sytuację mogłaby uratować rozsądna polityka monetarna banku centralnego, ale przy obecnej sytuacji politycznej szanse na nią są niewielkie. Kurs tureckiej liry jeszcze nie znalazł się na dnie.
FUNDUSZE
TFI pozwalają inwestować w Turcji
W ofercie polskich TFI jest pięć funduszy akcji tureckich. Średnio od początku roku przyniosły inwestorom 3,27 proc. zysku. Najwyższą stopę zwrotu w wysokości 7,3 proc. osiągnął Caspar akcji Tureckich. Jako jedyny w tym segmencie stratę (0,5 proc.) przyniósł Inwestor Turcja. Pozostałe fundusze na rynku to Arka BZ WBK Akcji Tureckich (5,3 proc.), Quercus Turcja (2,2 proc.), UniAkcje Turcja (0,9 proc.).