Amerykański Departament Pracy poinformował przed rozpoczęciem piątkowej sesji, że liczba miejsc pracy w gospodarce USA spadła w lutym o 651 tys. Oznaczało to wzrost bezrobocia do 8,1 proc. Początkowo wydawało się, że inwestorzy zignorowali tę informację, jednak już w trakcie sesji okazało się, że dane makro nadal mają dla rynku znaczenie.
Początkowo dobrze radziły sobie banki. Do końca dnia po zielonej stronie notowań utrzymał się m.in. Wells Fargo, który zyskał ostatecznie ponad 5 proc. dzięki radykalnemu obniżeniu dywidendy i pozostawieniu kapitału w spółce. Tracił natomiast – po dobrym początku handlu - nabywca Merrill Lynch, Bank of America.
Spadkom indeksu S&P 500 przywodził General Motors. Papiery producenta aut z Detroit zostały przecenione o 21 proc., do 1,47 USD na walor - poziomu najniższego od 75 lat. To pokłosie czwartkowego raportu koncernu, którego audytor zapowiedział możliwość ogłoszenia bankructwa.
Apple zniżkował o ponad 5 proc. Analitycy JP Morgan obniżyli prognozy sprzedaży flagowych produktów firmy, czyli Macintoshy, oraz iPhone’a, w związku ze spowolnieniem w gospodarce światowej. Analityk Per Lindberg z londyńskiego MF Global Securities stwierdził, że spółki technologiczne odczują zawirowania w makrogospodarkach tak jak wszystkie inne. Potwierdzeniem tych słów były w piątek zniżki kursów ponad trzyprocentowe IBM, H-P oraz Qualcomm, a także 2-proc. spadek wyceny papierów Cisco Systems.
Zyskiwały akcje spółek spożywczych. Coca-Cola, Kraft Foods oraz Merck zyskały ponad 1,7 proc.
Po dobrym rozpoczęciu handlu i spadkowej kontynuacji, indeksy amerykańskie
zakończyły sesje dość neutralnie. S&P 500 wzrósł o 0,1 proc., do 683,38 pkt.
DJIA miał na koniec notowań 6 626,9 pkt (+0,49 proc.), a Nasdaq 1 293,85 pkt
(-0,44 proc.).