Na większe wzrosty przyjdzie jeszcze czas

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-05-28 00:00

Wczoraj na europejskich parkietach, po krótkim wahaniu, wróciły dobre nastroje podsycane nadziejami na bardziej trwałe odreagowanie ostatnich spadków. Trudno było dopatrzeć się jakichkolwiek fundamentalnych podstaw do poważniejszych zwyżek. Trudno też za takie uznać gorsze, niż się spodziewano informacje z amerykańskiego rynku pracy. To jednak wcale nie speszyło inwestorów ani w Europie, ani za oceanem, gdzie handel rozpoczął się od wzrostu indeksów o prawie 2 proc. Jednak gracze na warszawskim parkiecie podchodzili do tych wydarzeń z wyraźnym dystansem.

Po środowym potężnym uderzeniu popytu, który doprowadził do wzrostu indeksu największych spółek aż o 4,5 proc., wczoraj rano nie było śladu. Konsternację wywołały środowe nieoczekiwane spadki w USA. WIG20 rozpoczął dzień od symbolicznego spadku o niecałe 0,1 proc. Po krótkich wahaniach powiększał skalę zniżki do 0,5 proc. Jego śladem podążał WIG, choć w jego przypadku utrata wartości była minimalna. Nieco lepiej zachowywały się pozostałe indeksy, utrzymując się o 0,3-0,6 proc. powyżej środowego zamk-nięcia. W tej fazie WIG20 należał do najsłabszych indeksów w Europie, czyli do spółki z giełdą w Atenach. Najmocniej, o prawie 2,5 proc. przeceniane były akcje BRE, które w środę zwyżkowały aż o 11 proc. O 2 proc. spadały też rano papiery PZU, 1 proc. traciły walory PKO.

Bardzo dobre zachowanie się głównych europejskich parkietów pobudziło także warszawskich inwestorów do kupowania akcji, jednak nie było mowy ani o euforii, ani tym bardziej o wysokich obrotach. Indeksy rosły w południe po około 0,7 proc., w dalszym ciągu prezentując się słabo na tle pozostałych giełd. Ostatecznie WIG20 i WIG zyskały po niemal 1 proc. Obroty wyniosły 1,6 mld zł.

Po środowym rewelacyjnym zachowaniu się naszego parkietu, wczoraj byki były wyraźnie zmęczone i zdeprymowane. Po ogromnych, drugich pod względem wartości obrotach w historii naszej giełdy, nie było śladu. Agresywnie kupujący polskie akcje kapitał okazał się niezbyt konsekwentny. Bez niego zaś rynkowi wyraźnie zabrakło wigoru. Indeksy niemal cały dzień plasowały się w ogonie europejskiej stawki, wyprzedzając jedynie Grecję. Zwyżkujący ostro wskaźnik we Frankfurcie nie był w stanie pobudzić ich do bardziej zdecydowanego wzrostu. Śladów zadyszki nie było za to widać na pozostałych rynkach naszego regionu, które kontynuowały wcześniejszą dynamiczną zwyżkę. Być może kapitał poszukujący ryzykownych aktywów doszedł do wniosku, że w Warszawie nie jest jeszcze wystarczająco ryzykownie. W każdym razie byki nie powinny mieć powodów do większego zmartwienia. Ruch indeksów w górę był kontynuowany, a na większą jego dynamikę przyjdzie jeszcze czas.