Propozycje programowe Polsatu i TVN potwierdzają, że obie stacje trzymają koszty w ryzach. Czy to przełoży się na mniej widzów, a w rezultacie spadające przychody z reklamy? Niekoniecznie, bo nagły napływ gotówki na rynek telewizyjny nie jest pewny. Dlatego, zdaniem specjalistów, dwie prywatne stacje z konserwatywną strategią nie stoją na straconej pozycji, a bardziej ofensywna strategia TVP jest wcale nie mniej ryzykowna.
— Nie ma gwarancji, że jesienią na rynku reklamowym będzie więcej pieniędzy, a więc czy większe inwestycje w ramówkę się zwrócą — ocenia Paulina Zielińska, menedżer ds. zakupu mediów w Opera Omnicom Media Group.
Pingping i Lech
Gdyby nie więcej sportu w otwartym Polsacie, można by powiedzieć, że w stacji Zygmunta Solorza nowości jak na lekarstwo. Są wypróbowane formaty i seriale. Zapowiadane gwiazdy to np. Pingping, najniższy człowiek świata, czy Bogusław Białek, który wbija gwoździe gołą ręką. Stacja stawia więc raczej na zmiany w obsadzie i formułę tasiemców. Rodzina Kiepskich zostaje.
— Mocniejsze wejście Polsatu w sport to dość ryzykowna strategia. Nie jest łatwo dobrze wpasować w ramówkę tego typu programy. Trzeba przeplatać co tydzień w tym samym paśmie mecz i stałe formaty w ramówce, a przy tym utrzymać widzów — wyjaśnia Bartosz Sieradzki, senior media planner z domu mediowego MediaVest.
Na razie jest nieciekawie: Wisła Kraków odpadła z eliminacji do Ligi Mistrzów, na polu walki został tylko Lech Poznań w Lidze Europejskiej. Ale jeśli zajdzie daleko, Polsat — zdaniem analityków — wygra los na loterii, podobnie jak było w przypadku Formuły 1.
Kwaśne jabłka
"Jesień to czas zbiorów. W ogrodzie TVN dojrzewają najlepsze gatunki i najsmaczniejsze odmiany. Telewizyjny koszyk wypełni się smakołykami godnymi najwytrawniejszego widza" —poetyzuje TVN w oficjalnej zapowiedzi nowej ramówki. Choć prezentacja odbyła się w drogiej restauracji, a dywan lśnił czerwienią, to parę jabłek tej jesieni uschnie.
TVN, co prawda, ruszy m.in. z ciekawym serialem komediowym, zresztą na kanadyjskiej licencji, lecz wygasi trzy produkcje. Widzowie "Niani", "39 i pół" oraz "Teraz albo nigdy!" za kilka miesięcy będą musieli znaleźć sobie nowe seriale. Programowa proza życia oznacza, że nie ma "You Can Dance", kosztownego show na żywo. Będzie za to druga edycja "Mam talent". No i wiecznie żywy dinozaur, czyli "Taniec z gwiazdami" po raz dziesiąty.
— Oceniam, że "Taniec z gwiazdami" będzie jednak przegrywał z nowym, wyczekiwanym serialem TVP, czyli "Domem nad rozlewiskiem". To może być mocny punkt w programie telewizji publicznej — mówi Paulina Zielińska.
Przystań bez lodu
To właśnie TVP najbardziej zaskoczyła analityków, i to pozytywnie. Choć nadawca z ul. Woronicza nie pokazał jeszcze oficjalnej wersji ramówki, to nie jest tajemnicą, że w najbliższych miesiącach TVP będzie programowo mocna. Bez hasania na lodzie, za to z krótszymi programami w prime time, co pozwoli stacji wygospodarować więcej czasu na reklamy. Z tasiemców oprócz "Domu" pojawi się "Przystań", okrzyknięta polskim "Słonecznym patrolem". A nóż, któraś z tych produkcji chwyci i dołączy do sztandarowych produkcji TVP, niczym "M jak Miłość"
— Nowe seriale TVP startować będą nie tylko we wrześniu, ale i w kolejnych miesiącach, co pozwoli przedłużyć efekt świeżości i zapewne przyciągnie widzów — uważa Bartosz Sieradzki.
— TVP zapewne planuje sprzedawać reklamy przy nowych produkcjach po wyższych cenach. Może się jednak okazać, że dla reklamodawców ważniejszy będzie koszt dotarcia, niż to, przy jakiej produkcji reklama jest obecna — ostrzega Paulina Zielińska.
