Na Wschód trafia mniej wieprzowiny
Na giełdach towarowych gwałtownie spadło zainteresowanie półtuszami wieprzowymi, które kierowano do Rosji. W opinii specjalistów, rosyjscy kontrahenci — zamiast kupować nasze mięso — wyczekują na znacznie atrakcyjniejsze oferty z krajów Unii Europejskiej.
— Wyraźny spadek popytu na polskie półtusze jest związany z pojawieniem się na wschodnim rynku taniej wieprzowiny z Niemiec i Belgii. Oprócz tego naszemu eksportowi nie służą ostatnie zawirowania celne, jakie obserwujemy w Rosji — tłumaczy Zbigniew Duniak, makler z BM AGRID akredytowanego przy Olsztyńskiej Giełdzie Zbożowej.
WARTO DODAĆ, iż to nie pierwszy przypadek, kiedy Zachód bez najmniejszego problemu wypiera nas z rosyjskiego rynku. Jednak importerzy z unijnych państw mogą pozwolić sobie na dużo większe upusty cenowe niż nasi rodzimi producenci. Mimo to, wschodni rynek pozostaje w dalszym ciągu jedynym, na którym udaje się nam sprzedawać półtusze wieprzowe.
MAKLERZY giełdowi również skarżą się na brak transakcji na wewnętrznym rynku mięsa. Trudno znaleźć chętnych na większe partie towaru. Sprzedają się niewielkie ilości elementów wieprzowych i to po długich negocjacjach.
Warte podkreślenia jest ostatnie ożywienie w handlu masłem. W dużej mierze jest ono wywołane ograniczeniem krajowej produkcji tego wyrobu. Zawsze w sytuacji niedoboru jakiegoś towaru do działania przystępują importerzy. Nie inaczej było w tym przypadku. Obecnie na rynku nie brakuje masła dobrej jakości pochodzącego z Holandii oraz Francji, które kosztuje od 10,20 do 10,30 zł/kg. Znacznie tańsze jest masło czeskie, ale gorszej jakości. Importerzy za ten towar żądają dziś 8,50-8,90 zł/t.
TYMCZASEM nerwowa atmosfera utrzymuje się na rynku zbóż. Wbrew opiniom wielu specjalistów, interwencja Agencji Rynku Rolnego nie przynosi spodziewanych efektów. Zamiast spodziewanego zastopowania tendencji wzrostowej na rynku pszenicy, ceny dalej idą w górę. Na dodatek są kłopoty z jego kupnem. Co więcej analitycy przestają wierzyć w możliwość szybkiej stabilizacji na rynku zbóż.
— W dalszym ciągu na agencyjnych przetargach sprzedaje się niemal wszystko. Rynek wydaje się akceptować wyższe ceny, tym bardziej że trudno liczyć na wzmożony import ziarna. Nasi sąsiedzi także zgłaszają duże zapotrzebowanie i stale malejące zapasy — dodaje Zbigniew Duniak.
PONADTO wysokie stawki celne skutecznie odstraszają firmy od sprowadzania zbóż. Przy obecnym poziomie cen mało opłacalny lub wręcz nieopłacalny jest import pszenicy.