Na Wschodzie wzrost dopiero się zaczął

Bartosz Dyląg
opublikowano: 2006-11-13 00:00

Rynki wschodnie stwarzają producentom tworzyw wielkie szanse. Ich specyfika wymaga jednak solidnego przygotowania do rozpoczęcia tam działalności.

Globalny rynek tworzyw sztucznych zdominowały olbrzymie ponadnarodowe koncerny petrochemiczne. Przy obecnych cenach surowców energetycznych tylko łatwy dostęp do surowców oraz produkcja na wielką skalę pozwalają czerpać zyski z działalności na rynku tworzyw. Koncerny dostarczają tworzywa dla dużych odbiorców z rynków wschodnich bez pośrednictwa polskich firm.

— Za naszą wschodnią granicą, zwłaszcza na Ukrainie, szansę mają polscy dystrybutorzy tworzyw, którzy dotrą do rodzącego się segmentu przetwórstwa tworzyw opartego na prywatnym kapitale — uważa Waldemar Sobański, wydawca magazynu „Plastics Review”.

Wyzwanie jest spore, ponieważ wschodnie reguły gry rynkowej często niewiele mają wspólnego z zachodnimi standardami biznesu.

Klimat korupcji

W Rosji i na Ukrainie szansą jest rosnący z roku na rok deficyt tworzyw sztucznych, wywołany brakiem inwestycji zwiększających zdolności produkcyjne rodzimych zakładów.

— To ważne, bo niedostatek tworzyw powoduje wyraźne spowolnienie rozwoju każdej otwartej i modernizującej się gospodarki — podkreśla Waldemar Sobański.

Zdaniem wydawcy „Plastics Review”, Rosjanie nie mogą i przez wiele lat samodzielnie nie będą w stanie osiągnąć poziomu produkcji chemicznej z 1991 r. Mają olbrzymi, rosnący deficyt surowców chemicznych, a zwłaszcza tworzyw sztucznych, który zaczyna zagrażać wzrostowi gospodarczemu.

Wobec ostrożności firm zachodnich Rosjanie starają się skłonić koncerny arabskie do inwestycji w przemysł petrochemiczny krajów WNP. Scenariusz ma być następujący: Arabowie dają kapitał, Zachód technologie, Rosja surowce. W ten sposób problem rosyjskiej petrochemii, a zarazem inwestycji w Europie Wschodniej powinien zostać rozwiązany.

— Rynek ukraiński dla polskiego przedsiębiorcy jest atrakcyjniejszy niż rosyjski. Powody? Jest bardziej chłonny i szybciej się rozwija. Ponadto jest bliższy (geograficznie i kulturowo), a polskie firmy nie napotkają tam tylu barier polityczno-administracyjnych — wyjaśnia Waldemar Sobański.

Produkcją i przetwarzaniem tworzyw zajmuje się na Ukrainie sto kilkadziesiąt firm (w Polsce 5,5 tys.) W większości są to duże, sprywatyzowane konglomeraty. Obok nich rodzi się segment prywatny.

Polskie firmy mają na Ukrainie dobrą markę — są uznawane za rzetelnych i solidnych partnerów. Jednakże polscy przedstawiciele branży wolą na Wschodzie sprzedawać towary, niż lokować kapitał. Największe ukraińskie inwestycje polskich firm przetwarzających lub dystrybuujących tworzywa (Plast-Box, Korporacja KGL, Mediplast) nie przekroczyły wartości kilku milionów złotych.

Rynek ukraiński jest w początkowej fazie rozwoju. Jego wielkość to około 1 mln ton rocznie (w Polsce około 3 mln ton). Co roku jednak rynek ten notuje kilkudziesięcioprocentowy wzrost. Najszybciej rośnie segment polimerów masowych (polipropylenów i polietylenów). W 2005 r. wzrósł o 24 proc., czym przebił najbardziej optymistyczne prognozy.

— W WNP występuje duży popyt na towary z grupy dóbr szybko zbywalnych, sprzedaż tworzyw sztucznych nie jest zaś zbyt duża — zauważa Waldemar Sobański.

Zdaniem obserwatorów rynku, na Ukrainie nie ma de facto opodatkowanego obrotu gospodarczego. Według Ukraińców, w ich kraju nie można w pełni legalnie prowadzić interesów, w takim przypadku bowiem żaden biznes nie może się opłacać.

— Słabość państwa, fikcyjność obowiązującego prawa, stosunki administracyjne rodem z poprzedniej epoki, wszystko to tworzy klimat wszechobecnej korupcji — mówi Waldemar Sobański.

Wysokie cła

Na Białorusi ingerencja państwa w wielu obszarach jest zbyt widoczna. Nie zmienia się za to poziom korupcji.

Polski eksport tworzyw sztucznych do tego kraju w ciągu 8 miesięcy 2006 r. wyniósł ponad 30 mln USD (30 proc. wzrostu w porównaniu z rokiem 2005).

W opinii Aleksandra Awerjanowa, radcy handlowego Ambasady Białorusi w Warszawie, białoruski rynek tworzyw sztucznych rośnie w ślad za rozwojem budownictwa. Największym popytem cieszą się rury, instalacje sanitarne, tara z tworzyw sztucznych.

Wydział promocji handlu i inwestycji Ambasady RP w Mińsku zauważa wiele barier w eksporcie polskich wyrobów z tworzyw sztucznych na Białoruś. Największe z nich to preferencje dla importu z krajów WNP, system przetargów dyskryminujący firmy zagraniczne czy wysokie cła na tworzywa sztuczne (od 10 do 20 proc.). Utrudnieniem jest też system certyfikacji. Najbardziej skomplikowane są procedury dla seryjnej produkcji, urządzeń importowanych i systemów jakości.

— Białoruś i Polska zawarły umowę dwustronną, według której wyniki badań białoruskich lub polskich, przeprowadzane w celu certyfikacji produkcji, są uznawane na terytorium obu krajów, co w poważnym stopniu ułatwia proces otrzymania niezbędnych certyfikatów — uspokaja Aleksander Awerjanow.