Nad żywnościowym superurzędem praca wre

Jedna inspekcja obiecywana branży od lat znów jest na tapecie. Nie zaczęło się najlepiej — są pierwsi pominięci. Wśród nich — główni zainteresowani

O scalonym nadzorze dla żywności mówi się od lat. Kolejne projekty utykały na różnych etapach konsultacji bądź zmian politycznych. Ostatnia — już przebrzmiała — data uruchomienia superurzędu skupiającego kompetencje kilku inspekcji minęła w lipcu zeszłego roku, a zapowiadał ją resort rolnictwa pod kierownictwem Stanisława Kalemby. Projekt poselski wystosowała także PO. Również bez skutku. Obecna władza do idei wróciła prawie od razu. Znana jest już data złożenia projektu ustawy — to czerwiec 2016 r., a czas startu nowego nadzoru — to 2017 r.

Dla Krzysztofa Jurgiela, szefa resortu rolnictwa, utworzenie Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności jest jednym z ważniejszych celów na lata 2015-19. Ostatni projekt tego superurzędu złożyła PO pod koniec swoich rządów. Wówczas branża miała świadomość, że przed wyborami politycy nie zdążą go zrealizować.politycy nie zdążą go zrealizować.
Zobacz więcej

PRIORYTETY:

Dla Krzysztofa Jurgiela, szefa resortu rolnictwa, utworzenie Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności jest jednym z ważniejszych celów na lata 2015-19. Ostatni projekt tego superurzędu złożyła PO pod koniec swoich rządów. Wówczas branża miała świadomość, że przed wyborami politycy nie zdążą go zrealizować.politycy nie zdążą go zrealizować. ARC

Niezaproszeni zainteresowani

Znane są ogólne założenia projektu i na razie nie różnią się od pomysłów wcześniejszych, bo chodzi o połączenie Inspekcji Weterynaryjnej, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowej Inspekcji Sanitarnej (w części kompetencji) oraz Inspekcji Handlowej. Powstał zespół (powołany przez ministera rolnictwa) i praca wre. Biuro prasowe resortu nie chce ujawnić żadnych szczegółów. Są już jednak pierwsi niezadowoleni.

— Nie zostaliśmy zaproszeni do rozmów, a jesteśmy przeciwko tym zmianom. Nie należy niszczyć systemu, który dobrze działa. Proponowane w różnych wariantach reformy systemu nadzoru nad bezpieczeństwem żywności dają jedynie obietnicę „większej przejrzystości” systemu w nieokreślonej przyszłości, bez prawnych i organizacyjnych gwarancji osiągnięcia tej przejrzystości i istotnej poprawy jego funkcjonowania — mówi Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny.

— Zastanawia nas, dlaczego w zespole, który dotyczy najważniejszego obszaru, zabrakło przedstawicieli producentów żywności: rolników i przetwórców. Sprawne funkcjonowanie kontroli żywności jest podstawą wiarygodności polskiej żywności, a wszelkie pomysły dotyczące zmian jej działania powinny być na najwcześniejszym etapie konsultowane z branżą — dodaje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).

Żywnościowa NIK

Czego sobie życzą spożywcy? — Bardzo zależy nam na powrocie do pionizacji inspekcji tzn. rezygnacji z rozwiązania, w którym wojewoda powołujeinspektora wojewódzkiego, a ten powiatowego, bo to rodzi ryzyko różnych wpływów politycznych — twierdzi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. Wtóruje mu Andrzej Gantner. Zwraca uwagę również na to, że budżet powinien być centralny, a nie samorządowy.

— Obecnie, gdy np. w dwóch województwach pojawia się jakiś problem, nie można szybko wysłać wsparcia z innych województw właśnie z powodu regionalizacji budżetu — tłumaczy dyrektor generalny PFPŻ. Kolejna sprawa to finansowanie służb kontrolnych.

— Polska jest szóstym producentem żywności w UE, eksport rokrocznie bije rekordy, a wizerunek polskiej żywności zależy m.in. od sprawnego działania służb, które są niedofinansowane — jest za mało pracowników, a wynagrodzenie skandalicznie niskie w stosunku do odpowiedzialności. To w interesie branży jest zwiększanie zatrudnienia i poprawa warunków pracy osób, które za nią odpowiadają — dodaje Andrzej Gantner.

Jego zdaniem, to działania, które należałoby wykonać w pierwszym etapie, a dopiero w drugim można myśleć o połączeniu inspekcji i stworzeniu jednego superurzędu. Podkreśla jednak, że nie powinien on być zależny od jakiegokolwiek resortu, ale być „żywnościową NIK”.

— Dokonanie tego w ciągu niecałego roku jest bardzo ryzykowne. To ogrom pracy i konieczność zmiany 21 ustaw i setek rozporządzeń, a wszystko musi być całkowicie zgodne z wymogami unijnymi. Nie stać nas na jakiekolwiek błędy, bo podważenie wiarygodności urzędowej kontroli w Polsce może doprowadzić do embarga na eksport polskiej żywności, co oznaczałoby niewyobrażalne straty dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa — twierdzi dyrektor generalny PFPŻ.

— Rok to rzeczywiście niewiele czasu, ale też nad powstaniem jednej inspekcji głowimy się od wielu lat. Dziś przedsiębiorcy skarżą się, że jedna kontrola do nich wchodzi, a druga wychodzi, a ich kompetencje częściowo się nakładają. Kontrole powinny być skoordynowane i ukierunkowane — dodaje Witold Choiński. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu