Nadchodzi czas diod

Kamil Kosiński
opublikowano: 08-07-2009, 00:00

Małe kolorowe światełka, znane z archaicznych urządzeń elektronicznych, przeżywają renesans. Są stosowane w najnowszym sprzęcie.

Skrót LED staje się synonimem nowoczesności w elektronice i oświetleniu

Małe kolorowe światełka, znane z archaicznych urządzeń elektronicznych, przeżywają renesans. Są stosowane w najnowszym sprzęcie.

Od wczoraj do czwartku w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki można oglądać wystawę produktów koreańskich. A na niej telewizor LG LH9500 o kontraście 5 000 000: 1 i częstotliwości odświeżania 200 Hz. Przy przekątnej ekranu 55 cali ma niespełna 25 cm grubości. Już w sierpniu 2009 r. będzie go można kupić w Polsce. Cena? Około 5,5 tys. dolarów.

— Proszę pamiętać, że ten telewizor ma 55 cali. To nasz model flagowy, a technologia wytwarzania z pewnością będzie taniała — tłumaczy cenę Paweł Binder, menedżer ds. marketingu w LG Electronics Polska.

To o tyle istotna uwaga, że telewizor nie jest ani plazmowy ani ciekłokrystaliczny (LCD). Należy do wchodzącej dopiero na rynek rodziny telewizorów LED, czyli opartych na diodach elektroluminescencyjnych.

— W telewizorach LED matryca jest podobna do tej z urządzeń LCD. Ogromna różnica w jakości obrazu wynika ze sposobu jej podświetlania — podkreśla Paweł Binder.

Matrycę telewizora LH9500 podświetla 3360 diod elektroluminescencyjnych. Unowocześnionych, ale zasadniczo takich, jak produkowane w latach 60. ubiegłego wieku, a w latach 70. i 80. wykorzystywane na masową skalę jako migoczące światełka sygnalizujące tryb pracy sprzętu elektronicznego. Dzisiaj to właśnie dzięki diodom dokonuje się rewolucja w jakości wyświetlania telewizyjnego.

— Współczynnik odwzorowania kolorów dla najlepszych telewizorów plazmowych wynosi 96 proc. Modele LCD nie osiągają nawet tego. Tymczasem dla telewizorów LED współczynnik odwzorowania kolorów wynosi 110 proc. Wynika to z tego, że oferują większą gamę kolorów niż wykorzystywana dotąd do badania odwzorowania kolorów przez telewizory — twierdzi Paweł Binder.

W uproszczeniu: w telewizorach LCD matrycę podświetla kilka lamp, których światło, nim staje się obrazem na ekranie, musi przejść przez układ filtrów barwnych, który nadaje mu odpowiedni kolor, a potem przez warstwę kryształków, ostatecznie decydujących o zabarwieniu konkretnej części ekranu. W modelach LED ekran jest podzielony na bloki, podświetlone przypisanymi tylko do nich diodami. Dla określonej części ekranu można je więc w ogóle wyłączyć, nie tracąc przy tym nic na barwach w innej części. W nieco sztucznych warunkach pozwala to np. na uzyskanie doskonałej bieli na jednej połowie ekranu i czerni na drugiej, bez przejściowej strefy szarości.

Jeśli się diody zamontuje tylko na krawędziach matrycy, to jakość obrazu się traci, ale za to uzyskuje się wyjątkową cienkość telewizora. Niespełna sześciomilimetrowej grubości model o ponad 40-calowej przekątnej można obejrzeć na koreańskiej wystawie.

Żarówki i projektory

Technologia elektroluminescencyjna jest energooszczędna. Prawdopodobnie dlatego po 2000 r. zaczęła się jej ekspansja w oświetleniu. Obecnie systemy oświetlenia diodowego firmy Philips wykorzystuje się do iluminacji fasady Pałacu Buckingham i kościoła pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Chodzieży. Na masową skalę lampy diodowe stosuje się do podświetlania tzw. standów reklamowych. A za około 300 zł można sobie kupić do domu lampkę elektroluminescencyjną Philipsa, która daje światło o dowolnym odcieniu z palety… 16 mln kolorów.

— Jeśli chodzi o źródła światła to dzień dzisiejszy należy do żarówek, jutro — do świetlówek, a pojutrze — do LED-ów — zapewnia Krzysztof Kouyoumdjian z Philips Polska.

Ten proces wiąże się głównie z cenami. Świetlówka jest około 10 razy droższa od tradycyjnej żarówki. Z kolei "żarówka" elektroluminescencyjna jest kilka razy droższa od świetlówki. No i ma jeszcze jedną wadę: nie daje tak wyraźnego światła jak jej konkurentki .

— Żarówka ma wskaźnik oddawania barwy na poziomie 100, a świetlówka i lampa LED — 80. Ale jeszcze 10-15 lat temu lampy elektroluminescencyjne miały ten parametr dużo niższy — komentuje Krzysztof Kouyoumdjian.

Właśnie przez problemy z jasnością produkowane od 2008 r. projektory diodowe nie są na razie poważną konkurencją dla odpowiedników wyposażonych w tradycyjne lampy.

— Producenci oferują z reguły po jednym modelu w technologii LED. Są to urządzenia najmniejsze, służące raczej do zabawy niż do poważnych zastosowań w biznesie albo kinie domowym. Zapewniają jasność do 150 ANSI lumenów. Tymczasem do rozwiązań biznesowych potrzeba przynajmniej 1100-1500 — wyjaśnia Krzysztof Sulowicz, reprezentujący w Polsce firmę BenQ.

Zwraca też uwagę na dysproporcję między cenami projektorów tradycyjnych i diodowych. Jeśli uwzględni się parametry techniczne, jest ona naprawdę duża.

Co piąty już za rok

Cena jest jednak ściśle związana z popytem. Im ludzie częściej kupują produkty, wykorzystujące jakąś technologię, tym stają się one tańsze. A im są tańsze, tym więcej się ich sprzedaje. Ze względu na swe właściwości technologia LED jest zaś w wielu zastosowaniach ciekawą alternatywą dla obecnie stosowanych rozwiązań. Ma więc realne perspektywy rozwoju. Po wprowadzeniu mniejszych — a zatem i tańszych — modeli już w 2010 r. LG chce sprzedać na świecie 3-4 mln telewizorów diodowych. A ich całkowita sprzedaż ma wzrosnąć z 3,1 mln prognozowanych na 2009 r. do 30 mln w 2010 i 68 mln w 2011 r. Według wyliczeń koreańskiego koncernu, będzie to oznaczało, że udział tych urządzeń w całym rynku telewizorów wzrośnie z 2,6 proc. przewidywanych na 2009 r. do 20 proc. w 2010 r. i aż 40 proc. w 2011 r. Wygląda więc na to, że nadchodzi era diod.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu