Nadmiar wieprzowiny będzie jeszcze większy

Andrzej Siłuszek
opublikowano: 1998-11-03 00:00

Nadmiar wieprzowiny będzie jeszcze większy

Chłopi twierdzą, że hodowla świń zawsze wzrasta wtedy, gdy na wieś zagląda bieda i rolnikom brakuje pieniędzy. Świnia jest wówczas ratunkiem. Można ją zjeść — wówczas oszczędza się na wydatkach na żywność. Można ją sprzedać w skupie — dostaje się gotówkę na buty i ubranie dla dzieci. Nie liczy się efektywności hodowli. Ziemniaki i śrutę zbożową chłop ma zawsze. Nie może ich sprzedać, więc spasa nimi świnie.

OBIEKTYWNIE licząc taka hodowla nie jest opłacalna. Tucz trwa długo, a wartość zużytej karmy jest większa niż wartość świniaka. Zwłaszcza że ceny skupu trzody chlewnej są w taki czas katastrofalnie niskie, bo hodowlę zwiększają wszyscy chłopi i tworzy się spora nadprodukcja. Ale rację ma rolnik, to typowy przykład tryumfu zdrowego rozsądku nad ekonomią. Ziemniaki i zboże zmarnowałyby się, a tak jest przynajmniej z nich mięso. I to jakie!

MIĘSO ŚWIŃ karmionych ziemniakami ma nieporównanie lepszy smak, niż mięso zwierząt tuczonych przemysłowo, karmą nienaturalną dla tego gatunku. Choć oczywiście dietetycy i kardiolodzy mają na ten temat swoje zdanie.

W POŁOWIE 1998 roku pogłowie trzody chlewnej wynosiło 19,2 mln szt. Jest to około 6 proc. więcej niż w takim samym okresie 1997 r. Natomiast ubój wyniósł po pierwszym półroczu 23,7 mln szt. Zmiany wielkości uboju następują mniej więcej z rocznym opóźnieniem w stosunku do zmian pogłowia. W dłuższym okresie wielkość pogłowia świń powinna być taka sama jak wielkość uboju, trudno przecież oczekiwać, żeby pod nóż poszło więcej zwierząt, niż się wyhodowało.

ZE STATYSTYKI wynika że tak nie jest. Pogłowie świń w 1997 wynosiło ok. 18 mln szt., a rok później ubój wyniósł prawie 24 mln. To znaczy, że około 6 mln świń, 30 proc. oficjalnego pogłowia, nie zostało ujętych w statystykach. To są te zwierzęta, które hodowane są na własne potrzeby, co oczywiście nie znaczy, że chłopi nie czynią prób sprzedania ich. To znaczy również, że rzeczywiste pogłowie jest jeszcze większe, bowiem nie wszystkie zwierzęta udaje się chłopom sprzedać.

ŚWIADCZĄ o tym ceny skupu żywca. Są to ceny zmienne, zależne od okresu, a przede wszystkim od rejonu kraju, trudno na takiej podstawie wyciągać średnie, ale dostępne dane wystarczą do oceny jakościowej problemu. O ile w sierpniu- -wrześniu 1997 roku rolnik otrzymywał za kg wagi żywej wieprzowiny 4,25-4,30 zł, o tyle rok później — 3,60-3,75 zł (w wielu rejonach poniżej 3 zł/kg).

PRZEWIDUJE SIĘ, że w okresie jesienno- -zimowym podaż żywca wieprzowego będzie jeszcze większa, a ceny skupu niższe niż w pierwszym półroczu. Wskaźnikiem opłacalności produkcji trzody chlewnej jest stosunek ceny kwintala żyta do ceny skupu kilograma wieprzowiny. Za granicę opłacalności uważa się wskaźnik 9:1. Obecnie wynosi on 8:1, a prawdopodobnie spadnie do poziomu 7,5:1. Co ciekawe, przewiduje się w czasie najbliższego roku dalszy wzrost pogłowia. Wskazuje na to rosnąca sprzedaż i ceny prosiaków na targowiskach.

AKCEPTACJA tych warunków świadczy o głębokiej depresji, w jakiej znalazło się polskie rolnictwo, o katastrofalnym braku gotówki na wsi. Wszyscy teraz szukają cudownej recepty. Ale jej nie ma. Nie zjemy więcej mięsa, trudno też liczyć na znaczący wzrost eksportu. Na Zachodzie mają własną nadprodukcję, a na Wschodzie nie mają pieniędzy. Polska wieś musi się przeobrazić, a to jest niestety bolesne.