Europejscy inwestorzy nie popisali się w ubiegłym tygodniu. Gdy indeksy na całym świecie mocno spadały na fali obaw o głęboki kryzys w USA, Stary Kontynent nie wykazał się siłą. Teraz, gdy wiadomo, że na razie za Atlantykiem gospodarka jedynie mocno zwolniła, a europejska ma się nieźle, nie widać u nas powrotu optymizmu. Widać za to słabość unijnych parkietów. A przecież to nie Europa ma największe problemy.
Mimo to dość silne czwartkowe odbicie w USA nie przełożyło się na trwalszy powrót sił popytu w Europie. Blisko 2-procentowe zwyżki głównych amerykańskich indeksów pozwoliły indeksowi szerokiego rynku w brazylijskim Sao Paulo (Bovespa) wzrosnąć o 3,7 proc. Europejskie giełdy otworzyły się tymczasem w piątek na niewielkim plusie, by po południu zejść pod kreskę. Powód? Stopa bezrobocia w USA okazała się wyższa od spodziewanej o 0,4 pkt proc. i wyniosła 5,5 proc. Najwyraźniej to wystarczyło, by znacznie pogorszyć nastroje wielu europejskich inwestorów. Czy jednak nieduże wahania stopy bezrobocia w USA wpływają tak znacząco na sferę biznesową większości firm z UE? Raczej nie. Znów górę wzięły emocje i siła oddziaływania rynku terminowego na kasowy (kontrakty pierwsze się zaczerwieniły).
W strefie euro może niepokoić jedynie niezbyt duży wzrost gospodarczy i widmo coraz szybszej inflacji, na co zwraca uwagę Europejski Bank Centralny. W Polsce gospodarka nadal szybko się rozwija, a motorem wzrostu jest głównie popyt wewnętrzny. Dlatego tym bardziej mogą dziwić spadki kursów większości spółek. GPW nie wypadła na tle zachodnich parkietów najgorzej, ale podaż jest także i u nas w lepszej formie niż popyt.
Jeszcze w piątek rano sytuacja wyglądała dość dobrze. Otwarcie ze sporą luką hossy dawało nadzieje na podążanie śladami rosnącej poprzedniego dnia giełdy amerykańskiej. Obroty były jednak mizerne, a popyt nieśmiały, przez co polskie indeksy zaczerwieniły się. Zniżki na otwierających się parkietach w USA przypieczętowały spadki.
Inwestorzy tradycyjnie już skupiali się na dużych spółkach. Nie pomogło to jednak im w wyjściu na plus (WIG20 spadł o 1,4 proc.). Bilans dla kursów mniejszych firm jest jeszcze gorszy. Indeks średniaków spadł o 2,3 proc., podobnie jak maluchów.
Co dalej?
Trudno o zryw
W nocy z poniedziałku na wtorek przemówi Ben Bernanke, szef amerykańskich władz monetarnych (Fed). Jeśli dobrze nastroi graczy, będzie to impulsem do wzrostu w kolejnych dniach. Podobnie jak brak negatywnych zaskoczeń w raporcie Fedu na temat stanu gospodarki (Beżowa Księga), który poznamy w środę. W czwartek możemy być oczarowani wzrostem sprzedaży detalicznej za oceanem, podobnie jak niezłymi rezultatami strefy euro. Problem jednak w tym, że inwestorzy w Europie nie reagują już tak żywiołowo na wybiórcze dane. Spodziewają się zmiany ogólnego giełdowego klimatu.
Adrian Boczkowski