Nawet co czwarty klient nie dostał kredytu w banku z powodu rekomendacji T
Umarł szybki kredyt, niech żyje szybka pożyczka. Firmy pożyczkowe przejmują klientelę banków.
20-30 proc. — na tyle pesymiści szacowali spadek wartości nowych kredytów konsumpcyjnych po wejściu w życie rekomendacji T. Kiedy pierwsze elementy nowych regulacji, zaostrzających zasady weryfikacji zdolności kredytowej, weszły w życie latem ubiegłego roku, optymiści uspokajali, że nic wielkiego się nie stanie, bo banki, nauczone kryzysem, same przykręciły śrubę kredytową, bez oglądania się na Komisję Nadzoru Finansowego (KNF). Zmienili zdanie, gdy nowe wymogi objawiły się pełnej krasie na początku roku.
— W styczniu nie docenialiśmy jej wpływu na produkcję kredytową — przyznaje Artur Klimczak, szef detalu w Millennium.
Rekomendacja spowolniła akcję kredytową oraz ostudziła popyt. Regulator życzy sobie m.in. żeby weryfikować nie tylko samego wnioskodawcę, ale również współmałżonków, a to w istotny sposób zmienia i wydłuża dotychczasowy sposób obsługi klienta.
— Skorygowaliśmy budżet na ten rok. Zakładamy, że wpływy będą o 20 proc. niższe w stosunku do planów. Korekta w większym stopniu dotyczy kredytów ratalnych niż pożyczek gotówkowych — mówi anonimowo przedstawiciel jednego z banków, specjalizującego się w usługach consumer finance.
Przemodelowany rynek
Prognoza wpływów z kredytów ratalnych została bardziej przycięta nie dlatego, że rekomendacja mocniej w nie uderza niż w gotówkowe. Nie. Tyle tylko że banki nie spodziewały się tak dużego wpływu nowych regulacji na tę część rynku. Kredyt ratalny jest bezpieczniejszy niż gotówkowy, ponieważ klient bierze go pod zastaw towaru kupowanego w sklepie. Rekomendacja nie robi jednak żadnych rozróżnień między jednym długiem a drugim i do oceny zdolności kredytowej wnioskodawcy wymaga stosowania tych samych kryteriów.
— Banki udzielają kredytów ratalnych za pośrednictwem sklepów, sieci handlowych i dopiero z opóźnieniem zorientowały się, jak duże znaczenie dla tego biznesu ma rekomendacja — mówi nasz rozmówca.
Rekomendacja T przemodelowała cały system sprzedaży kredytów konsumpcyjnych, ale rat chyba najbardziej. Wcześniej klient mógł dostać pieniądze niemal od ręki, teraz musi uzbroić się w cierpliwość i poczekać na decyzję kredytową. Biznes zmienił się na tyle, że Alior Bank, który od roku przygotowywał się do wejścia na rynek ratalny, na razie wstrzymał się z decyzją.
— Wzrosły koszty procesowania, ponieważ zmieniły się zasady weryfikacji klienta. Teraz trzeba szacować zdolność kredytową w każdym indywidualnym przypadku. Wcześniej można było to robić opierając się na pewnych modelach statystycznych — mówi Radosław Rajewski, dyrektor ds. consumer finance Alior Banku.
Poza zasięgiem KNF
Na klientów odesłanych z kwitkiem przez banki z otwartymi rękami czekają firmy pożyczkowe.
— Część tych osób trafiła do nas. Wiemy o tym, ponieważ współpracujemy z pośrednikami kredytowymi. Osoby, które nie dostały kredytu bankowego, korzystają z naszej oferty — mówi Dominik Wieliński, prezes Optima i szef Dollar Financial Group (DFG) w Polsce, amerykańskiej spółki notowanej na nowojorskiej giełdzie, do której należy ta pożyczkowa firma.
Rynek, na którym działa Optima, nie podlega reżimowi KNF. Robi się on coraz większy, ale też rośnie na nim konkurencja. Liderem jest Provident, należący do International Personal Finance, spółki notowanej na giełdzie w Londynie. W I kwartale tego roku zarobił on 5,4 mln GBP (zysk przed opodatkowaniem) wobec przed rokiem (3,4 mln GBP), zwiększając o 10 tys. liczbę klientów do 792 tys. Przeciętnie jedna osoba pożycza równowartość 386 funtów.
Optima nie kryje się, że powalczy o rynek z Providentem. Zatrudnia obecnie 500 agentów (konkurent 8,3 tys.) i działa w 10 województwach. Zaczyna rozwijać też drugi biznes pożyczkowy — sieć butików MoneyNow!, będących połączeniem lombardu, kantoru i firmy pożyczkowej. To kopia znanych w Wielkiej Brytanii money shopów, należących do DFG, których działa na wyspach 400. Na razie pod szyldem MoneyNow! działają trzy butiki w Trójmieście.
Przez komórkę
Obok pożyczek typu door to door, czyli udzielanych w domu klienta, szybko rozwija się segment rynku pożyczek na SMS. Do wejścia na New Connet przygotowują się dwie spółki specjalizujące się w takiej usłudze. SMS Kredyt Holding, kontrolowany przez Janusza Tchórzewskiego, kilka dni temu przydzielił akcje. Spółka stawia sobie za cel, żeby w 2013 r. sprzedawać 17 tys. pożyczek miesięcznie i zarabiać 1 mln zł na czysto miesięcznie. Z kolei Ferratum, należący do fińskiej grupy o tej samej nazwie, rozmawia z inwestorami zainteresowanymi wejściem w ten biznes.