KNF prowadzi kontrolę na giełdzie. Pierwszy efekt to zmiana regulacji dotyczących debiutów.
Urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) sprawdzają, czy zarząd GPW przy dopuszczaniu niepłynnych spółek do obrotu brał pod uwagę kryteria dotyczące zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. To pokłosie głośnej sprawy spółki AD Drągowski, której kurs seryjnie rósł po kilkadziesiąt procent dziennie przy wolumenie przekraczającym nawet 100 tys. sztuk, choć oficjalnie wszystkie akcje skupione były w rękach trzech głównych akcjonariuszy.
"Już w 2008 r. Urząd KNF zwracał uwagę GPW na możliwe problemy z płynnością i ryzyko podatności kursu na manipulację. Sugerowano jako rynek notowań alternatywny system obrotu New Connect" — czytamy w komunikacie komisji.
Tymczasem do niedawna regulamin GPW przewidywał, że do dopuszczenia na główny parkiet wystarczy, by w posiadaniu akcjonariuszy, z których każdy ma mniej niż 5 proc., znajdowało się co najmniej 15 proc. akcji objętych wnioskiem o dopuszczenie do obrotu lub 100 tys. akcji o wartości równej co najmniej 1 mln EUR (liczonej według ceny sprzedaży lub emisyjnej).
Ta alternatywa powodowała, że przy niewielkiej liczbie akcji objętych wnioskiem wspomniane 15 proc. mogło się znajdować się w rękach jednego akcjonariusza, a i tak firma mogła wejść na parkiet. Tak stało się w przypadku nie tylko spółki AD Drągowski, ale również Marvipolu, Anti, Chemoserwisu-Dwory i ZM Herman. Do dziś obrót ich akcjami jest symboliczny.
Dlatego pod wpływem sugestii nadzorcy władze giełdy zdecydowały, że oba warunki (dotyczący 15 proc. i wartości rynkowej pakietu wprowadzanego do obrotu) będą teraz musiały być spełnione jednocześnie. W poprawionym regulaminie giełda dodała, że akcje objęte wnioskiem o dopuszczenie "powinny znajdować się w posiadaniu takiej liczby akcjonariuszy, która stwarza podstawę do kształtowania się płynnego obrotu giełdowego".