Naga muza straszy pęknięciem bańki

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 24-01-2016, 22:00

Rekordy na światowych aukcjach emocjonują amatorów bardziej niż roznegliżowane modelki, ale naukowcy ostrzegają — rynek jest przegrzany.

Leżący akt Modiglianiego sprzedał się za 170 mln USD, a odsłaniające swoje geometryczne wdzięki „Kobiety algierskie” zapracowały na kolejny rekord Picassa — tym razem na poziomie 179 mln USD z premią. Pokusa rozgłaszania radosnych wieści w kontekście rozwoju rynku jest ogromna, ale znawcy podkreślają, że pierwsze oznaki krachu są już widoczne, przy czym szukanie ich w tabelach z rekordami jest tak mądre jak wnioskowanie o rynku samochodów na podstawie najwyższych stawek za zabytkowe ferrari.

"Nu couche (sur le cote gauche)", Amedeo Modigliani
Zobacz więcej

"Nu couche (sur le cote gauche)", Amedeo Modigliani Bloomberg

Art Top 500 to indeks odzwierciedlający wyniki aukcyjne prac 500 najlepiej sprzedających się artystów. Wykazują on wyraźne spadki na początku lat 90. i na przełomie 2008 i 2009 r. — zawahania pozostawały bez związku z cenami złota czy nieruchomości, a za pierwszym razem były też zupełnie niezależne od indeksu S&P 500.

Pastylka na panikę

Zmartwienia zagranicznych kolekcjonerów, którzy dekorują ściany płótnami impresjonistów, mogą się wydawać większości polskich inwestorów dość odległe, bo na krajowych aukcjach nie ma ani tak astronomicznych cen, ani nie licytują spekulanci z Azji. Brak poczucia zagrożenia nie wynika więc z braku rozsądku, ale nie należy zapominać, że nastroje są zdecydowanie bardziej zaraźliwe, niż się zazwyczaj wydaje.

Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, że na jednej z nowojorskich aukcji wyniki kilku obrazów będą trochę niższe, niż szacowano, a parę innych nie sprzeda się wcale — nagłówki, które pojawią się w mediach, nie będą zapewne informować o łagodnej weryfikacji cen, tylkoo tym, że gwałtownie załamał się popyt.

Taki krzyk rozchodzi się natychmiast, a jego echem są zwykle wątpliwości inwestorów, którzy dopiero rozpoczynają zbiory — skoro jakiś doświadczony kolekcjoner kupił obraz Warhola i stracił, dużo trudniej wydać z konta kilkadziesiąt tysięcy złotych na mniej rozpoznawalny biały kwadrat, pod którym podpisany jest Stażewski.

Mierzenie kondycji rynku na podstawie rekordów ma ograniczoną skuteczność i zagranicą, i w Polsce, dlatego że najcenniejszymi obiektami handluje się też najrzadziej, a cała reszta transakcji opiewa na znacznie niższe kwoty.

Jak podają eksperci portalu Artnet, za granicą to właśnie w tym niższym sektorze widoczne jest już osłabienie cenowe, bo wcześniejsze silne zwyżki doprowadziłydo zwiększenia podaży prac artystów żyjących.

Warto jednak zauważyć, że w skali międzynarodowego obrotu półka niższa względem najdroższego aktu Modiglianiego jest bardzo szeroka, bo mowa też o takich żyjących twórcach jak chociażby Damien Hirst.

Najwyżej wylicytowana praca Hirsta kosztowała 8,6 mln GBP, a składały się na nią głównie nierówno poukładane kolorowe pastylki — spłycając, trudno się spodziewać, żeby autor nie był w stanie zdobyć się jeszcze kiedyś na podobne dzieło.

Niezrównoważony rozwój

Głównym źródłem niepokoju są najnowsze badania naukowców z uniwersytetu w Luksemburgu, którzy posłużyli się autorską metodą rozpoznawania symptomów bańki, opartą na ponad milionie aukcyjnych wyników z różnych sektorów rynku.

Wykazując, jakie warunki doprowadziły do pęknięcia dwóch wcześniejszych baniek — z 1990 r. oraz z przełomu 2008 i 2009 — analitycy stwierdzili, że dzisiejsze parametry sprzedaży wyraźnie świadczą o przegrzaniu. Samą bańkę definiuje się przy tym jako gwałtowny wzrost sprzedaży po zawyżonych cenach, który kończy się poważnym, ale niekoniecznie długotrwałym załamaniem.

Ostatnia korekta na światowym rynku rzeczywiście była odczuwalna, ale od tamtego czasu obrót sztuką najnowszą zdążył się już podwoić — co, zdaniem badaczy z Luksemburga, raczej nie wpisuje się w model zrównoważonego rozwoju. Kluczowa dla tych wątpliwości okaże się prawdopodobnie już połowa lutego, bo wtedy po najbardziej dochodowych grudniowych aukcjach rozpocznie się tak naprawdę nowy sezon.

Trudno jednak powiedzieć, jak ostrzeżenia przed pęknięciem bańki przełożą się na prawdopodobieństwo ich realizacji, bo może się okazać, że ostrożne licytacje zostaną błyskawicznie odebrane jako popytowe załamanie.

Obraz Warhola sprzeda się za kilka milionów mniej, niż oczekiwano, a media pospieszą z płaczliwym komentarzem o krachu — o ile nie będzie na odwrót i ceny nie będą rekordowe, bo rynek sztuki już wielokrotnie pokazał, że przywiązywanie się do jednego wypracowanego scenariusza bywa nie tyle akademickie, co po prostu głupie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy