W zakończonym tygodniu notowania kontraktów na amerykańską ropę WTI zyskały 1,2 proc. To był już ich 10-ty tydzień zamknięty wzrostem, a to oznacza najdłuższą serię zwyżek od 1983 r., kiedy w USA rozpoczęto obrót tymi instrumentami. Wreszcie spadać zaczęła amerykańska produkcja ropy. W ubiegłym tygodniu zmniejszyła się o 112 tys. baryłek dziennie, do 9,62 mln baryłek, w związku ze spadkiem produkcji na Alasce, wynika ze środowego raportu amerykańskiej agencji EIA. Tymczasem dane firmy Baker Hughes wskazują, że od grudnia liczba użytkowanych w USA odwiertów spadła o 58 proc., po tym jak 2014 r. zamknął się przeceną ropy WTI o 45,5 proc., zmuszając producentów ropy łupkowej do ograniczenia inwestycji.
W średniej perspektywie należy spodziewać się powrotu tendencji spadkowej, przekonuje bank Goldman Sachs. Zdaniem instytucji ze względu na nadpodaż surowca do października jego notowania spadną do 45 USD za baryłkę. Na razie jednak ani utrzymywanie się amerykańskich zapasów ropy w pobliżu 85-letnich maksimów, ani brak perspektyw cięcia wydobycia przez kraje OPEC nie przeszkadza w kontynuacji odbicia cen surowca.
Zapasy w USA spadły wprawdzie w ubiegłym tygodniu o 2,7 mln baryłek, jednak wciąż znajdują się blisko poziomów najwyższych od 1930 r. Dodatkowo aż 97 proc. analityków i traderów ankietowanych przez Bloomberga przewiduje, że na planowanym na 5 czerwca posiedzeniu kartelu OPEC dojdzie do utrzymania limitu wydobycia, sięgającego 30 mln baryłek dziennie. Większość analityków ankietowanych przez Bloomberga przekonana jest jednak o tym, że zwyżki cen ropy utrzymają się w przyszłym tygodniu.
- Ogromne cięcia w wydatkach wreszcie zaczęły skutkować, więc dlaczego Arabia Saudyjska miałaby zmieniać strategię właśnie teraz, kiedy zaczyna ona przynosić owoce – pytał retorycznie w rozmowie z Bloombergiem Mike Wittner, szef analiz rynku ropy w banku Societe Generale.
