Nastroje amerykańskich inwestorów wciąż są złe. S&P500 spadł czwarty raz z rzędu, co nie zdarzyło mu się od tygodnia zakończonego 7 maja. Rynek wciąż był pod wpływem środowych danych wskazujących znaczny spadek sprzedaży nowych domów oraz negatywnego wydźwięku komentarza Fed do decyzji ws. stóp procentowych. Publikacja w czwartek danych o tzw. nowych bezrobotnych i zamówieniach na dobra trwałe nie wywarła znacznej reakcji. Amerykańscy inwestorzy nie przeoczyli natomiast informacji o wzroście do rekordowego poziomu kosztu ubezpieczenia długu Grecji, co zdaniem niektórych oznacza że Europa nadal może być źródłem problemów dla globalnej gospodarki. Spadła wartość indeksów wszystkich 10 głównych segmentów S&P500. Najmocniej, spółek z segmentów consumer discretionary (2,7 proc.), materiałowych (2,4 proc.), energii i finansowych (po 2 proc.). W przypadku tych ostatnich inwestorzy znów zaczęli się obawiać nowych regulacji w miarę zbliżania się do końca ustaleń w ich sprawie między izbami Kongresu. Najlepiej wypadły segmenty „defensywne”. Indeks spółek użyteczności publicznej stracił 0,3 proc., spółek ochrony zdrowia 0,8 proc., a dostawców dóbr codziennego użytku 0,9 proc. Dobry na tle rynku wynik spółek użyteczności publicznej to w znacznej mierze zasługa Barclays. Analitycy banku podwyższyli rekomendację branży twierdząc, że tworzące ją spółki będą notowane lepiej niż rynek w okresie kolejnych 12-18 miesięcy, powtarzając zachowanie, które powtarzało się po recesjach od 1970 roku. Spadkiem kończyło sesję 458 spółek wchodzących w skład S&P500 i 28 z 30 blue chipów z Dow Jones. Dwie spółki z elitarnej średniej przemysłowej, których kursy rosły, to Johnson & Johnson i Merck. Obie działają w segmencie ochrony zdrowia.
Najdłuższy spadek od siedmiu tygodni
S&P500 stracił 1,7 proc., a Nasdaq 1,6 proc. Oba indeksy spadły po raz czwarty z rzędu. Dow Jones oddał 1,4 proc.