Najemcy żyją w symbiozie

opublikowano: 12-11-2013, 00:00

Centra handlowe: Najpopularniejsze galerie handlowe w Polsce odwiedza nawet 20 mln osób rocznie. Zapracowali na to także drobni sprzedawcy

W centrach handlowych najłatwiej zaistnieć tzw. kotwicom, czyli dużym sieciowym markom, które z jednej strony stać na działalność w takich obiektach, a drugiej — wiedzą, jak skutecznie negocjować umowy najmu z właścicielami obiektów.

Zobacz więcej

Galeria Malta (FOT. ROB)

— Mniejsze firmy często chciałyby otwierać pierwsze sklepy w najbardziej rozpoznawalnych centrach. Nie zawsze udaje im się jednak przekonać właścicieli do swojego pomysłu. Dotyczy to zwłaszcza obiektów, które nastawione są na tzw. rynek masowy — tłumaczy Szymon Łukasik, ekspert działu powierzchni handlowych w Cushman & Wakefield.

Transakcja wymienna

Drobni sprzedawcy, którym jednak uda się „wejść” do galerii, mogą liczyć na korzyści wynikające z sąsiedztwa sieciowych gigantów.

— Najemcy — kotwice są niezbędni zarówno do prawidłowego funkcjonowania centrum handlowego, jak i do zapewnienia sukcesu mniejszym sklepom, które stają się swego rodzaju satelitami, korzystającymi z ich popularności — wyjaśnia Grażyna Melibruda, dyrektor w dziale wynajmu powierzchni handlowych Jones Lang LaSalle.

Jak się jednak okazuje, również sieci wiele zawdzięczają kameralnym butikom, ponieważ niektórzy klienci tylko ze względu na ich obecność odwiedzają galerie. Do sklepu znanej marki zaglądają natomiast tylko przy okazji. To główny powód, dla którego właściciele centrów nie koncentrują się na pozyskiwaniu wyłącznie jednego rodzaju najemców, np. warszawskie Blue City planuje zwiększać zarówno liczbę sieci, jak i małych sklepów.

— Obecność tych drugich pozawala na uatrakcyjnienie oferty galerii i tak naprawdę stanowi o jej wyjątkowości. Klienci coraz częściej rezygnują z zakupów w dużych sieciach na rzecz butików, w których mogą znaleźć ciekawsze, oryginalniejsze produkty. Zgodnie z tym trendem jeszcze w tym roku planujemy otwarcie sklepów kilku mniejszych, ale bardzo ciekawych marek — wyjaśnia Anna Awłasewicz, dyrektor ds. wynajmu w Blue City.

Zdaniem Małgorzaty Gęcy, starszego negocjatora w dziale powierzchni handlowych w CBRE, współczesne centra handlowe projektowane są w sposób pozwalający na harmonijne współistnienie zarówno dużych sklepów sieciowych, jak i mniejszych butików z odzieżą, obuwiem i akcesoriami modowymi, salonów kosmetycznych, punktów usługowych, a nawet sklepów oferujących produkty przeznaczone dla niszowych grup klientów. — Wszystkie te formaty mają szansę na powodzenie w galerii handlowej, pod warunkiem, że zadba się o klientów, zapewniając im dobre towary i profesjonalną obsługę — twierdzi Małgorzata Gęca.

Giganci mogą więcej

Na udogodnienia finansowe w postaci niższych czynszów mogą jednak liczyć głównie duzi gracze. Jak tłumaczy Karolina Jamróz, dyrektor w Colliers International, najemcy sieciowi mający doświadczenie biznesowe reprezentują również inny poziom ryzyka biznesowego dla wynajmującego niż ci, którzy dopiero rozpoczynają działalność lub są jednoosobowym przedsięwzięciem.

— Od takich najemców oczekuje się innych zabezpieczeń umów najmu np. akty notarialne z tytułu realizacji wszystkich należności, zwane potocznie trzema siódemkami, będą opiewały na wyższe kwoty — dodaje Karolina Jamróz.

Mniejsi sprzedawcy mogą liczyć na preferencyjne warunki zwykle wyłącznie w centrach z wyższym niż przeciętny wskaźnikiem pustostanów bądź w dopiero projektowanych obiektach z mniejszych miast. Bez względu na wielkość, firmy muszą liczyć się z opłatami serwisowymi oraz marketingowymi, naliczanymi za utrzymanie części wspólnych galerii.

Na własną rękę

Mniej kosztowną inwestycją jest otwarcie sklepu osiedlowego. Przed jej rozpoczęciem należy jednak przeprowadzić dokładną analizę struktury okolicznej ludności pod kątem wieku i siły nabywczej, a także konkurencji i przepływu klientów. Trzeba znaleźć lokal o odpowiedniej ekspozycji i zadbać o jego promocję. Warto przy tym pamiętać, że choć sklepy osiedlowe są alternatywą dla galerii handlowej, to jeśli np. chodzi o najemców z branży odzieżowej, nie mają szans na pozyskanie tylu klientów co w popularnym centrum.

— Osiedlowe centra są natomiast doskonałym rozwiązaniem dla wszelkiego rodzaju konceptów typu convenience, czyli mniejszych sklepów spożywczych, drogerii, aptek, które mogą liczyć na napływ klientów. Poza tym, warunki finansowe nieporównywalne do galerii handlowych, mogą zrekompensować najemcom nieco niższe obroty — mówi Szymon Łukasik. Ktoś, kto obawia się ryzyka związanego z otwarciem własnego biznesu, może się zastanowić nad zawarciem umowy franczyzowej.

— Znana marka ma z założenia gwarantować większą liczbę klientów i zmniejszać istotnie ryzyko bankructwa. Franczyzobiorca może również liczyć na wsparcie właściciela marki przy poszukiwaniu odpowiedniego lokalu, często jest to pomoc przy negocjowaniu korzystnych cen najmu, wsparcie przy ustalaniu właściwego poziomu zatowarowania i liczne szkolenia marketingowe — mówi Maciej Mędrek, starszy negocjator w dziale powierzchni handlowych Savills.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu