Polska biznesowa ekspansja dopiero się rozkręca
Firmy znad Wisły czują się dobrze nad Dnieprem. Za jakiś czas może się okazać, że ukraińskie filie wyrastają ponad spółki matki.
W październiku 2007 r., południowoafrykańska firma Napsters ogłosiła chęć przejęcia Gadu-Gadu za równowartość 413 mln zł. Ówczesne zyski producenta i operatora komunikatora internetowego były takie, że zakup zwracałby się Napstersowi przez 50 lat. Na dodatek, quasimonopolistyczna pozycja Gadu-Gadu na polskim rynku praktycznie nie dawała spółce szans rozwoju, który mógłby zwrot z inwestycji istotnie przyspieszyć. Plan Napstersa nie był jednak tak absurdalny jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Zaledwie kilka tygodni wcześniej Gadu-Gadu postanowiło zagościć na Ukrainie.
— Tam jest tylko 5 mln internautów, gdy w Polsce ponad 10 mln. Ale potencjał tamtego rynku jest bardzo duży. Ukraina jest krajem większym od Polski — podkreśla Jarosław Rybus z Gadu-Gadu.
Ukraińska wersja komunikatora (Bałaćka) i serwisu społecznościowego (Moje Pokolinja) są dopiero w początkowej fazie rozwoju. Dlatego Gadu-Gadu zarządza wszystkim z Warszawy. Wiele polskich firm zdecydowało się jednak na stworzenie nad Dnieprem filii. Według danych ambasady polskiej w Kijowie, jest ich grubo ponad 150. Firmy nie mają jednak obowiązku informować placówek dyplomatycznych o swoich poczynaniach, więc rzeczywista liczba polskich przedsiębiorstw na Ukrainie jest zapewne dużo większa.
Polskie banki
W spółki córki na Ukrainie inwestują spółki giełdowe (np. Fabryka Farb i Lakierów Śnieżka), pracownicze (Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych), prywatne (Nowy Styl), a także takie, co choć zarejestrowane w Polsce i zarządzane przez Polaków, to kontrolowane są przez obcy kapitał (Can-Pack). Ukraina jest jedynym rynkiem, na którym udało się na większą skalę zaistnieć wywodzącym się z Polski bankom. Zainwestowały tam Bank Pekao, PKO BP i Getin Bank. Ten ostatni buduje też firmę z sektora consumer finance o nazwie Akkord Plus.
— Kiedyś austriackie firmy były forpocztą inwestycji zagranicznych w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech. Dziś polskie przedsiębiorstwa są już na tyle dobrze zorganizowane, że robią to samo na Ukrainie. Wynika to ze związków kulturowo-historycznych. Inwestycje na Ukrainie dotyczą przecież nie tylko sektora finansowego, lecz także firm typowo wytwórczych — komentuje Artur Wiza, członek zarządu Getin Holdingu.
Business is business
Większość ukraińskich spółek z polskim kapitałem to firmy handlowe. Jednak z kontaktów handlowych wynikają z czasem przedsięwzięcia poważniejsze. Tak było w przypadku Nowego Stylu, współpracującego z ukraińską firmą Seat. Ukraińcy kupowali początkowo w Nowym Stylu krzesła, potem elementy do ich montażu. W 1998 r. obie strony postanowiły stworzyć zakład produkcyjny nad Dnieprem.
Spółkę produkcyjną ze swoim ukraińskim dystrybutorem powołała też Śnieżka.
— Nasza inwestycja była następstwem bardzo dobrego przyjęcia naszych produktów na tamtejszym rynku — zaznacza Piotr Mikrut, prezes Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka.
O inwestycjach na Ukrainie decydują jednak nie sentymenty, ale twardy rachunek ekonomiczny. Bazując tylko na eksporcie, pewnego poziomu obecności na rynku się nie przeskoczy.
— Działalność produkcyjną na Ukrainie zaczęliśmy od farb wodnych. Połowę ich składu stanowi woda. Wożenie jej z Polski byłoby bez sensu —tłumaczy Piotr Mikrut.
Podobna motywacja kierowała Toruńskimi Zakładami Materiałów Opatrunkowych, producentem m.in. podpasek, chusteczek i wyrobów z waty. Wedle Beaty Rogalskiej, która w firmie jest dyrektorem ds. rynków wschodnich, nawet 30 proc. ceny wyrobów przywożonych na Ukrainę z Polski stanowiły koszty transportu.
Takie same problemy miał Can-Pack. Jerzy Sarna, wiceprezes spółki, zwraca jednak uwagę, że nie zawsze chodziło o koszty transportu jako takiego, a często o koszty logistyki związane np. z tym, że ciężarówki z towarem utykały w kolejkach na granicach. One również zdecydowały o uruchomieniu przez Can-Pack produkcji nad Dnieprem — najpierw kapsli, a potem puszek do napojów.
Dla polskich przedsiębiorstw niebagatelne znaczenie ma też status lokalnego producenta. Przepisy celne potrafią bowiem utrudniać eksport na Wschód. Obecność na Ukrainie pozwala zaś swobodniej działać także w innych krajach. Krzysztof Duliński z Nowego Stylu zwraca uwagę, że cały czas istnieje podwójne cło na meble eksportowane z Polski do Rosji. Liczy się je zarówno od wartości, jak i wagi, a firma płaci to, które okaże się wyższe. W efekcie wyrobów z niższej półki w ogóle nie opłaca się tam eksportować. Tymczasem nie ma takich barier między krajami byłego ZSRR. Dlatego Ukraina stanowi dla Nowego Stylu centrum ekspansji nie tylko na rynek rosyjski, lecz także inne republiki byłego ZSRR.
— Ze względu na brak ceł między Rosją i Ukrainą, a także zmniejszenie dystansu do rosyjskich odbiorców lokalizacja wytwórni na Ukrainie otwiera rynek rosyjski na sprzedaż naszych wyrobów. Mogliśmy co prawda zainwestować od razu w Rosji, która jest istotnie większym rynkiem, ale działało tam już dwóch dużych producentów opakowań do napojów. Na Ukrainie natomiast nie było przed nami żadnego producenta aluminiowych puszek na napoje, więc uruchomienie lokalnej produkcji przed konkurentami dawało szansę zajęcia czołowej pozycji na rynku — dodaje Jerzy Sarna.
Filie rosną w oczach
Ukraina też się rozwija. Według polskich przedsiębiorców, jest na poziomie Polski sprzed 10-15 lat. Ze swym potencjałem ludnościowym stwarza więc duże możliwości wzrostu firm, które pojawią się tam odpowiednio wcześnie.
— Hrywna jest ściśle powiązana z dolarem, więc nie widać tego w naszych wynikach finansowych, ale w 2007 r. nasze obroty na Ukrainie wzrosły o 30 proc. — dodaje Piotr Mikrut.
Dlatego może się okazać, że już za kilka lat ukraińskie przedsięwzięcia polskiego biznesu zaczną przerastać spółki matki znad Wisły. Pierwsze jaskółki już widać. Can-Pack produkuje w Polsce co prawda pięć razy więcej puszek na napoje niż na Ukrainie, ale już kapsli do butelek wytwarza tyle samo. Nowy Styl produkuje prawie tyle samo krzeseł w Polsce, co na Ukrainie. Podobnie jest w grupie kapitałowej Inter Groclin Auto. Moce produkcyjne ukraińskiej filii to obecnie około jednej trzeciej możliwości całej grupy. Ale jej kierownictwo nawet nie ukrywa, że ze względu na to, iż głównym czynnikiem decydującym o rentowności produkcji tapicerki samochodowej jest koszt robocizny, zamie- rza wygasić tę działalność w Polsce i w całości przenieść ją nad Dniepr.
Kamil Kosiński