Szef Poczty Polskiej nie zamierza przeprowadzać rewolucji, bo kierunek dotychczasowych zmian był słuszny. Ale diabeł tkwi w szczegółach.
„Puls Biznesu”: Po kilku latach wrócił pan na stanowisko dyrektora generalnego Poczty Polskiej (PP). Czy widać zmiany na lepsze?
Zbigniew Niezgoda: Sytuacja jest trudniejsza niż w 1998 r., i to z kilku powodów. Do zewnętrznych czynników należy zaliczyć o wiele silniejszą konkurencję. Uchwalono też prawo pocztowe, które narzuca nam spore rygory. Poza tym podlegamy regulacjom unijnym i one również wymuszają zmiany, które wymagają od PP — jako przedsiębiorstwa państwowego — sporo mobilizacji. W dodatku od 1 stycznia nastąpi liberalizacja rynku przesyłek do 50 g i tu konkurencja również nie będzie spała.
Firmy kurierskie twierdzą, że ten segment ich nie interesuje.
Są różne szacunki dotyczące utraty przez nas części tego rynku. Od samego początku będziemy musieli go bacznie monitorować, co pozwoli odpowiedzieć, jak konkurencja jest na to przygotowana. Ważne, aby PP — mimo wielkości i obciążenia biurokratycznego — aktywnie reagowała na zmiany.
Uelastycznieniu PP miała służyć m.in. wprowadzona we wrześniu zmiana struktury z terytorialnej na biznesową.
To dobry kierunek. Nie jest jednak tajemnicą, że po zmianach PP funkcjonuje nieco gorzej i błędy trzeba wyeliminować. Wymaga to czasu. Pomyłki nie są może zbyt wielkie, ale — przy skali naszego przedsiębiorstwa — urastają czasem do sporych problemów. Należy zatem od nowa stworzyć strukturę zarządzania finansami, nowe systemy komputerowe oraz przeprowadzić etatyzację.
Większa liberalizacja rynku to rosnąca konkurencja. Czy od nowego roku mocniej poczujecie na plecach jej oddech?
Konkurencja stanie do walki, bo uwalniany rynek wart jest 300- -400 mln zł. Częściowo powalczą o niego spółki kurierskie, częściowo pojawią się nowe, specjalnie tworzone. Ich zadaniem będzie także badanie rynku przed pełną liberalizacją w 2009 r. Naszą odpowiedzią może być jedynie aktywne reagowanie na zmiany w poszczególnych sektorach.
Czyli?
Naszym celem jest doprowadzenie do tego, aby uwolnienie rynku usług pocztowych jak najmniej odbiło się na PP. Przygotowujemy się zatem od strony logistycznej i produktowej. Podjęliśmy m.in. działania w zakresie polityki cenowo-opustowej na 2006 r. Wprowadzimy też nowe usługi, np. przesyłkę pobraniową, na którą oczekiwali klienci wysyłający towar zamówiony poprzez internet. Zdajemy sobie sprawę z atrakcyjności tego segmentu rynku, jak również prężnie działającej konkurencji, jednak PP chce utrzymać jak największą jego część.
Kiedyś równie komfortową sytuację PP miała w segmencie przesyłek kurierskich i…
To prawda. Dziś Pocztex kontroluje tylko 3 proc. rynku. Nie zamierzamy z niego rezygnować, wręcz przeciwnie. Trzeba jednak ten segment zupełnie inaczej zorganizować. Musi to być mały, sprawny zespół, który dopracuje wszystkie logistyczne niuanse. Spróbujemy odzyskać rynek, ale start z obecnej pozycji jest już bardzo trudny. Uważam, że 3-4- -krotne zwiększenie naszego udziału byłoby wielkim osiągnięciem. Wszystko zależy od logistyki i zmian w funkcjonowaniu innych służb, w tym sieci pocztowej.
Czy PP znów będzie miała nową strategię?
Tu nie potrzeba jednej wielkiej strategii, bo tych było sporo. Potrzeba strategii cząstkowych dla poszczególnych elementów. Wszystko musi być wykonywane z automatu i perfekcyjnie.
W zwiększeniu sprawności miał pomóc pomysł utworzenia 14 centrów ekspedycyjno-rozdzielczych (CER). Może zatem należy przyśpieszyć działania w tym kierunku. Może zwiększyć ich liczbę?
Moim zdaniem, 14 centrów to za dużo. To ogromny wydatek dla firmy. Budowa jednego CER szacowana jest na 200-300 mln zł. A gdzie pieniądze na wyposażenie? Dlaczego założono, że dowóz przesyłek do tych centrów ma trwać maksymalnie trzy godziny? W Niemczech jest to siedem godzin. Może zatem lepiej zainwestować w poprawę logistyki i systemu przesyłania.
Czy oznacza to, że zmniejszą się wydatki na inwestycje w najbliższych latach? Ostatnio szacowano je na 2- -3 mld zł.
Wątpię. CER to nie wszystko. Poczta potrzebuje sporo pieniędzy na informatyzację. Jej brak jest przyczyną m.in. kolejek. Sądzę, że może to kosztować do 1,5 mld zł.
Skąd pieniądze na realizację tych planów?
Poczta sama powinna je sfinansować. Nie są to plany tylko na rok.
Czy w pozyskaniu kapitału pomogłoby skomercjalizowanie?
Komercjalizacja to moje drugie —obok porządków — zadanie na 2006 r. Chciałbym, żeby doszło do niej 1 stycznia 2007 r. Jeśli chcemy, aby PP przetrwała po 2009 r., są to ruchy niezbędne. Rozmawiałem już na ten temat z ministrem transportu i budownictwa.
To może warto porozmawiać o następnym kroku?
Co do prywatyzacji — to za wcześnie na ten temat.
W zwiększeniu przychodów pomóc miały usługi finansowe.
Nie ma wątpliwości. Poczta — jako największa sieć dystrybucyjna — może być do tego wykorzystana. Na razie nasza sieć trochę się marnuje. Poza tym w strukturach PP są już spółki finansowe, z których usług chcemy skorzystać w pierwszej kolejności — Bank Pocztowy i Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych. W przypadku banku możemy korzystać z wiedzy PKO BP. Najpierw jednak musimy uporządkować wiele spraw. Także tak prozaicznych, jak likwidacja kolejek przy okienkach.