Najwyższa stawka VAT rozłoży budownictwo

Marek Kostarski
opublikowano: 2002-03-20 00:00

We wszystkich rozwiniętych krajach świata budownictwo jest siłą napędową gospodarki i daje zatrudnienie ogromnej liczbie osób. Trzeba pamiętać, że w budownictwie — w porównaniu z innymi gałęziami przemysłu — miejsca pracy są najtańsze. Rozwój budownictwa to także, ze względu na różnorodność płaconych podatków, zwiększone wpływy do budżetu.

Tymczasem obecny polski rząd akceptuje wprowadzenie, z chwilą naszego wejścia do Unii Europejskiej, maksymalnego VAT w budownictwie. W Polsce będzie on wynosił aż 22 proc., podczas gdy w wielu krajach „piętnastki” (Dania, Niemcy, Austria, Portugalia, Finlandia, Szwecja) budownictwo jest zwolnione z VAT, w innych zaś wynosi on kilka procent (najwięcej w Belgii — 21 proc.). Jak widać, państwa unijne mają bardziej przyjazne dla ludzi i przedsiębiorstw regulacje prawne. Inne kraje kandydujące potrafiły wynegocjować okresy przejściowe, a my nie. W ten sposób nasze ledwie dyszące budownictwo zostanie obciążone najwyższym VAT w Europie. Godząc się na wprowadzenie tak wysokiej stawki, Polska swoim fiskalizmem wyprzedziła państwa członkowskie UE, w których sytuacja mieszkaniowa jest bez porównania lepsza.

Trudno zrozumieć, a tym bardziej się z tym zgodzić, dlaczego rząd nie dąży do obniżenia stawki VAT. Czy formalne zamknięcie kolejnego obszaru negocjacyjnego jest ważniejsze niż troska o zapewnienie dachu nad głową młodym rodzinom oraz o rozwój polskich firm budowlanych? W Polsce nadal brakuje 2 mln mieszkań, a rocznie przekazuje się ich do użytku około 80 tys. W dodatku nawet z tych niewielu oddawanych lokali, nie wszystkie znajdują nabywców. Tak więc pół miliona młodych rodzin nadal będzie oczekiwać na rozwiązanie życiowych problemów, związanych z nieosiągalnością własnego lokum.

Nie bacząc na fatalną koniunkturę w budownictwie, gdzie w 2001 r. produkcja budowlano-montażowa spadła o ponad 10 proc., zmniejszyła się liczba oddawanych mieszkań, a liczba obiektów rozpoczynanych obniżyła się aż o 30 proc. — rząd biernie oczekuje wprowadzenia za niespełna dwa lata 22-proc. stawki VAT na materiały budowlane i mieszkania. Czy godząc się na tak znaczne podniesienie kosztów budownictwa nie zdaje sobie sprawy, jakie to wywoła dalekosiężne skutki? Czy bierze pod uwagę negatywne oddziaływanie nie tylko na branżę budowlaną, ale i na całą gospodarkę?

Kondycja branży budowlanej jest zła. Nie mogąc sobie poradzić z bieżącą sytuacją, firmy już teraz masowo zwalniają pracowników. W roku 2001 zatrudnienie w budownictwie spadło z 532 tys. do 477 tys. osób. Po wprowadzeniu podatku VAT, czyli podwyżce cen na wszystkie materiały budowlano-montażowe i mieszkania, liczba bezrobotnych dodatkowo wzrośnie. Pod koniec roku jego stopa w Polsce może przekroczyć 20 proc. Trzeba pamiętać, iż spadek zatrudnienia w budownictwie pociąga za sobą zwolnienia w innych dziedzinach — u producentów wyposażenia mieszkań, biur, itp. Już po wprowadzeniu 7-proc. podatku dla deweloperów liczba sprzedawanych mieszkań spadła.

Nie ulega wątpliwości, że problemem przedsiębiorstw budowlanych jest ogólne ubożenie społeczeństwa. Oprócz tego największą bolączką — podobnie jak innych branż gospodarki — są zatory płatnicze. Już ponad 90 proc. przedsiębiorców skarży się, że nie otrzymuje na czas należnych pieniędzy. Kredyty inwestycyjne nadal pozostają drogie, spada rentowność branży. Niemal pewna jest wzbierająca fala bankructw. Trzeba pamiętać, że spośród przeszło 220 tys. firm budowlanych aż 97 proc. to przedsiębiorstwa niewielkie, zatrudniające najwyżej kilkunastu pracowników. Ustanowienie maksymalnej stawki VAT oznacza dla wielu z nich ekonomiczny wyrok śmierci.

Jeszcze na jedną sprawę wypada zwrócić uwagę. 22-proc. podatek od towarów i usług budowlanych wpłynie na większy rozwój szarej strefy, z którą władze starają się, przynajmniej werbalnie, walczyć. W efekcie państwo dodatkowo na tym straci, bo dużo więcej ludzi będzie kupowało materiały bez rachunku, a także pracowało na czarno. Szara strefa wyjątkowo niekorzystnie wpływa na sytuację firm najmniejszych, które są zbyt słabe, aby przetrwać taką nierówną rywalizację.

Autor jest prezesem zarządu, dyrektorem generalnym Inco-Veritas