Nam pozostaje tylko nasłuchiwać

04-09-2016, 22:00

Szczyt G20 w Hangzhou

Aspirujące do globalnego prymatu Chiny pierwszy raz goszczą (niedziela-poniedziałek) szczyt grupy G20, skupiającej 85 proc. światowej gospodarki. W lifting starego miasta Hangzhou wpompowano z olimpijskim rozmachem miliardy. Chińskie kontrasty symbolizuje na jednym biegunie imponujące centrum kongresowe, kosztujące w przeliczeniu 4 mld zł (dwa razy więcej niż nasz Stadion Narodowy), a na drugim — akcja obywatelskiego tępienia much, karaluchów, szczurów i komarów. Nawet okresowe wygaszenie kilkuset trujących fabryk nie rozwiało jednak znad Hangzhou smogu, który jest większy od pekińskiego.

Zobacz więcej

Donald Tusk, prezydent UE oraz Jean-Claude Juncker przewodniczący Komisji Europejskiej przemawiają podczas szczytu G20 w Hangzhou Bloomberg

G20 to nie organizacja międzynarodowa, lecz klub państw najbardziej znaczących w ich regionach.

Grupa powstała w 1999 r. jako rozszerzenie skupiającej od 1975 r. samych potentatów G7, przekształconej w G8 z Rosją, a obecnie znowu zawężonej do G7 po usunięciu Kremla za zabór Krymu. G20 dosłownie ma format państwowy G19+1, owym plusem jest Unia Europejska. Z tradycji G7 odrębne członkostwa zachowały cztery największe kraje unijne: Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy. Notabene brexit nie będzie miał jakiegokolwiek wpływu na brytyjskie członkostwo w obu grupach o zasięgu globalnym. Reprezentowanie w G20 jedynie pośrednio, ustami szefów unijnych instytucji, wywołuje krytyczne uwagi niektórych państw UE, które w PKB na mieszkańca stoją niezrównanie wyżej, niż wiele obecnych w Hangzhou.

Mocarstwowe pobrzękiwanie szabelką od lat przebija się także w Polsce. O członkostwo w G20 najbardziej konkretnie upomniał się w 2010 r. prezydent Lech Kaczyński. Natomiast rząd Donalda Tuska sondował, czy dałoby się zacząć od zaproszenia Polski na G20 ze statusem gościa, jak to zdarzyło się np. Hiszpanii. Nic z tego jednak nie wyszło. Szczerze mówiąc — przed Hangzhou z pewnym zaskoczeniem odebrałem kompletne milczenie w tej sprawie obecnych władców kraju. Przecież członkostwo w G20, ze statusem delegata Europy Środkowej i Wschodniej, realizowałoby ich wygórowane ambicje bycia przewodnikiem całego regionu — do czego rządowi Polski oczywiście nie daje mandatu nikt z sąsiadów, zwłaszcza należących do Eurolandu.

Paradoks G20 polega na tym, że nie wszystkie państwa członkowskie… zasługują, by do niej należeć.

Obiektywne przebadanie kilku tysięcy międzynarodowych powiązań handlowych, inwestycyjnych i instytucjonalnych potwierdza, że Polska faktycznie jest jednym z kandydatów do światowego klubu. Ale o czymkolwiek możnaby myśleć dopiero, gdyby globalna czołówka postanowiła się rozszerzyć, np. do G25 — na co się absolutnie nie zanosi. Bo w obecnej formule G20 lista jest zamknięta, a mrzonki o członkostwie Polski powiązane są z koniecznością skreślenia któregoś z państw. Najczęściej wskazuje się na ogarniętą wiecznym kryzysem Argentynę, ale jest to wykluczone, chociażby ze względu na parytety kontynentalne. Reasumując — wpływ obecnych władców Polski na przebieg dyskusji światowych VIP-ów w Hangzhou jest taki, jak w tytule. Na zaleczenie kompleksów pozostaje im XXVI Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju, gdzie kolejny raz spotyka się Grupa Wyszehradzka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Nam pozostaje tylko nasłuchiwać