Naprawa potrzebna prawu naprawczemu

Albert Stawiszyński
opublikowano: 2005-10-13 00:00

Firmy nie korzystają z postępowania naprawczego. Dlaczego? Bo przepisy są niepraktyczne. Regulacje prawa upadłościowego też sprawiają kłopot.

Dwa lata temu weszło w życie prawo upadłościowe i naprawcze. Przedsiębiorcy cieszyli się, że otrzymali sprzyjającą im ustawę, należycie chroniącą wierzycieli i dającą firmom szansę korzystnej restrukturyzacji. Dziś większość pytanych przez nas biznesmenów i ekspertów przyznaje: ustawa jest lepsza niż poprzednie prawo o upadłości z 1934 roku. Ale jednocześnie narzekają, że ma wiele luk. Co konkretnie dokucza biznesowi?

Znikająca naprawa

Przede wszystkim kuleje postępowanie naprawcze. Ustawa pozwala przedsiębiorcom zagrożonym niewypłacalnością złożyć w sądzie oświadczenie o wszczęciu postępowania naprawczego wraz z planem poprawy sytuacji. Jeśli sąd się zgodzi, to dalej sprawę prowadzi przedsiębiorca-dłużnik. Dzięki temu firma szybko może zawrzeć układ z wierzycielami. Ponadto przez pierwsze miesiące trwania naprawy nie musi spłacać długów, np. w ZUS.

Mimo tych zalet i ułatwień przedsiębiorcy tę drogę omijają szerokim łukiem.

— Postępowanie naprawcze nie działa. Wielu biznesmenów przypomina sobie o nim, gdy firma jest już zbyt zadłużona — żali się prof. Feliks Zedler, współautor prawa upadłościowego i naprawczego.

Przedsiębiorcy twierdzą, że winne są niesprzyjające im przepisy. Przykład?

— Wystarczy jedna niezapłacona faktura, aby sąd nie zgodził się na wszczęcie procedury. Odczuliśmy to na własnej skórze — skarży się prezes firmy z branży budowlanej i prosi, by nie podawać jego nazwiska.

Również Grażyna Jaskuła, wiceprezes Business Centre Club, uważa, że należy poprawić przepisy o postępowaniu naprawczym.

— Zgodnie z ustawą postępowanie może prowadzić przedsiębiorca na bieżąco spłacający długi, ale przewidujący, że wkrótce stanie się niewypłacalny. W praktyce bardzo trudno wskazać wyraźny moment, w którym firmie grozi niewypłacalność — mówi Grażyna Jaskuła.

Przepisy tego nie regulują. Można się jedynie domyślać, że zagrożenie niewypłacalnością występuje wówczas, gdy np. z analizy finansowej firmy wynika, że z powodu nadmiernego zadłużenia (np. spowodowanego wziętymi kredytami), za kilka miesięcy nie będzie ona spłacać bieżących zobowiązań.

Duży formalizm

Ustawa daje przedsiębiorcom dwa warianty przeprowadzenia upadłości. Oprócz tzw. upadłości likwidacyjnej (następuje wydanie majątku syndykowi i on nim rozporządza) wprowadzono upadłość z możliwością zawarcia układu (spłata długów następuje na mocy porozumienia z wierzycielami). Wybranie właściwego wariantu zależy przede wszystkim od tego, który z nich lepiej chroni prawa wierzycieli.

Jednak firmy, zamiast korzystać z dobrodziejstw ustawy, bardzo często grzęzną w stercie dokumentów. Zdaniem Michała Wysockiego, specjalizującego się w upadłościach radcy prawnego z kancelarii Wysocki i Partnerzy, wadą obecnych przepisów jest nadmierny formalizm.

— Już przy składaniu wniosku o upadłości pojawiają się problemy wydłużające postępowanie. Jeśli wniosek zawiera braki formalne, to sąd — zamiast poprosić dłużnika o ich usunięcie — od razu wydaje zarządzenie o zwrocie wniosku. Dłużnik może w siedem dni je zaskarżyć, ale to mała dla niego pociecha — dodaje Michał Wysocki.

Jedyna rada jest taka, by przedsiębiorcy lub ich pełnomocnicy bardzo dokładnie wypełniali wszelkie wnioski i dokumenty kierowane do sądu.

Niejasna upadłość

Problemów firmom przysparza także artykuł 11 ust. 1 ustawy. Zgodnie z nim dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli nie wykonuje swoich „wymagalnych zobowiązań”, czyli takich, którym minął termin spłaty. A uznanie przedsiębiorstwa za niewypłacalne daje przesłankę do ogłoszenia upadłości.

— Pojawiają się wątpliwości. Czy np. przedsiębiorców, którzy z uwagi na przejściowe zatory płatnicze opóźniają się w wykonaniu zobowiązań, można uznać za niewypłacalnych? Czy określenie „nie wykonuje” należy rozumieć w znaczeniu, że dłużnik przestał wykonywać swoje zobowiązania, czy w takim, że wystarczy, aby był chwilowo niewypłacalny? — zastanawia się Michał Wysocki.

Gdyby ten przepis traktować dosłownie, należałoby uznać za niewypłacalnego każdego przedsiębiorcę, który zaciągnął kredyty na kwotę przekraczającą aktywa firmy. A ma to zasadnicze znaczenie. Dłużnikowi, który nie zgłosi w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości, grozi sankcja, np. pozbawienie prawa do prowadzenia działalności gospodarczej.

Praca nad nowelą

Jest nadzieja, że niedopracowane przepisy prawa upadłościowego i naprawczego zostaną poprawione.

— Na początku przyszłego roku powinna być gotowa nowelizacja ustawy. Komisja kodyfikacyjna pracuje nad doprecyzowaniem wadliwych przepisów. Jednak nie ma potrzeby głębszych zmian — przekonuje Feliks Zedler.

Komisja przyjrzy się także procedurze naprawczej.

— Jeżeli się okaże, że warunki otwarcia postępowania naprawczego są dla firm zbyt trudne do spełnienia, postaramy się znowelizować ustawę także w tej części — zapewnia Feliks Zedler.