Narodowa jedenastka cudem wyszła z opresji

Jarosław Sroka
opublikowano: 2000-12-29 00:00

Narodowa „jedenastka“ cudem wyszła z opresji

Ostatni gwizdek. Do szatni schodzi nasza reprezentacja gospodarcza roku 2000. Znów, niemalże cudem, nie poniosła sromotnej porażki. Oto bohaterowie.

Dostępu do narodowej bramki dzielnie strzegła Hanna Gronkiewicz-Waltz, kapitan jedenastki, a prywatnie ustępująca szefowa NBP. Skutecznie skracała rozrzutnym kolegom z boiska pole gry. Wypadła w tym meczu nieźle, choć w drugiej połowie jej myśli zaprzątały szczegóły transferu na Wyspy Brytyjskie.

Linia obrony była dość licznie reprezentowana. Od lewej: Cezary Mech, prezes Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi — chorobliwie ambitny, zadziorny, zazdrośnie strzegący dostępu do swojego kawałka murawy. Tuż obok dryblował w pocie czoła Wiesław Rozłucki, szef GPW. Ten sezon kosztował go szczególnie dużo pracy, a najbardziej potyczka z FC Warset. W sąsiedztwie biegał jeden z najbardziej doświadczonych graczy — Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki. Gra fair, potrafi nieźle ocenić sytuację na boisku. Narzeka jednak na zbyt ciężkie, bo stalowe buty, oraz dość kiepskiej jakości koreańskie sznurowadła. I znów kobieta. Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Jest ulubieńcem mediów oraz sporej części kibiców, szczególnie tych, którzy myślą o prywatnym biznesie.

Pomocnicy: Emil Wąsacz i Andrzej Chronowski, czyli były i obecny minister skarbu. Pierwszy z nich, poniewierany faulami i kontuzjami, tracił nerwy i siły, aż w końcu — po kilku dość kontrowersyjnych zagraniach w kierunku swojej bramki — został zastąpiony przez młodego snajpera. Andrzej Chronowski, czyli tzw. pomocnik niezwykle ofensywny. Zdaje się jednak zapominać, że piłka jest jedna, nogi ma tylko dwie, a to, co się dzieje za bramką, także widać. Trzecim pomocnikiem był Aleksander Gudzowaty, szef Bartimpexu. Niepozorny, ale kopał, kopał i nawet publiczność nie zauważyła, kiedy przekopał całe boisko wzdłuż. Złośliwi mówią, że ułożył w tej dziurze światłowód.

Napad: Tomasz Szyszko, minister łączności, niezły technik, ale w decydującym momencie nie wykorzystał rzutu karnego. A jakby tego było mało, szybująca bezpańsko piłka rozbiła reklamę przetargu na koncesje na UMTS.

Wreszcie Leszek Balcerowicz, czyli napastnik defensywny. W trakcie meczu kilka razy obraził się na kolegów i zszedł z boiska, a potem pojawiał się w okolicach bramki. Podobno przymierzał nawet rękawice bramkarza. Pod koniec spotkania wyjaśniło się — marzyła mu się posada golkipera. I dostał ją. Wreszcie Jan Kulczyk, właściciel holdingu. Przez większość spotkania zupełnie niewidoczny, pojawia się jednak w najważniejszych momentach. Chyba nikt tak jak on nie potrafi strzelać głową.

Ławka rezerwowych: Jacek Socha — KPWiG,

Arkadiusz Krężel — Agencja Rozwoju Przemysłu,

Cezary Stypułkowski — BHW,

Bogusław Kott — BIG BG,

Jarosław Bauc — minister finansów,

Ryszard Krauze — Prokom,

Jan Buczkowski — prezes Giełdy Energii,

Jerzy Kropiwnicki — minister,

Andrzej Olechowski —Ekandydat,

Michał Sołowow — magnat... ostatnio prasowy.

Trener/Selekcjoner: Marian Krzaklewski, podobno przyjął już posadę w klubie drugoligowym.

Lekarze drużyny: Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak — Grupa PZU.