Nasi auditorzy patrzą na rynek wschodni

Wojciech Surmacz
opublikowano: 09-07-1999, 00:00

Nasi auditorzy patrzą na rynek wschodni

Polska staje się bazą wypadową dla zachodnich certyfikatorów

NIEFORMALNE RELACJE: Wiadomo, że nasi auditorzy oprócz formalnych czynności związanych z certyfikacją np. w Rosji, będą promowali polskie firmy i pomagali w nawiązywaniu kontaktów ze wschodnimi partnerami — zapewnia Jerzy Zgierski-Strumiłło z DQS. fot. Grzegorz Kawecki

Po kilkuletnim rozwoju polskiego rynku certyfikacji, zachodnie jednostki przyznające tutaj ISO postanowiły przekroczyć granicę na Bugu. Są one zainteresowane certyfikacją firm w Rosji, krajach nadbałtyckich i na Ukrainie. Chcą zdobyć te rynki rękami polskich auditorów. Okazuje się bowiem, że nikt tak dobrze jak Polacy nie potrafi się dogadać ze wschodnimi sąsiadami. Poza tym, ich usługi są dużo tańsze niż zachodnich specjalistów.

Kilka lat temu nasz kraj przeżył inwazję zachodnich certyfikatorów. Wielu z nich nie posiadało w Polsce oficjalnych przedstawicielstw. Działali z doskoku, obsługując głównie firmy, które same się do nich zgłosiły. Właściwie dopiero w 1999 r. wszystkie liczące się jednostki certyfikacyjne otworzyły u nas swoje biura. Prawdopodobnie dopiero teraz rozpocznie się prawdziwa walka o polski rynek. Równocześnie jednak coraz częściej słyszy się, że jednostki z siedzibą w Polsce obsługują firmy znajdujące się w krajach na wschód od Bugu. Nasz kraj staje się dla nich bazą wypadową.

Uśpiona kipiel

Rosja jest najbardziej łakomym kąskiem dla wszystkich certyfikatorów. Większość z nich z pasją opowiada o potencjale tego rynku, ale podkreśla iż, jest on bardzo zróżnicowany.

— W ubiegłym tygodniu wróciłem z auditu w Moskwie. Pierwsze wrażenie to olbrzymi potencjał gospodarczy tego miasta, wręcz biznesowa kipiel. Ale to jest Moskwa, podejrzewam, że w innych rejonach Rosji jest zupełnie inaczej — relacjonuje Jerzy Zgierski-Strumiłło, agent DQS w Polsce.

Z dużo większą rezerwą podchodzi do rosyjskiej stolicy Krystyna Stephens, country manager BSI w Polsce. Jej zdaniem, kryzys gospodarczy w Rosji wstrzymał realizację kilku projektów, a rynek jeszcze się nie obudził po nagłym szoku.

— Jeszcze przed rosyjskim kryzysem mieliśmy sygnały z Moskwy, że są tam firmy zainteresowane certyfikatami ISO. Teraz panuje cisza, większość spółek wciąż walczy o przetrwanie. Można powiedzieć, że rynek ten znajduje się obecnie w stanie uśpienia. — twierdzi Krystyna Stephens.

Nadbałtyckie atrakcje

Oczywiście nie tylko Rosja stanowi nowe tereny do zagospodarowania dla certyfikatorów. Jak mówi Leszek Kielak, kierownik Zespołu Certyfikacji Sytemów Jakości Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji (PCBC), dotychczasowe działania certyfikacyjne na wschód od Bugu można w ogóle określić jako szczątkowe.

— W tej chwili w centrum zainteresowania DQS znajduje się Rosja i Ukraina, trwają rozmowy nad uruchomieniem tam stałych placówek. Na razie nie planujemy działalności na Białorusi, ale jesteśmy żywo zainteresowani Litwą, Łotwą i Estonią — zapewnia agent DQS w Polsce.

Właśnie te trzy ostatnie kraje wymienia się jako najlepiej przygotowane do procesu certyfikacji. Zdaniem Krysytny Stephens, sytuacja ekonomiczna w państwach nadbałtyckich byłego ZSRR, do złudzenia przypomina polskie realia sprzed 3-4 lat. Działalność na tych terenach takich jednostek jak Kema czy BSI może świadczyć o tym, że to właśnie tam skierują teraz swoje kroki zachodni certyfikatorzy. Wielu z nich mówi, że atutem tych krajów jest stabilność i równowaga rynkowa.

Polskie atuty

Wejście zachodnich certyfikatorów na rynki wschodnie jest ściśle związane z naszym krajem. Zdaniem Leszka Kielaka z PCBC bardzo możliwe, że przez kilka lat właśnie z Polski będą oni monitorować swoje działania na Wschodzie. Tym bardziej że w większości przypadków wykorzystują w tym celu polskich auditorów.

— Gdy certyfikowaliśmy w Moskwie, zespół auditorski DQS składał się wyłącznie z Polaków. Było nam łatwiej chociażby ze względów językowych. Niemcy mają poważne problemy z rosyjskim. Poza tym polskim auditorom łatwiej jest ocenić rosyjską firmę, lepiej znają realia wschodniego rynku — opowiada Jerzy Zgierski-Strumiłło.

— Przy certyfikacji na wschodzie wykorzystujemy polskich auditorów. Jest im po prostu łatwiej dogadać się z sąsiadami. Poza tym koszty auditu spadają o połowę, jeżeli prowadzą je Polacy. Odpada bowiem obciążenie finansowe naszego klienta związane ze sprowadzaniem specjalistów np. z Wielkiej Brytanii — dodaje Krystyna Stephens.

Po kilku latach rozwoju polskiego rynku certyfikacji, doczekaliśmy się zatem uznania w oczach zachodnich jednostek. Nasi auditorzy okazali się przydatni nie tylko w Polsce, coraz częściej stają się wręcz niezastąpieni w prowadzeniu działań certyfikacyjnych w Europie Wschodniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Nasi auditorzy patrzą na rynek wschodni