Wczoraj rynek amerykański otrzymał dobre informacje ze spółek. Sieci sprzedaży (Home Depot, J. C. Penney czy Staples) pomagały bykom, bo podały dobre wyniki kwartalne i przedstawiły optymistyczne prognozy. Poza tym wiceprezes Motoroli powiedział, że spółka oczekuje dużego wzrostu sprzedaży w drugiej połowie roku.
Raporty makro nie mogą być interpretowane jednoznacznie. Dane z rynku nieruchomości były bardzo dobre. Spadła lipcowa inflacja (po raz pierwszy od ośmiu miesięcy), a bazowa wzrosła nieznacznie. Pamiętajmy jednak, że dezinflacja też nie jest dobrą informacja dla gospodarki. Za to dane o dynamice produkcji i wykorzystaniu potencjału produkcyjnego dobre nie były. Produkcja wzrosła, ale mniej niż oczekiwano (spadek miesiąc wcześniej był większy niż wcześniej podawano), a wykorzystanie potencjału - za małe. Mała inflacja, doskonała sytuacja na rynku nieruchomości i rosnąca produkcja na pozór wyglądają dobrze, ale tylko na pozór. Inwestorzy nie chcieli jednak za bardzo się wgłębiać w te dane. Indeksy rosły, chociaż długi czas bez przekonania. Przeszkadzała rosnąca cena ropy. Rosła, bo sytuacja w Iraku wydawał się wymykać spod kontroli, a dzisiaj zostanie podany tygodniowy raport o zapasach ropy w USA. Każdy powód jest dobry, żeby podnosić cenę tego surowca. Sesja miała szansę uprawdopodobnić „byczą” formację podwójnego dna albo „niedźwiedzią” flagi. Mimo wzrostu indeksów nie udało się. Rynek został na rozstajnych drogach.
Dzisiaj rynki będą na początku reagowały na podane wczoraj po sesji wyniki Applied Materials. Owszem, dowiemy się, jaka była w lipcu inflacja w Eurolandzie, ale nie oczekuję żadnej niespodzianki. Europejskie prognozy sprawdzają się dużo częściej niż amerykańskie i od dawna wszystko jest już zawarte w cenach akcji. Ważne mogą się okazać zmiany zapasów ropy w USA, ale to już po naszej sesji. Dowiemy się również, jaka była dynamika produkcji przemysłowej i inflacja w cenach producentów (PPI) w Polsce. Raport zostanie opublikowany przed fixingiem, więc wpływu na sesję nie będzie miał. Może jednak wpłynąć na sesję we czwartek. Tym razem wcale nie jest tak, że im lepsze dane, tym lepiej dla giełdy. Dobre dane o dynamice produkcji w połączeniu z rosnącą inflacją i nastawieniem naszej Rady Polityki Pieniężnej z całą pewnością spowodują w przyszłym tygodniu podniesienie stóp procentowych, a to nie jest dobra informacja dla gospodarki, a co za tym idzie i dla giełdy.
Jeśli chodzi o nasz rynek, to wczoraj reagował na wzrosty indeksów w USA i na dane o naszej CPI, która była nieco niższa od prognoz. Mimo tego dane były neutralne, bo inflacja jednak wzrosła, ale wszyscy wiedzą, że RPP podniesie stopy na swoim sierpniowym posiedzeniu, więc rynek to już miał w cenach. Rósł kurs PKN Orlen — z powodów fundamentalnych, bo większość inwestorów zakładała, że prezes się zmieni, więc sama zmiana wydarzeniem nie była. Być może osoba szefa spółki wywoła ruchy kursu. Rosły również kursy banków i cały sektor TMT. Jedynym problemem był nieduży obrót, ale to nie ma specjalnego znaczenia, bo na naszym rynku często tak się zaczyna poważny ruch. Oddzielnym tematem jest zachowanie węgierskiego indeksu BUX. W poniedziałek w doskonałym stylu pokonał rekord wszechczasów i nie zamierzał poprzestać. Zarządzający naszymi funduszami mają nadzieję, że z naszym rynkiem będzie z czasem podobnie. W każdym razie ciężko będzie zepchnąć rynek w dół, dopóki w Budapeszcie będzie trwała hossa. Poza tym, w momencie, kiedy tam rynek robi przystanek, często u nas się zaczyna zwyżka — spekulanci zagraniczni przechodzą na pewien czas na nasz parkiet. W tej sytuacji, mimo że analiza techniczna nadal zapowiada spadki, byłbym bardzo ostrożny z otwieraniem krótkich pozycji. Sygnał kupna powstałby jednak dopiero po przełamaniu linii siedmiotygodniowego trendu spadkowego, która na indeksie WIG-20 przebiega obecnie na wysokości 1.705 pkt.