NATO odłożone ad acta, a Unia Europejska?

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-09-15 00:00

Złożona wczoraj w Brukseli przez premiera Wiktora Janukowycza deklaracja, że Ukraina na razie nie będzie starała się o przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego, a jedynie ograniczy się do aktywnej współpracy — nie powinna być zaskoczeniem. Taka jest po prostu logika ewolucji sytuacji politycznej na Ukrainie.

Najbardziej ucieszyła się oczywiście Moskwa, ostro naciskająca w sprawie NATO na nową ekipę rządową w Kijowie, ale kamień spadł także z serca... kwaterze głównej sojuszu. W Brukseli skomentowano, że trudno, jeśli Ukraińcy nie chcą, to nikt ich nie będzie ciągnął na siłę. Wiadomo przecież, że rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego o Ukrainę byłoby rzuconym Rosji wyzwaniem o skutkach trudnych do przewidzenia. Nastąpiłaby eskalacja posunięć odwetowych, które przez Rosję traktowane byłyby jako obronne. Instalowanie na terytorium Białorusi zagrażających Polsce rakiet, na które premier Jarosław Kaczyński skarżył się podczas trwającej wizyty w USA, wspominalibyśmy zaledwie jako przygrywkę.

Podczas pobytu na Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju premier Janukowycz zapowiedział, że głównym celem jego rządu jest scalenie dwóch podzielonych brzegów Dniepru — pomarańczowego i niebieskiego. Gdyby dzisiaj przeprowadzić referendum, to bez jakiejkolwiek prorosyjskiej propagandy przystąpienie Ukrainy do NATO zostałoby odrzucone przez społeczeństwo w proporcji mniej więcej 4:1. Takie nastroje mają konsekwencje również dla perspektywy rozszerzenia Unii Europejskiej. Formalnie oba członkostwa się nie wiążą, ale praktycznie — jak najbardziej. Dlatego zapewne również relacje Ukrainy z UE skończą się bliską współpracą, ale nie członkostwem. W tej sprawie intensywne sianie wątpliwości przez Moskwę również trafia na bardzo podatny grunt w Brukseli...