25 proc. absolwentów twierdzi, że zdobyć dyplom licencjata lub magistra to jedno, a móc wykorzystać zdobytą na wykładach wiedzę w praktyce to coś zupełnie innego. Najbardziej krytyczni wobec systemu edukacji są absolwenci prawa (54 proc.) i nauk społecznych (63 proc.). Na przeciwnym biegunie sytuują się przedstawiciele kierunków medycznych i biologicznych, z których ponad 80 proc. uważa, że studia miały istotne znaczenie w przygotowaniu do wykonywanego zawodu — wynika z raportu Warsaw Enterprise Institute (WEI).
A jak pracodawcy oceniają osoby wchodzące na rynek pracy? Wielu zwraca uwagę, że w szkołach nie zdobyły takich kompetencji, jak analityczne myślenie, zdolność rozwiązywania problemów i samodzielność. Natomiast badania naukowe przedsiębiorcy postrzegają zazwyczaj jako nieinnowacyjne, nieprzydatne i oderwane od rzeczywistości.
Co trzeci wskazuje na brak przełożenia współpracy z naukowcami na ich biznes. Czy to znaczy, że świat biznesu postawił krzyżyk na polskim szkolnictwie wyższym? Absolutnie nie. 87 proc. przedsiębiorców jest zdania, że nauka może stymulować rozwój innowacji w firmach. Jest jeden warunek: zacieśnienie współpracy z firmami i innymi instytucjami pozaakademickimi.
— Uczelnie wyższe powinny być bardziej otwarte na zatrudnianie praktyków i przesunąć punkt ciężkości — z przekazywania wiedzy na trenowanie umiejętności — wskazuje prof. Robert Gwiazdowski, prezes WEI. A rady dla przedsiębiorców? Powinny zrewidować negatywny wizerunek naukowców. Wprawdzie część z nich nie rozumie pytań i celów biznesowych. Nie można jednak wszystkich pracowników akademickich mierzyć jedną miarą — niektórzy w rzeczywistości rynkowej czują się jak ryba w wodzie.