Nawet zły prezes dostaje odprawę

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-11-06 00:00

Nie ma lepszego zabezpieczenia na starość niż otrzymanie posady prezesa. Choćby rozstanie ze spółką przebiegało w nie najlepszej atmosferze – jak w przypadku Barbary Lundberg i Elektrimu – to były szef ma spore szanse na gwarantowaną w kontrakcie menedżerskim odprawę. Ale nie zawsze.

Aż trudno uwierzyć, jak dobrze wiedzie się byłym prezesom spółek, które — właśnie za ich przyczyną — znajdują się w tragicznej sytuacji albo nawet zbankrutowały.

Ron Sommer, który zrezygnował w lipcu z funkcji dyrektora zarządzającego Deutsche Telekom (DT) po utracie poparcia rządu, większościowego akcjonariusza koncernu, do końca obowiązywania kontraktu, czyli 2005 r., będzie otrzymywał rocznie 3,5 mln EUR (13,9 mln zł). Na dodatek nadal zasiada on w radzie nadzorczej firmy reasekuracyjnej Munich Re. Tymczasem byłemu prezesowi zarzuca się doprowadzenie do 90-proc. spadku wartości akcji DT i zadłużenie spółki na 67 mld EUR (267,3 mld zł). Równie uczciwie wobec byłych szefów zachowały się takie firmy, jak: SAir Group (linia zbankrutowała), WorldCom (telekom też splajtował), UAL (linie United Airlines są na skraju bankructwa).

Ale nie wszystkim byłym prezesom powiodło się tak dobrze. John Rigas, były szef operatora telewizji kablowej Adelphia, miał otrzymać 4,2 mln USD (16,7 mln zł) odprawy, ale spółka wstrzymała wypłatę, gdy okazało się, że oszukiwał i firmę, i inwestorów. Jean-Marie Messier, który na początku lipca został zwolniony z funkcji prezesa i dyrektora zarządzającego Vivendi Universal po tym, jak zadłużył spółkę na 19 mld EUR (75,8 mld zł) i doprowadził do spadku wartości jej akcji o 91 proc., próbował wynegocjować 20 mln EUR (79,8 mln zł) odprawy. Jean-Rene Fourtou, jego następca, zapowiedział, że postara się, by do tego nie doszło. Percy Barnevik odchodząc w listopadzie 2001 r. z rady nadzorczej ABB otrzymał 148 mln CHF (404 mln zł) odprawy, choć 2001 był pierwszym rokiem w historii szwedzko-szwajcarskiego koncernu zakończonym stratą (691 mln USD, czyli 2,8 mld zł). Niemal połowę tej kwoty musiał jednak później zwrócić.

Dwoje byłych pracowników Enronu wciąż walczy o pożegnalne pensje. Nie zgodzili się na odprawę, którą otrzymali inni, czyli 13,5 tys. USD (53,7 tys. zł). Mark Frevert, były wiceprezes, zażądał ponad 6 mln USD (23,9 mln zł) odprawy. Rebeca Carter, żona byłego dyrektora zarządzającego firmy Jeffa Skillinga, a przedtem sekretarka w Enronie, zażyczyła sobie 875 tys. USD (3,5 mln zł).