NBP krytykuje rząd za przejadanie zaskórniaków

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-11-29 00:00

Rząd znów chce sięgnąć po pieniądze z rezerwy demograficznej. To błąd — uważa bank centralny.

Współpraca między Narodowym Bankiem Polskim (NBP) i Radą Polityki Pieniężnej (RPP) a Ministerstwem Finansów od kilku lat przybiega — jak na polskie doświadczenia — wyjątkowo gładko. Od czasu do czasu zdarzają się jednak drobne zgrzyty. Jeden z nich dotyczy Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD), czyli specjalnego funduszu zasilanego pieniędzmi z prywatyzacji, który ma łagodzić sutki kryzysu demograficznego za kilkanaście lat. W opinii do ustawy budżetowej na 2013 r.

None
None

RPP krytykuje rząd za ciągłe przejadanie demograficznych zaskórniaków. „Projekt ustawy budżetowej przewiduje zasilenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych środkami z FRD, pomimo że środki te miały w zamierzeniu być przeznaczone na łagodzenie fiskalnych skutków starzenia się społeczeństwa w nadchodzących dekadach” — stwierdziła RPP w komunikacie. Według NBP, korzystanie z tych oszczędności „nie sprzyja długookresowej stabilności finansów publicznych”. Te same zastrzeżenia bank zgłaszał w stosunku do budżetów na 2011 i 2012 r.

— Nie chcemy o to kruszyć kopii, ale rząd w tej kwestii prowadzi bardzo krótkowzroczną politykę — mówi przedstawiciel NBP. Zgodnie z projektem przyszłorocznego budżetu, rząd weźmie z FRD 2,5 mld zł i przeznaczyje na wypłatę emerytur. To czwarty rok z rzędu, kiedy pieniądze z rezerwy zasilą bieżące wydatki budżetowe. W 2010 r. rząd sięgnął po 7,5 mld zł, w 2011 r. po 4 mld zł, a w 2012 r. po 2,9 mld zł. Oznacza to, że na koniec 2013 r. w funduszu zgromadzonych będzie 17,8 mld zł zamiast potencjalnych 34,7 mld zł.

Rząd, odkąd zaczął sięgać po pieniądze z FRD, tłumaczy, że „musi uzupełniać niedobór w systemie emerytalnym wynikający z sytuacji demograficznej”. Ekonomiści twierdzą jednak, że nasza sytuacja ludnościowa jest wyjątkowo dobra. Na rynku pracy od kilku lat są jednocześnie dwa wyże demograficzne — powojenny i ten z lat 80.

W tak komfortowej sytuacji nasz system emerytalny nie był od wojny i nie będzie jeszcze przez kilka dekad. — Rezerwa demograficzna miała ograniczać długoterminowe ryzyko dla gospodarki. Jeśli rząd wydaje teraz te pieniądze, to po prostu je zwiększa — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea. Przy redukowaniu deficytu powinniśmy sięgać do innych rezerw, np. oszczędności wynikających z likwidowania przywilejów emerytalnych czy ograniczania nieefektywnych wydatków budżetowych.

— W perspektywie najbliższych dekad demografia będzie główną barierą w rozwoju gospodarczym. Obecnie problemy te nie występują, dlatego wykorzystywanie FRD już teraz,jest szkodliwe. Przejadamy w ten sposób oszczędności, a nie myślimy o przyszłości — uważa Stanisław Kluza, ekonomista SGH, były szef KNF. Według ekspertów, w czasie spowolnienia gospodarczego wykorzystywanie FRD mogłoby być usprawiedliwione, ale tylko pod warunkiem, że rząd wskaże mechanizm odbudowy rezerwy w kolejnych latach, kiedy koniunktura się poprawi. Tymczasem rząd robi dokładnie odwrotnie.

Zamierza przenieść proces prywatyzacji do BGK i uzyskane w ten sposób pieniądze zamiast trafiać do FRD — mają być wydane na programy inwestycyjne. Rezerwa zostanie więc odcięta od źródła dochodów i trudno spodziewać się jej dalszego przyrostu.