NCBR chce dmuchnąć w mikrowiatraki

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2021-02-09 20:00

Latem NCBR pokaże najlepsze projekty w konkursie na przydomową elektrownię wiatrową. Czy rynek na nie czeka? Czeka. Czy wierzy w ich sukces? Nieprzesadnie.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Jakie nadzieje z konkursem na przydomową elektrownię wiatrową wiąże NCBR
  • Które firmy są zainteresowane polskim rozwiązaniem
  • Jakie są minusy małych siłowni wiatrowych

Konkurs na przydomowe elektrownie wiatrowe to pierwsze przedsięwzięcie prowadzone przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR)w ramach projektu „Wielkie wyzwanie – energia”.

– Pomysł na konkurs zaczerpnęliśmy z USA, a dokładniej z amerykańskiej agencji rządowej DARPA, zajmującej się rozwojem technologii wojskowych. DARPA korzysta z tej formuły od lat. Dla przykładu: w konkursie na auto autonomiczne nagrodą był 1 mln USD. U nas nagrodą jest 1 mln zł netto, a cel jest ten sam – pokazać, że warto inwestować w naukę – mówi Maciej Malski-Brodzicki z NCBR.

Pasjonaci konstruują

Do konkursu zgłosiło się ponad 180 zespołów, a do ćwierćfinału przeszły 84. Teraz pracują nad prototypami przydomowych elektrowni wiatrowych.

– Celem jest zarówno propagowanie tej technologii, która w czasach rozwoju energetyki prosumenckiej może być rozwiązaniem efektywnym, tanim i skutecznym, jak też promowanie inżynierów i pasjonatów. Ich projekty pasują do miast, wsi, mogą stanąć na dachu lub przy lesie. Mają różne formy, ale – zgodnie z regułami konkursu – są małe i ciche – podkreśla Maciej Malski-Brodzicki.

W finale, zaplanowanym na lato, NCBR chce pokazać 10 najlepszych rozwiązań.

– Jak wiadomo, niekoniecznie zwycięzca konkursu robi potem największą karierę na rynku. Przewidujemy też nagrodę w kategorii wzornictwo – zaznacza przedstawiciel centrum.

Finałowe spotkanie ma być okazją do rozmów z udziałem uczestników i potencjalnych inwestorów. NCBR wiele sobie po tym obiecuje.

– Rozwój fotowoltaiki dowodzi, że rynek prosumencki istnieje, rośnie i czeka na nowe rozwiązania. Również analitycy widzą tu niszę do zagospodarowania – uważa Maciej Malski-Brodnicki.

Lekko i cicho
Lekko i cicho
NCBiR wymaga, by konkursowe instalacje wiatrowe mogły pracować poza siecią elektroenergetyczną, ważyły nie więcej niż 200 kg i generowały hałas nieprzekraczający 50 dB.
Adobe Stock

Słoneczne firmy czekają...

Zapytaliśmy menedżerów z branży, czy rzeczywiście czekają na przydomowe elektrownie wiatrowe. Wygląda na to, że czekają.

– Długo rozglądaliśmy się za sprawną i efektywną ekonomicznie technologią wiatru przy domach. Nie znaleźliśmy takiej. Jeśli się pojawi, chętnie będziemy ją oferować – mówi Dawid Zieliński, prezes firmy Columbus, dostawcy rozwiązań fotowoltaicznych.

Podobne nastawienie ma Mariusz Klimczak, prezes Esoleo, fotowoltaicznego ramienia imperium Zygmunta Solorza.

– Analizowałem rynek małych wiatraków, ponieważ mógłby być naturalnym rozszerzeniem naszej oferty, dziś skupiającej się na fotowoltaice. Kiedy świeci słońce, zwykle nie ma wiatru i odwrotnie. Doszedłem jednak do wniosku, że od strony logistyczno-serwisowej jest to trudny temat. Elementy wiatraka są w ruchu, a to oznacza ryzyko awarii, którą należałoby sprawnie usunąć. To wyklucza producentów np. z Chin. W porównaniu z fotowoltaiką, która nie ma ruchomych elementów i której awarie usuwa się w godzinę poprzez wymianę jednego elementu, to duża wada. Czekam jednak na porządne, rodzime rozwiązania. Myślę, że może to być ciekawy rynek dla polskich firm – mówi Mariusz Klimczak.

...sprzedawcy próbują...

Małą turbinę wiatrową ma w ofercie firma Expom z Kurzętnika. Marta Suszyńska, specjalista ds. sprzedaży i marketingu, informuje, że jest w sprzedaży od około roku. Wyprodukował ją polski Chestermatic.

– Ma to znaczenie z punktu widzenia jakości samej instalacji, a także jej serwisu – mówi Marta Suszyńska.

Po roku doświadczeń sprzedażowych specjalistka uważa, że przydomowe elektrownie wiatrowe to temat wciąż przyszłościowy, wymagający szukania rozwiązań.

– Barierą dla klienta mogą dziś być koszty. Cena instalacji o mocy 3 kW, wraz z montażem, to w przypadku fotowoltaiki ok. 15 tys. zł, a w przypadku mikrowiatraka blisko 30 tys. zł – twierdzi Marta Suszyńska.

Mimo to Expom ma dużo zapytań o tę technologię, sam też ją testuje na własnym terenie.

– Mikrowiatrak to rozwiązanie dla klienta, u którego nie można zainstalować fotowoltaiki, np. ze względu na budowę dachu – uważa Marta Suszyńska.

...a doradcy wątpią

Sceptycznie na perspektywy rynku przydomowych elektrowni wiatrowych patrzy natomiast Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO).

– Nie wierzę w to. Odradzałem zresztą NCBR zaczynanie konkursu „Wielkie wyzwanie” właśnie od wiatraczków – mówi Grzegorz Wiśniewski.

Wspomina, że 10 lat temu IEO wspierał jedną z polskich firm przy uruchamianiu produkcji.

– Dziś, po spadku kosztów w sektorze fotowoltaiki, nie ma już okna czasowego na wprowadzenie małych przydomowych wiatraczków na rynek. Szkoda, ale przydomowy wiatr jest mało wydajny, a koszty są za wysokie i nie spadają – wyjaśnia Grzegorz Wiśniewski.

„Witacze” Orlenu też czekają

PKN Orlen, koncern paliwowy kontrolowany przez państwo, próbował już szczęścia w branży mikrowiatraków. W kwietniu 2016 r. ogłosił, że będzie sprawdzać wydajność turbiny wiatrowej zainstalowanej na maszcie jednej ze stacji paliw. Sprawdził i… odpuścił.

„PKN Orlen prowadził pilotażowy projekt, którego założeniem była budowa siłowni wiatrowej o pionowej osi obrotu zintegrowanej z tzw. witaczem, czyli masztem reklamowym na stacjach koncernu” – tłumaczy biuro prasowe Orlenu.

Koncern podaje, że w ramach przeprowadzonego w 2019 r. przetargu otrzymał tylko jedną ofertę, która ponadto nie miała oczekiwanych parametrów. W 2020 r. przeprowadził dodatkowo dialog techniczny z oferentem.

„Analizy dotyczące produktywności turbiny wykazały, że projekt nie spełnia wymaganych założeń technologicznych” – podsumowuje Orlen.

Mimo to koncern się nie zraża. Zakłada, że kiedyś wróci do tematu, i czeka na pojawienie się nowych rozwiązań technicznych.