Nie ma rzeczy niemożliwych. Na specjalne życzenie klienta najlepszych nauczycieli sprowadza się z całego świata...
Szkolenia językowe na terenie firmy pozwalają oszczędzić czas, który trzeba przeznaczyć na dojazdy na zajęcia. Możliwość zmian harmonogramu pozwala wykorzystać lekcje w stu procentach. Niczym w biznesie: wystarczy przełożyć spotkanie z lektorem na inny termin.
— I tu tkwi pułapka. Mimo że pracownikom jest wygodnie odbywać lekcje na terenie firmy, to trudno oderwać się od pracy. Zdarza się, że wychodzą w czasie zajęć, żeby przekazać ważną informację, napisać e-maila czy wykonać kilka telefonów — mówi Elżbieta Stasiowska, odpowiedzialna w Lyreco Polska za szkolenia.
Najważniejsze jednak, że program nauki można precyzyjnie dostosować do specyfiki pracy słuchaczy. Właściwe ustalenie zakresu szkolenia jest czynnikiem pozwalającym osiągnąć sukces.
— Zamawiający szkolenia biznesowe zwykle kładą nacisk na umiejętność komunikowania się, prowadzenia spotkań i prezentacji w języku angielskim (meeting & presentations). Często rozwój tych właśnie umiejętności jest częścią strategicznej decyzji o wejściu na nowe rynki zbytu czy oferowaniu swoich usług nowym odbiorcom — twierdzi Piotr Parys z działu szkoleń Berlitz.
— Pilnujemy, by uczestnicy kursu poszerzali słownictwo z dziedziny, w której się specjalizują, np. z księgowości czy prawa — mówi Agnieszka Rayss, dyrektor ds. personalnych w Amplico Life.
Materiał własny
Przygotowanie programu szkolenia powinien zawsze poprzedzać audyt językowy — sprawdzenie pisemnej i ustnej znajomości języka przyszłych słuchaczy. Czas poświęcony na ustalenie poziomu i potrzeb słuchaczy procentuje.
— Nie wszystkie firmy stać na zorganizowanie szkoleń indywidualnych czy w małych grupach. Wtedy ważne jest, żeby uczestnicy kursu mogli szybko nadrobić zaległości. Dobre efekty przynosi metoda Callana, pozwalająca w krótkim czasie wyrównać poziom — uważa Karolina Karkosińska, metodyk z English Best Way.
Dodaje, że dotyczy to zwłaszcza zajęć z tzw. general English, czyli ogólnej znajomości języka.
— Kursy tego typu przeznaczone są zwykle dla pracowników niższego szczebla. Kadrze menedżerskiej proponuje się raczej szkolenia indywidualne, dostosowane do potrzeb — tłumaczy Karolina Karkosińska.
Nie są to kursy stricte lingwistyczne, zwykle łączą w sobie naukę języka i rozwój umiejętności biznesowych. Oprócz poznawania nowych wyrażeń czy zwrotów z wybranej dziedziny, uczestnik kursu szkolący się np. w zakresie negocjacji otrzymuje też wskazówki dotyczące mowy ciała, uczy się technik wykorzystania głosu w celu zwrócenia uwagi słuchaczy i swobodnego zachowania przed kamerą. Podczas zajęć pracuje się na konkretnych przykładach, stosując tzw. studium przypadku. Wykorzystuje się dokumenty i materiały własne słuchaczy, a tematyka zajęć związana jest z konkretnymi wydarzeniami i sytuacjami z firmy.
Sprawdzone zanurzenie
— Pięciodniowy kurs pozwala podnieść w sposób znaczący umiejętności językowe. Im krótsze szkolenie, tym szybsze wyniki. Dzięki lekcjom cztery razy w tygodniu mniej zapominamy, niż uczestnicząc w lekcjach, które odbywają się dwa razy na tydzień — uważa Piotr Parys.
Dobrą opinią cieszą się programy typu „Total Immersion”, czyli totalne zanurzenie. Są one przeznaczone dla osób silnie zmotywowanych, które mają mało czasu na to, by nauczyć się języka. Częstotliwość zajęć — do 9 godzin dziennie — pozwala zrealizować semestr w kilka tygodni. Zajęcia prowadzone są na podstawie nowoczesnych programów multimedialnych. I nie ma mowy o rutynie — każdego dnia zajęcia prowadzi inny lektor. Na podstawie testów kontrolujących poziom wiedzy, na bieżąco sporządzane są raporty o postępach w nauce słuchaczy.
— Nasza szkoła stosuje też tzw. mystery shopping. Podstawiona osoba — najczęściej native spea-ker — zgłasza się do firmy, w której prowadzone są zajęcia, udając klienta. Przeprowadza kontrolę i ocenia efektywność zajęć — mówi Karolina Karkosińska.