Nerwy hamują rynki

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-03-27 00:00

Niepewność co do przyszłości sytuacji w Iraku spowodowała, że nie było wczoraj na światowych rynkach zbyt wielu aktywnych inwestorów.

W Europie najmocniejszy okazał się wczoraj londyński indeks FTSE, który zyskał dokładnie 1 proc. Wzrost był jednak umiarkowany i osiągnięty przy niewielkich obrotach. Do wzmożonego handlu nie zachęcał rozwój sytuacji w Iraku. Inwestorzy usłyszeli, że Amerykanie zabili około 500 irackich żołnierzy w krwawej walce w okolicach miejscowości Najaf, 100 kilometrów od Bagdadu.

Inwestorzy oczekiwali jednak na potwierdzenie doniesień o powstaniu ludności szyickiej w miejscowości Basra, drugim co do wielkości mieście Iraku. Zamiast tego Donald Rumsfeld, sekretarz obrony USA, stwierdził, że walki mogą trwać miesiące zamiast tygodni. Ostatecznie okazało się, że powstanie w Basrze wybuchło, ale z jego przebiegu wcale nie płyną wnioski dla wojsk koalicji antyirackiej pozytywne — ludność po prostu ma już dosyć oblężeń i domaga się pomocy humanitarnej, wody i leków. A tych w Iraku na razie nie widać.

Do końca dnia na rynku widać było umiarkowany optymizm.

— Rynkom wyraźnie brakuje kierunku i wszystko zależy od rozwoju sytuacji w Iraku. Wygląda na to, że wojna potrwa trochę dłużej i będzie trudniejsza niż oczekiwał rynek — uważa David Thwaites, analityk z BNP Paribas.

Niepewność inwestorów widać było także na innych rynkach — ceny ropy i wartość dolara poruszały się w trendach bocznych. Ostatecznie ropa nieco zdrożała, dolar nie zmianił zaś niemal wartości wobec euro.

Podobnie było i w Polsce — warszawskie indeksy nieco wzrosły, złoty pozostał praktycznie bez zmian.