Trudna sytuacja na rynku pracy odbiła się czkawką w Narodowym Funduszu Zdrowia (NFZ). Wzrost bezrobocia to mniejsze wpływy ze składki zdrowotnej, a więc mniejszy, niż zakładano budżet płatnika. Pierwsze cztery miesiące roku pokazują, że nie jest dobrze. Wiesława Kłos, wiceprezes NFZ ds. finansowych, szacuje, że w całym roku niedobór wyniesie 1,7-1,8 mld zł. Jest to optymistyczny scenariusz, ponieważ zakłada on, że sytuacja na rynku pracy się poprawi.
Jeśli jednak nie wszystko pójdzie po myśli NFZ i trend się utrzyma, to jego niedobór może wynieść nawet 2,5 mld zł. Wiceprezes już zapowiada, że trzeba zabezpieczyć pieniądze na pokrycie dziury budżetowej. Jak wyliczył Robert Mołdach, ekspert ds. zdrowia w Pracodawcach RP, jeśli spełni się czarny scenariusz, płatnik może mieć duże problemy ze spięciem budżetu. — 1,5 mld zł zostanie przesunięte z budżetu na leki, blisko 650 mln zł wynosi rezerwa. Nadal może zabraknąć 350 mln zł — wylicza Robert Mołdach. Jak twierdzi Wiesława Kłos, bieżący rok nie będzie należał da najłatwiejszych, zarówno dla płatnika, jak i szpitali.
— Pieniędzy może nie wystarczyć na zapłacenie szpitalom za nadwykonania [usługi medyczne świadczone, mimo że kontrakt na nie się skończył — red.] — mówi Wiesława Kłos. Przyszły rok również nie zapowiada się różowo. Budżet NFZ ma wynosić tyle, ile w tym roku, czyli ponad 64 mld zł. Eksperci zwracają jednak uwagę, że w kasie będzie tyle pieniędzy, pod warunkiem że sytuacja na rynku pracy znowu się nie pogorszy. — A na to nie ma gwarancji — twierdzi Robert Mołdach.
W ciągu najbliższych miesięcy NFZ wraz z Ministerstwem Zdrowia chce uszczelnić system, aby pieniądze były jak najefektywniej wydawane. Fundusz liczy na powstanie specjalnej agencji taryfikacji, która zajmie się nową wyceną procedur medycznych. Zdaniem płatnika, jedne są niedoszacowane, za inne płaci się stanowczo za dużo.
Za zmiany odpowiada Ministerstwo Zdrowia, które prowadzi równolegle kilka projektów. Kilka tygodni temu Sławomir Neuman, wiceminister zdrowia, zapowiedział reformę koszyka świadczeń gwarantowanych, czyli tego, co pacjentowi się należy za darmo. Plan był taki, aby wyjąć z niego część świadczeń. W mediach rozpętała się burza. Na ostatnim posiedzeniu komisji zdrowia minister wycofał się z tej zapowiedzi, tłumacząc, że nie to miał na myśli. Jakub Szulc, poseł z ramienia PO i były wiceminister zdrowia, byłby zaskoczony, gdyby udało się wprowadzić zmiany w koszyku.
— Są to społecznie wrażliwe tematy, na które nikt się nie odważy — twierdzi Jakub Szulc. Jego zdaniem, nawet bez zmian w koszyku dodatkowe ubezpieczenia medyczne mają sens. Mogłyby objąć wydatki na leki oraz na stomatologię. Tylko na leki bez recepty Polacy wydają rocznie około 7 mld zł. Trochę więcej kosztują ich wizyty u stomatologów.