Nic nie jest oczywiste

Jacek Zalewski
opublikowano: 14-03-2007, 00:00

Długo oczekiwany wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie oświadczeń majątkowych samorządowców jest jasny, ale jego sentencja okazała się złożona, zatem wypadałoby przełożyć ją na proste słowa. Trybunał przede wszystkim uznał za niekonstytucyjne wprowadzone ustawą z 8 lipca 2005 r. dwa przepisy — w samorządowej ordynacji wyborczej i w ustawie o bezpośrednim wyborze wójta/burmistrza — ustalające, że jednym z powodów wygaśnięcia mandatu jest niezłożenie w terminie rozmaitych oświadczeń majątkowych. Sędziowie uznali, że wrzucenie do jednego wora samorządowców uporczywie się uchylających — przeciw którym słusznie skierowane było ostrze tych przepisów — oraz spóźnialskich jest niezgodne z konstytucyjnymi zasadami „demokratycznego państwa prawnego”.

Drugi przepis niekonstytucyjny uchwalony został wcześniej, w nowelizacji ustaw samorządowych z 23 listopada 2002 r. Tamta ustawa w jednym miejscu nakazała liczenie terminu od dnia wyboru, a w innym — od dnia ślubowania, i ten drugi przepis TK zostawił w spokoju. Występujący wczoraj w imieniu wnioskodawców poseł Cezary Grabarczyk z PO celnie zauważył, iż liczenie terminu składania oświadczeń od dnia wyboru może uniemożliwiać obsadzanie mandatów w ordynacji proporcjonalnej, gdzie na zwolnione miejsca wchodzą automatycznie następni kandydaci z list.

Najciekawsze w tym wszystkim, że i ustawa z roku 2002, i ta uchwalona pod sam koniec kadencji w roku 2005 były przyjmowane przez Sejm niemal jednogłośnie! Zgodnie głosowała ówczesna lewicowa koalicja i prawicowa opozycja — w tym na przykład Jarosław Kaczyński, Wojciech Olejniczak i Donald Tusk, a także piętnujący wczoraj złe przepisy przed Trybunałem Konstytucyjnym poseł Grabarczyk. To kapitalny dowód, że w legislacyjnej bezmyślności cała polska klasa polityczna może sobie zgodnie uścisnąć spracowane ręce.

Po czasie ustawa z błędami zaczyna żyć własnym życiem i zależnie od politycznego zapotrzebowania staje się „swoja” lub „obca”. W związku ze znaną sytuacją w Warszawie przepisy oceniane wczoraj przez TK okazały się „swoje” dla Prawa i Sprawiedliwości, „obce” zaś dla Platformy Obywatelskiej. Gdyby wybory w stolicy wygrał Kazimierz Marcinkiewicz i spóźnił o dobę własne oświadczenie (jego małżonka działalności gospodarczej nie prowadzi), to lament podnosiłaby oczywiście strona, która występowała w roli oskarżyciela ustawy.

Zupełnie innym, niepokojącym, wątkiem jest wczorajsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który przed ogłoszeniem wyroku był pewien, że TK wypowie się zgodnie z „oczywistym prawem” — czyli tak jak życzyłby sobie premier. Okazało się, że zwłaszcza w prawie nic nie jest oczywiste. Pierwszy raz tak ważnej rozprawie przewodniczyła Teresa Liszcz, doświadczona parlamentarzystka, wybrana niedawno do TK z rekomendacji braci Kaczyńskich. Jej postawa potwierdziła, że nie istnieje kategoria „odzyskania TK przez siły patriotyczne”, a IV RP jest podczas rozprawy zaledwie petentem.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu