Nicea może okazać się porażką Unii

Mirosława Wszelaka
opublikowano: 2000-12-06 00:00

Nicea może okazać się porażką Unii

Rozpoczynający się jutro szczyt UE w Nicei, który ma dokonać wewnątrzunijnej reformy, może się zakończyć fiaskiem. Państwa „piętnastki” są skłócone, a ewentualny brak decyzji oddali datę naszego członkostwa o kilka lat.

Wszystko wskazuje na to, że rozpoczynający się w czwartek szczyt UE w Nicei zakończy się wielką porażką. Dotychczas „piętnastce” nie udało się znaleźć wspólnego stanowiska zarówno w sprawie liczby komisarzy przyszłej, poszerzonej o nowych członków, Komisji Europejskiej, jak też zasad ich wyboru. Nie ma również zgody niektórych państw na rezygnację z prawa weta w szczególnie wrażliwych dziedzinach, takich jak podatki, przepływ kapitału, polityka społeczna i migracje.

Do trzech razy sztuka

To już druga po szczycie w Amsterdamie w 1997 r. próba „piętnastki” przeprowadzenia reform instytucji wspólnotowych tak, by były one gotowe do przyjęcia nowych członków. Poprzednim razem z podjęcia ostatecznych decyzji przedstawiciele krajów UE wycofali się w ostatniej chwili. Teraz, skoro wstąpienie nowych krajów członkowskich przewiduje się na lata 2003-2005, „piętnastka” może odsunąć w czasie przeprowadzenie koniecznych zmian instytucjonalnych. Istnieje też możliwość — i ta wydaje się najbardziej prawdopodobna — że szczyt w Nicei przyniesie połowiczne reformy, które w praktyce też okażą się porażką.

Reformatorski pat

W ubiegłym tygodniu Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej, wezwał kraje „piętnastki” do rezygnacji z zachowania prawa weta.

— Bez tego nie da się wyjść z sytuacji patowej, w jakiej znalazły się rozmowy nad reformą — twierdzi przewodniczący KE.

W tej materii nie udało się jednak osiągnąć kompromisu. Hiszpania nie chce się zrzec prawa weta, które mogłoby zablokować ewentualne zmniejszenie pomocy regionalnej. Niemcy z kolei chcą nadal kontrolować migracje, których szczególnie się obawiają po rozszerzeniu UE. Wreszcie Wielka Brytania chciałaby, by Londyn zachował pozycję europejskiego centrum finansowego, dlatego nie zgadza się na rezygnację z prawa weta w kwestii podatków.

Innym problemem jest ustalenie liczby komisarzy. Sprawa dotyczy propozycji zrzeczenia się przez mniejsze państwa posiadania własnego przedstawiciela w KE. W tej sytuacji liczebność KE po wstąpieniu nowych członków nie zmieniłaby się. Teraz KE liczy 20 komisarzy. Największe państwa — Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Hiszpania — mają po dwóch, a reszta krajów po jednym komisarzu. Gdyby po rozszerzeniu Komisja składała się z 25 albo 27 członków, to niektórzy z nich musieliby pozostać bez teki.

Kompromisowym rozwiązaniem mogłaby być francuska propozycja rotacyjnego członkostwa komisarzy, których liczba nie zmieniłaby się. Jednak — do tej pory — nie znajduje ona akceptacji pozostałych krajów członkowskich, a Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii, wyraźnie się jej sprzeciwia.

Większość małych krajów, takich jak Holandia czy Luksemburg, uważa, że duże państwa żądają zbyt wysokiej ceny za zrzeczenie się prawa do własnego komisarza. Zdaniem Wima Koka, premiera Holandii, takie rozwiązanie może być możliwe w przyszłości, ale pod warunkiem, że żaden z krajów nie otrzyma prawa do stałego miejsca w KE.

O nas bez nas

W Nicei „piętnastka” zadecyduje o kształcie i przyszłości UE, do której również przystąpi Polska. Z jednej strony porażka szczytu może znacznie osłabić poparcie dla rozszerzenia Unii zarówno w krajach członkowskich, jak i państwach kandydackich. Z drugiej strony może to być sygnał, że „piętnastka” nie jest gotowa na ponoszenie nowych wyrzeczeń.