Nie było szans na sprzedaż portu

Katarzyna Latek
opublikowano: 2009-07-06 00:00

Deweloper i spółka

Zarządca Elektrimu chciał 100 mln EUR kary w umowach o poufności

Deweloper i spółka

związana z obligatariuszami

Elektrimu interesowali się

zakupem gruntów

nad Wisłą.

Wiosną tego roku zarządca Elektrimu (w upadłości) podjął próbę sprzedaży jednego z cenniejszych aktywów należących do spółki. Chodziło o 42,3 proc. udziałów w Porcie Praskim (PP) — spółce, do której należą atrakcyjne tereny w Warszawie. Zarządca twierdził, że jest to niezbędne, by zapewnić Elkowi pieniądze na dalszą działalność.

Obligatariusze Elektrimu składali na ręce sędziego protesty w tej sprawie. Argumentowali, że spółki nie da się sprzedać w dwa tygodnie i dodawali, że obecnie sytuacja na rynku nie sprzyja takim transakcjom. Mieli rację. Na Port Praski nie złożono ani jednej oferty i sędzia komisarz cofnął zgodę na sprzedaż.

Mało chętni

Z akt postępowania upadłościowego wynika, że Portem Praskim wstępnie interesowały się co najmniej dwie firmy. Jedna z nich to znany deweloper Ghelamco. Prowadził obszerną korespondencję z zarządcą, nie zdecydował się jednak na złożenie ostatecznej oferty. Dlaczego? W piśmie, które trafiło do akt Elektrimu, wskazywał, że przetarg zorganizowano w zbyt krótkim czasie, co nie daje możliwości porozumienia się z Embudem, który posiada pozostałe udziały PP i ma prawo pierwszeństwa zakupu. W dodatku zastępca zarządcy odmówił spółce przekazania dokumentu potwierdzającego, że Embud rezygnuje ze swojego przywileju (zarządca powoływał się na taką deklarację Embudu we wniosku do sędziego o zgodę na przeprowadzenie przetargu). Ostatecznie Ghelamco zrezygnowało ze złożenia oferty. W piątek nie udało nam się uzyskać komentarza w tej sprawie.

Drugą firmą, która wyglądała na bardzo zainteresowaną Portem Praskim, był Bristol Investments. Co ciekawe, jej prezesem jest Wiktor Śliwiński — przedstawiciel w Polsce grupy Elliott, która jest jednym z obligatariuszy Elektrimu (z ramienia Elliotta jest m.in. członkiem rady nadzorczej w Ipopema Securities).

Bristol Investments wysłał do zarządcy obszerne pismo, w którym poskarżył się, że potencjalnym oferentom przekazano tylko podstawowe informacje o PP, daleko niewystarczające do dokonania oceny atrakcyjności tej inwestycji. Złożył wniosek o dostarczenie wszelkich możliwych dokumentów prawnych związanych ze spółką. Zastępca zarządcy zaproponował więc Bristol Investments podpisanie umowy o poufności zawierającej kary umowne za jej złamanie w wysokości… 100 mln EUR. Przypomnijmy, że to cztery razy tyle, ile wynosiła cena wywoławcza należącej do Elektrimu części PP (96,3 mln zł).

Gdzie są pieniądze?

Co jeszcze słychać w Elektrimie? Obligatariusze i Vivendi nadal uznają za niewystarczające wyjaśnienia zarządcy, co stało się z pieniędzmi, które spółka dostała za swoje udziały w PTC (chodzi o brakujące 118 mln EUR). Złożyli w tej sprawie kolejne pisma. Sędzia komisarz w piśmie datowanym 25 czerwca dał zarządcy 14 dni na ustosunkowanie się do pytań i dostarczenie odpowiednich dokumentów.

O stan postępowania upadłościowego dopytują się też rozmaici wierzyciele spółki, w tym skarb państwa. Dostają stale tę samą odpowiedź — trwa rozpatrywanie protestów dotyczących listy wierzytelności.

Katarzyna Latek