Nie cały jesteś ze stali

Mirosław Konkel
opublikowano: 25-05-2007, 00:00

Nadciśnienie tętnicze, zawały, wrzody żołądka, problemy z potencją — oto lista najczęstszych dyrektorskich chorób.

Najczęstsze choroby polskich menedżerów

Nadciśnienie tętnicze, zawały, wrzody żołądka, problemy z potencją — oto lista najczęstszych dyrektorskich chorób.

Niektórzy zazdroszczą im eksponowanych stanowisk, domów z basenami, wakacji w egzotycznych krajach i portfeli pełnych złotych kart płatniczych. Być może wyzbyliby się tej zazdrości, gdyby wiedzieli, jaka bywa cena za- wodowego sukcesu.

— Średnia życia menedżerów wcale nie jest długa — mówi Zbigniew Dec, lekarz z Przychodni Rejonowej w Darłowie.

Wszystko przez wielką odpowiedzialność i związany z nią stres.

Dr Andrzej Sokołowski, który przez długie lata leczył ludzi morza w Instytucie Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, funkcję menedżera porównuje do pracy kapitana wielkiego statku.

— Niemal każdy kapitan wcześniej czy później trafia na oddział kardiologii. Wyższym oficerom zdarza się to rzadziej, a majtka z chorym sercem nie udało mi się dotąd w szpitalu spotkać — twierdzi dr Sokołowski.

Żony się martwią

Choroba wieńcowa, nadciśnienie tętnicze, w końcu zawał. To skutek szczególnie wysokiego poziomu stresu, ale czy tylko? Dr Joanna Perkowicz, dyrektor naczelny Lux Medu, zastanawia się, na ile ludzie na kierowniczych stanowiskach sami gotują sobie taki los. Jej zdaniem, problemy z układem krążenia wiążą się z niehigienicznym trybem życia.

— Bezruch, nieodpowiednia dieta, za dużo kawy i alkoholu — to wcześniej czy później musi się zemścić — nie ma wątpliwości dr Joanna Perkowicz.

Z kolei dr Dec zauważa, że menadżerowie jedzą nieregularnie, a na domiar złego zbyt obficie. Według niego dobry posiłek w restauracji, często zakrapiany winem, to nierzadko forma odreagowania długotrwałego przeciążenia psychicznego.

— Potem rozwija się tak zwany zespół metaboliczny, na który składają się: wysoki cholesterol, podwyższona zawartość cukru we krwi i nadciśnienie — wyjaśnia Zbigniew Dec.

Najbardziej niebezpieczne jest to, że członkowie kadry zarządzającej jak ognia unikają kontaktu z medykami, co potwierdza dr Anna Senderska, lekarz z Enel-Medu.

— Oni nie mają czasu chorować. Umawiane przez ich sekretarki wizyty odkładają po parę razy — zauważa dr Senderska.

Dostrzegła, że jeśli menedżerowie decydują się przyjść do przychodni, to w zasadzie tylko ze względu na swoje żony.

— One są zaniepokojone tym, że ich mężczyźni za dużo palą, że nie mogą zasnąć, że nabawili się wrzodów żołądka, że są w depresji, że mają problemy z potencją — wymienia Anna Senderska.

W ostatnich latach znacznym problemem dyrektorów i kierowników stały się dolegliwości związane ze sferą intymną. Wyczula na to dr Jacek Walewski, pełniący obowiązki zastępcy dyrektora ds. klinicznych Medicoveru.

— Nawet młodzi mężczyźni utyskują na spadek potencji seksualnej. Z kolei kobiety menedżerowie często zgłaszają kłopoty z zaburzeniami miesiączki — wyjaśnia dr Jacek Walewski.

Weekendowi wyczynowcy

Jacek Santorski, psycholog biznesu, zwraca uwagę na to, że niekorzystny wpływ stresu udałoby się w dużym stopniu ograniczyć, gdyby szefowie chcieli się więcej ruszać.

— Badacze wykazali niedawno, że 20 minut wysiłku cztery razy w tygodniu działa na łagodniejsze formy depresji tak samo dobrze jak najbardziej wyszukane leki — przypomina Jacek Santorski.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że w niektórych środowiskach biznesowych ostatnio w dobrym tonie jest spędzać aktywnie wolny czas.

— Wypada jechać prosto z biura na basen, na boisko czy na bieżnię. A najlepiej kupić sobie karnet na siłownię —spostrzega dr Zbigniew Dec.

I nawet gdyby była to tylko kwestia mody czy snobizmu, to i tak należałoby się cieszyć. Bo ruch, szczególnie na świeżym powietrzu, sprzyja zdrowiu. Pod warunkiem że potrafimy zachować zdrowy rozsądek i umiar. A z tym u menedżerów bywa różnie.

— Ktoś sztywny, zasiedziały próbuje nagle nadrobić stracony czas i udaje wyczynowca. Takie forsowanie zupełnie nieprzygotowanego organizmu może mieć finał na oddziale intensywnej terapii — ostrzega Zbigniew Dec.

Dr Senderska dodaje, że im bardziej się odzwyczailiśmy od ruchu, tym łatwiej o kontuzje.

— Weekendowy biegacz przychodzi z urazem kolan, niedzielny golfista z nadwerężonym stawem barkowym, a okazjonalny tenisista ze zbolałym łokciem — opisuje dolegliwości swoich pacjentów dr Anna Senderska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu