Nie daj się złapać w sieć oszusta

Rośnie skala wyłudzeń w transakcjach międzynarodowych. Najczęściej ofiarami padają drobni przedsiębiorcy

Niewielka firma, nagle otrzymująca zlecenie z zagranicy od znanej, światowej marki — tak zwykle rozpoczyna się historia tego typu oszustw.

Zobacz więcej

NA START-UP I KORPORACJĘ: Podszywanie się pod duży, znany podmiot albo zakładanie nowych spółek, które znikają zaraz po zrealizowaniu dostawy — to najczęstsze pomysły oszustów na wyłudzenia w transakcjach międzynarodowych — mówi Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający Atradius Collections w Polsce. Fot. Marek Wiśniewski

— Obserwujemy wzrost skali wyłudzeń i spraw spornych w tym zakresie. Zdecydowane pogorszenie widoczne było już w 2016 r. Obecnie w przypadku niektórych państw problem dotyczy nawet 20-30 proc. zleceń windykacyjnych. Osiągnęliśmy już poziom z całego 2016 r., jeśli chodzi o ich liczbę, a ten rok zakończymy z 35-50-procentowym wzrostem — mówi Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający Atradius Collections w Polsce.

Nie tylko nad Wisłą

Najwięcej tego typu spraw Atradius notuje w Niemczech, Czechach, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii oraz na Słowacji. Coface do tej listy dorzuca jeszcze Francję i Włochy, choć gros przypadków pochodzi z Wysp Brytyjskich.

— Problem nie dotyczy wyłącznie polskich firm. Skala zjawiska na tym rynku jest na tyle duża, że zostało powołane specjalne centrum zbierające informacje o oszustwach — mówi Mariola Kubat, dyrektor działu odszkodowań w Coface. Natomiast Paweł Pawlak, zarządzający Credendo Polska, zwraca uwagę, że choć do podobnych sytuacji dochodzi głównie w Europie, to narażony jest na nie przedsiębiorca działający na każdym rynku.

— Wyjątkiem są kraje skandynawskie, w których wyłudzenia od polskich eksporterów zdarzają się sporadycznie — mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes. Jego zdaniem, większość przypadków dotyczy UE nie tylko dlatego, że przede wszystkim tam eksportujemy.

— Jednolity rynek trochę usypia czujność przedsiębiorców, którym się wydaje, że brak barier celnych i pozataryfowych oznacza takie samo otoczenie biznesowe i warunki działania w każdym z krajów członkowskich. Przy eksporcie na odleglejsze rynki, np. do krajów Zatoki Perskiej, Azji czy USA, dokładniej sprawdza się wszystkie szczegóły, w tym m.in. kto reprezentuje firmę, udziela dyspozycji czy zamówienia — twierdzi Tomasz Starus. Segmenty w największym stopniu narażone na oszustwa to producenci towarów masowych, nieoznaczonych, czyli szybkozbywalnych,łatwych w przetwarzaniu, ale trudnych do identyfikacji.

— Dobrym przykładem są elementy ze stali, np. pręty albo żywność — mówi Tomasz Starus. Druga grupa najczęściej wyłudzanych towarów to sprzęt o dużej jednostkowej wartości, choćby elektronika.

Cyfrowa tożsamość

Większość wyłudzeń polega na podszywaniu się pod duże firmy. Do przedsiębiorcy, często drobnego, który stawia pierwsze kroki na danym rynku, trafia e-mail z zamówieniem. Nowy kontrahent ustala warunki, a firma, zachęcona wizją współpracy ze znaną, światową marką, udziela kredytu kupieckiego i wysyła towar. Na tym współpraca się kończy, bo oszust znika niemal tak szybko, jak się pojawił. Uniknięcie podobnego procederu jest coraz trudniejsze, ale możliwe.

— Wraz z postępem cyfryzacji zmieniają się metody wyłudzeń — strony firmowe są podrabiane coraz lepiej, a adresy elektroniczne maskowane dokładniej. Oszustwom sprzyjają też różnego rodzaju transakcyjne rynki elektroniczne czy giełdy towarowe, na których z założenia wszystko ma przebiegać tanio i szybko. Obecnie częściej tworzona jest fałszywa tożsamość elektroniczna, a nie papierowa — zwraca uwagę Tomasz Starus. Warto przyglądać się bliżej nawet mało podejrzanym transakcjom.

— Często tuż przed wysyłką towaru oszust informuje o przeładowaniu magazynu i prosi o przekierowanie dostawy pod nowy adres — oczywiście w żaden sposób niezwiązany z prawdziwą spółką — zwraca uwagę Paweł Pawlak.

W oszustwie wyłudzeniu może uczestniczyć także pracownik firmy, pod którą podszywa się osoba wyłudzająca towar. Przestępcy najczęściej udają reprezentantów dobrze znanych korporacji, z wieloletnią tradycją. — Robią to świadomie, bo wiedzą, że limity przyznamy tylko dla sprawdzonej, stabilnej marki — podkreśla Paweł Pawlak.

Warto zwrócić uwagę na domenę, z której przychodzi fałszywy e-mail. Choć zwykle do złudzenia przypomina tę wykorzystywaną przez znaną markę, to często można znaleźć drobne różnice — inny znak interpunkcyjny albo literę. Prześledzić trzeba też stronę internetową.

— Bywa, że ta wskazywana przez oszusta nie istnieje, jest w przebudowie lub zawiera minimum treści. Warto porównać informacje zawarte na niej z tymi dostępnymi publicznie. Często oszuści wykorzystują dane prawdziwej firmy, zmieniając jedynie numery telefonów albo rozszerzenia adresów e-mailowych — mówi Mariola Kubat. Oszuści zazwyczaj podkreślają, że liczą na długoterminową, stabilną współpracę.

— Zwykle działają w pośpiechu i szybko odpisują na e-maile. Rzadko negocjują ceny, a często nawet nieszczególnie zwracają uwagę na specyfikację towarową, od razu akceptując wszystko, co zaproponuje dostawca. Korespondencja jest w języku angielskim i da się w niej wychwycić niewielkie błędy językowe. W treści e-maili nie brakuje przyjacielskich zwrotów — podpowiada Mariola Kubat. Szczególną uwagę należy zwracać na zaskakująco dobrze zapowiadające się transakcje.

— Ponadto pamiętajmy, że zamówienia z dużych firm rzadko są realizowane bez etapu negocjacji — zauważa Włodzimierz Szymczak.

Sami sobie winni

Okazuje się, że przedsiębiorcy często są ofiarami oszustw, których łatwo można było uniknąć.

— Zdarzają się sytuacje, w których realizowane są zlecenia dla spółek będących w upadłości albo likwidacji już w momencie złożenia zamówienia. Przykładowo informacja o bankructwie odbiorcy widniała w ogólnodostępnych i opublikowanych w 2016 r. sprawozdaniach czy rejestrach spółek, a mimo to same dostawy były realizowane przez eksportera rok później, ze znikomymi szansami na odzyskanie pieniędzy — mówi Włodzimierz Szymczak. Bywa też, że przedsiębiorcy realizują zamówienia w języku, którego nie znają. Trudno później jednoznacznie określić, o czym strony transakcji ze sobą rozmawiały, a także jakie były ustalenia.

— Do tego często firmy zgadzają się na umowy tworzone i podpisywane przez odbiorcę, który w ten sposób zabezpiecza tylko siebie. Potrafią też sami się ograniczać, decydując się na sądzenie spraw w Polsce i według polskiego prawa, co w efekcie powoduje problemy z rozpoczęciem egzekucji w innych państwach. Szacujemy, że około 30 proc. spraw spornych może być zamykanych z powodów formalnych, a przeprowadzanie postępowań sądowych zgodnie z podpisanymi dokumentami wiąże się z kosztem w wysokości nawet 100-150 proc. wartości całej należności — przestrzega Włodzimierz Szymczak. Jego zdaniem, wśród polskich eksporterów widoczne jest również większe zaufanie do spółek zagranicznych.

— Jednak z naszych badań i wskaźników odzyskiwania należności wynika, że opóźnienia oraz nieściągalne należności na Zachodzie są większe niż w Polsce. Zatem kierując sprawę choćby do Niemiec, statystycznie istnieje większe prawdopodobieństwo, że pieniądze zostaną zapłacone później albo w ogóle nie uda się ich odzyskać — mówi Włodzimierz Szymczak.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie daj się złapać w sieć oszusta