Nie dlatego warto było to zrobić

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 02-05-2006, 00:00

Gospodarka poza UE rozwijałaby się wolniej, złoty byłby słabszy

i wrażliwszy na politykę, a bezrobocie wyższe. Żyłoby się gorzej.

Jeszcze kilka lat temu nasze członkostwo w UE nie było oczywiste. W Polsce znalazła się spora grupa przeciwników integracji, co odbiło się na wynikach referendum (przeciw opowiedziało się prawie 4 mln Polaków, co odpowiadało 22,55 proc. głosujących). Co by było, gdyby 7 i 8 czerwca 2003 roku większość z nas powiedziała Unii „nie”?

3-procentowa kiszonka

— Na pewno ucierpiałby na tym wzrost gospodarczy, szczególnie w 2004 roku, ze względu na słabszy popyt wewnętrzny i mniejszą dynamikę eksportu, zwłaszcza usług. Rolnicy, którzy najbardziej na wejściu do UE skorzystali (i będą jeszcze korzystać), nie odczuliby poprawy stopy życiowej, złoty byłby słabszy, a jego kurs bardziej zmienny, musielibyśmy też więcej płacić za emisję długu — wylicza Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Bardziej obrazowo przedstawia to Katarzyna Zajdel-Kurowska.

— Poza UE kisilibyśmy się dziś w warunkach około 3-procentowego wzrostu gospodarczego, borykalibyśmy się także z innymi problemami — pozostałe państwa, które weszły do UE w połowie 2005 roku, korzystałyby na inwestycjach zagranicznych, a my nie. Na skutek słabszego wzrostu gospodarczego, a co za tym idzie — słabszych perspektyw na znalezienie pracy (przy zamkniętych rynkach zagranicznych) prawdopodobnie mielibyśmy większe bezrobocie. Większy byłby też apetyt na zwiększanie wydatków publicznych, a więc także deficytu. Decyzja o pozostawaniu poza UE byłaby dla Polski krokiem w tył. Doprowadziłaby do odpływu kapitału z naszego rynku — uważa ekonomistka Banku Handlowego.

Gdybyśmy pozostawali poza Unią, wzrosłyby koszty funkcjonowania gospodarki, co także negatywnie odbiłoby się na wzroście gospodarczym.

— Pewną ilustracją tego, co mogłoby się dziać z polską gospodarką w takiej sytuacji, jest sytuacja Ukrainy: wystarczy spojrzeć, jak wiele dzieli nasze kraje, np. w kwestii jakości prawa czy wielkości PKB na głowę — tłumaczy Urban Górski.

Mogłoby być gorzej...

Rezygnacja z przystąpienia do UE oznaczałaby także zachwianie zaufania inwestorów zagranicznych do Polski i polskiej gospodarki.

— UE jest dla nich stabilizatorem, uczestnictwo w niej wymaga stosowania odpowiedniego prawa, ogranicza też możliwości prowadzenia nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej. Pozytywny impuls związany z akcesją nie zaistniałby, a jego miejsce zająłby negatywny: nie byłoby fali umocnienia złotego z 2004 i 2005 roku, za euro płacilibyśmy średnio 4,5 zł, choć możliwe, że dużo więcej — uważa Maciej Reluga.

Gdyby tak się stało, a do tego gospodarka rozwijałaby się wolniej, szybko pojawiłyby się problemy w polityce fiskalnej, być może przekroczylibyśmy już ostrożnościowe progi dotyczące relacji zadłużenia względem PKB (ze względu na wzrost zagranicznego zadłużenia wyrażonego w złotych), wzrosłyby koszty obsługi długu.

— Gdybyśmy pozostawali poza UE, obecna sytuacja zamieszania politycznego i tworzenie przez populistów rządu mogłoby skutkować małym kryzysem walutowym. Złoty mógłby stracić przez to około 20 groszy względem głównych walut — twierdzi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

Maciej Grabowski jest przekonany, że gdybyśmy nie stracili części suwerenności, pogorszyłaby się stabilność otoczenia dla biznesu w Polsce związana z działaniami politycznymi.

— A to miałoby negatywne konsekwencje dla decyzji rodzimych przedsiębiorców, jak też inwestorów zagranicznych — dodaje ekspert IBnGR.

...wiele zależałoby od nas

Richard Mbewe widzi pozaunijną rzeczywistość w jaśniejszych barwach.

— Gdybyśmy nie weszli do UE, nie byłoby tak źle, jak się może wydawać. A na pewno dziś nie odczuwalibyśmy tego jeszcze w jakiś szczególnie dotkliwy sposób, bo na razie wykorzystujemy możliwości, jakie daje nam UE, w sposób bardzo ograniczony. Oczywiście byłoby nam trudniej handlować z Zachodem, jednak już przed integracją to właśnie UE była naszym głównym partnerem handlowym i dawaliśmy sobie radę. Biznesmeni, podejmując swe decyzje, nie kierują się tym, czy jesteśmy w UE, lecz do handlu z nami skłaniają ich niskie ceny produkcji i wysoka jakość naszych towarów. Choć trzeba przyznać, że po części wynika ona z norm obowiązujących w UE — twierdzi Richard Mbewe.

Według niego, nie wstępując do UE dwa lata temu, widzielibyśmy różnicę, lecz dziś nie byłaby zbyt duża. Strata zwiększałaby się, w miarę coraz większego wykorzystywania możliwości, jakie daje nam UE.

Na chłodno do naszej ewentualnej nieobecności w UE podchodzi Andrzej Sadowski.

— Nie mieli racji ani ci, którzy straszyli Unią, twierdząc, że to samo zło, ani jej zwolennicy, którzy wieścili, iż rozwiąże wszystkie nasze problemy. Tak naprawdę, to od rządu, prezydenta i parlamentu zależy, co dzieje się w Polsce — konkluduje ekspert CAS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu