Rynek nieruchomości nie obawia się otwarcia rynku. Zbigniew Kubiński, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN), zapewnia, że polscy pośrednicy, zarządcy i rzeczoznawcy są lepiej przygotowani do zawodu niż ich unijni partnerzy.
„Puls Biznesu”: Do jakiego stopnia polski rynek nieruchomości przygotował się na otwarcie granic?
Zbigniew Kubiński, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości: Połączenie polskiego i europejskiego rynku nieruchomości należy rozpatrywać pod kątem przygotowania zawodowego naszej branży oraz konkurencyjności. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że rodzimi przedstawiciele rynku nieruchomości są doskonale przygotowani zawodowo do pracy w połączonej Europie. System kształcenia specjalistów od nieruchomości wypracowany w Polsce okazuje się lepszy niż obowiązujący w krajach unijnych. W głównej mierze wzorowany jest na zasadach, którymi kieruje się najbardziej rozwinięty rynek nieruchomości na świecie, czyli w Stanach Zjednoczonych.
Na czym polega wyjątkowość polskiego systemu?
— Wprowadziliśmy obowiązkowe uprawnienia zawodowe dla rzeczoznawców oraz obowiązkowe licencje dla pośredników i zarządców. Określiliśmy także poziom wykształcenia, jakim powinny legitymować się osoby wykonujące te zawody. Rzeczoznawcy —studia wyższe, natomiast pośrednicy i zarządcy — przynajmniej średnie. Nie we wszystkich unijnych krajach to minimum zostało doprecyzowane, m.in. w Niemczech — można tam zostać pośrednikiem z wykształceniem podstawowym. Ponadto w Polsce kandydat do pracy na rynku nieruchomości musi wykazać, że przyswoił sobie specjalistyczną wiedzę na poziomie, który można określić jako minimum programowe. W praktyce oznacza to skończenie kursu lub studium podyplomowego albo studiów wyższych. I odbycie praktyk zawodowych. Warunkiem otrzymania uprawnień czy licencji jest zaliczenie egzaminu państwowego.
Trzeba też pamiętać, że stworzyliśmy i wprowadziliśmy w życie kodeks etyki i standardy zawodowe, które stale ulepszamy. Pośrednicy, zarządcy czy rzeczoznawcy, którzy je przekroczą, stają przed Komisją Odpowiedzialności Zawodowej. W efekcie osoby, które w Polsce wykonują zawody związane z rynkiem nieruchomości, gwarantują wysoką jakość wykonywania usług. Paradoksalnie więc, to my powinniśmy przekazywać wzorce kolegom z Unii.
A co z konkurencją?
— Nie obawiałbym się jej, chociaż z pewnością zagraniczne podmioty będą starały się wejść na nasz rynek. Nie można jednak zapominać, że pewne segmenty polskiego rynku nieruchomości, zwłaszcza sektor inwestycyjny, praktycznie już od lat są obsługiwane przez zachodnie firmy. Po akcesji nie powinno się więc wiele zmienić. W tym miejscu rodzi się natomiast pytanie: czy koniecznie musimy rozpatrywać nasze przystąpienie do Unii w kontekście napływu konkurencji do Polski? Moim zdaniem, ta teza jest niewłaściwa. Rodzimi pośrednicy powinni raczej w krajach unijnych próbować tworzyć podmioty gospodarcze i konkurować z tamtejszymi, lokalnymi biurami. Mają duży atut. Jest nim doskonałe przygotowanie zawodowe. Ponadto PFRN, aby uczestniczyć w tworzeniu europejskiego rynku nieruchomości, zastanawia się nad utworzeniem pewnej instytucji, która wspomogłaby działania polskich przedsiębiorców. Niewykluczone, że organizacja ta będzie miała charakter porozumienia gospodarczego firm z różnych krajów unijnych.
Co więc działa przeciwko naszemu rynkowi?
— Jego rozwój od lat jest hamowany z tych samych powodów. Na przykład, wadliwy system prowadzenia ksiąg wieczystych — nadal na wpis trzeba czekać przez wiele miesięcy. Trudno mówić w takich przypadkach o możliwościach rozwoju, skoro zbyt wiele powodów blokuje poczynania inwestorów. Trzeba więc przyspieszyć działania zmierzające do poprawy istniejącego stanu. Należy także rozwinąć system ewidencji gruntów budynków, tak aby inwestorzy mieli łatwy dostęp do danych na temat konkretnych terenów. Ważne jest również przygotowanie systemu bankowego. Jak najszybciej powinny pojawić się produkty zabezpieczające dokonywanie transakcji, takie jak np. rachunek escrow.
Niestety, dotychczasowe próby unowocześnienia obsługi nieruchomości urzędowo-formalnej kończą się niepowodzeniem, a bez koniecznych zmian nie ma mowy o sprawnym obrocie nieruchomościami i szybkich decyzjach inwestycyjnych.