Istnieje ryzyko, że Polska dopłaci do Unii. To byłaby kompromitacja dla rządu — mówi były minister ds. europejskich.
„Puls Biznesu”: Jak Pan ocenia stan przygotowań do absorpcji unijnych funduszy pomocowych po integracji?
Jacek Saryusz-Wolski, były minister ds. europejskich: Zagrożenie widzę w przygotowaniach instytucji, procedurach oraz zrozumieniu zasad wykorzystania środków pomocowych. Obawiam się braku profesjonalizmu wśród osób przygotowujących i weryfikujących wnioski. Wciąż brak nam kompetentnych ludzi. Groźna może się też okazać kwestia współfinansowania.
A jeżeli nie uda nam się na czas usunąć tych barier?
Istnieje granica stopy absorpcji, poniżej której stajemy się płatnikiem netto do budżetu Unii. Takie ryzyko niestety istnieje. Byłaby to jednak prawdziwa kompromitacja, a każde niewykorzystane euro mogłoby zostać użyte przeciwko nam. Skoro z własnej winy pozbawiliśmy się pomocy, to naturalnym odruchem będzie próba ograniczenia jej rozmiarów. Pamiętajmy też, że praktyka krajów z Unii wskazuje, że w początkowym okresie członkostwa zwykle mamy do czynienia z okresem inercji w wykorzystaniu środków. W jakiejś mierze jest to nieuchronne także w Polsce, choć nikogo z niczego nie zwalnia.
Czy nie ma Pan wrażenia, że odpowiedzialność trochę się rozmywa?
Zarządzanie funduszami musi być zdecentralizowane. Przygotowywany wieloszczeblowy system jest skomplikowany. Potrzeba dobrej koordynacji, przejrzystych procedur i łatwości dostępu do informacji.