„Puls Biznesu”: Co będzie miało największy wpływ na kursy walutowe w przyszłym roku? Marek Rogalski: Kluczowe nadal pozostanie rozwiązanie problemów z zadłużeniem strefy euro. Pytanie, czy rynki uwierzą w pomysły polityków na cięcia i czy grudniowe propozycje paktu fiskalnego będą do przyjęcia przez wszystkie kraje — bo to wcale nie jest aż tak pewne. Tym samym, jeżeli decydenci nie odzyskają zaufania inwestorów, to dalej będziemy mieli do czynienia z wysoką zmiennością i spekulacją na rynkach. Inny ważny czynnik to potencjalny wykup obligacji przez EBC — czy Mario Draghi się przełamie i odłoży na półkę argumenty konserwatywnego skrzydła? Trudno powiedzieć, gdyż to obecnie wydaje się mało prawdopodobne. O ile nie pojawią się kolejne silne perturbacje na rynkach… W świetle ryzyka spowolnienia gospodarki na świecie to amerykańska waluta przyciągnie do siebie inwestorów jako bezpieczna przystań. W momentach niepewności rynek nie ma gdzie pójść. Inwestorzy uciekają ze strefy euro, a rynki wschodzące mają opinie zbyt ryzykownych. Nad frankiem czuwa SNB, z kolei jen jest dość specyficzny. Inwestorom pozostają tylko amerykański dolar i obligacje rządu USA. Dlatego na parze EUR/USD nie można wykluczyć testowania okolic 1,20 w najbliższych miesiącach.
Czy w przyszłym roku możemy liczyć na wyższy kurs złotego wobec dolara i euro?
Nie oczekujmy, że złoty będzie mocny w nadchodzącym roku. Nadal wiele zależy od sytuacji na światowych rynkach i powodzenia rządowego planu redukcji deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB. Na koniec roku euro może być bliżej 4,20 zł, wyraźne zejście poniżej bariery 4 zł będzie trudne. Dalsza niepewność w strefie euro w pierwszym i drugim kwartale 2012 r. może osłabić złotego do poziomu 4,80 zł za euro. Przyjmując założenie, że notowania eurodolara zejdą w okolice 1,20, kurs złotego wobec amerykańskiej waluty może w końcu roku wynieść 3,50 zł. W pierwszym kwartale dolar może kosztować nawet 3,70 zł. Niepokój na rynku będą podkręcały problemy strefy euro z zadłużeniem Włoch, możliwość obniżenia ratingów państw przez agencje S&P, a także powracający temat grecki.
Czy doczekamy się tańszego franka i niższych rat kredytów walutowych?
Wszystko wskazuje na to, że SNB dalej będzie bronił pułapu 1,20 na EUR/CHF. Podnoszenie granicy do 1,30 to długotrwały proces. Bez dalszych działań SNB spodziewam się, że frank będzie oscylował w końcu roku w granicach 3,40 zł. Jeżeli bank centralny Szwajcarii przeprowadzi kolejne interwencje, kurs CHF/PLN może zejść w granice 3,20-3,30 zł. Samo podniesienie pułapu na EUR/CHF nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki szwajcarskiej gospodarki. Tańszy frank to dobra wiadomość dla eksporterów, jednak większym problemem jest spowolnienie gospodarcze w Europie. Rynki Starego Kontynentu to główne miejsca eksportu dóbr Szwajcarii. W przypadku dalszego spowolnienia będą się kurczyć, co wpłynie na wysokość eksportu. Tłumaczenie wyników gospodarki Szwajcarii samym kursem franka jest grą pod publiczkę i dużym uproszczeniem.