Nie ma menedżera idealnego

Aneta Królak
20-10-2000, 00:00

Nie ma menedżera idealnego

Menedżerowie — kontraktowi fachowcy zarządzający firmami — długo pozostawali w cieniu, przewijających się na listach najbogatszych Polaków, właścicieli dużych przedsiębiorstw. Metodą na wypromowanie w świadomości społecznej grupy fachowców od zarządzania stał się konkurs na menedżera roku.

„Puls Biznesu”: Skąd wziął się pomysł konkursu?

Sławomir Majman: Mniej więcej cztery lata temu uznaliśmy, jako Stowarzyszenie Menedżerów, że w Polsce panuje kult ludzi, którzy obracają własnymi pieniędzmi. Sporządzano wówczas bardzo dużo rankingów najbogatszych czy najbardziej przedsiębiorczych. Tymczasem jakby nie dostrzegano, że w każdej gospodarce rozwiniętej kluczową rolę odgrywają ludzie wynajęci do zarządzania firmami i ich finansami. Uznaliśmy więc, że warto byłoby wyróżnić tych, którzy najlepiej radzą sobie na tym polu. To właśnie było praprzyczyną zorganizowania konkursu. Jako stowarzyszenie jesteśmy przekonani, że menedżerowie — ludzie do wynajęcia, fachowcy potrafiący zarządzać przedsiębiorstwami i obracać cudzymi pieniędzmi, mają olbrzymie znaczenie dla naszej gospodarki.

Ryszard Bociong: Stowarzyszenie zrzesza jedynie ludzi wynajętych. Przyjmowane są do niego osoby pracujące na umowach o pracę lub kontraktach menedżerskich. Nie zrzeszamy natomiast właścicieli przedsiębiorstw. Konkurs ma promować ludzi zarządzających, którzy odgrywają i będą odgrywać coraz większą rolę w gospodarce.

SM: Zaczęliśmy to robić przed czterema laty, czyli w momencie, kiedy grupa menedżerów, którzy sprawdzają się w zarządzaniu przedsiębiorstwami w warunkach gospodarki wolnorynkowej, była już ukształtowana.

Kariery tych ludzi miały bardzo różnorodny przebieg. Część z nich to osoby, które zaczynały swoją działalność na stanowiskach menedżerskich jeszcze w poprzednich warunkach rynkowych i potrafili dostosować się do nowej rzeczywistości. Poza tym zaadaptowali wiele umiejętności i kontaktów do obecnych realiów. Część z tych menedżerów to wychowankowie zagranicznych korporacji działających w Polsce. Najczęściej są to Polacy, którzy poznali dobrze warunki korporacyjne i przenieśli je na nasz grunt, albo też wnieśli coś polskiego do reguł obowiązujących w międzynarodowych koncernach. Kolejna grupa to bardzo młode pokolenie ludzi, którzy uczyli się zarządzać już w gospodarce wolnorynkowej. Zaczynali oni swoje kariery na początku lat 90. i zrobili je w tempie zawrotnym, nawet szokującym dla menedżerów zachodnich. Wreszcie część członków stowarzyszenia to byli właściciele prywatnych spółek, którzy z biegiem czasu stali się zarządcami, a nie tylko biznesmenami. Podjęliśmy próbę wyselekcjonowania spośród nich grupy ośmiu- -dziesięciu najlepszych, a następnie menedżera roku.

„PB”: Co konkurs daje jego zwycięzcom?

SM: Sławę. Menedżerowie działają w cieniu ludzi uchodzących za najbogatszych, albo powszechnie znanych właścicieli grup przedsiębiorstw. W rzeczywistości, mało kto w Polsce wie cokolwiek o menedżerach jako fachowcach od zarządzania. Wyróżnienie w takim konkursie powoduje, że są oni zauważani przez media. Poza tym udział w konkursie sprawia niewątpliwie wielką przyjemność ludziom, którzy na co dzień są bardzo poważni, kierują pracą nierzadko tysięcy zatrudnionych i odpowiadają za cudze pieniądze. Miło choćby popatrzeć, jak się cieszą na wieść, że zostali finalistami konkursu.

„PB”: Czy słyszeli Panowie o tym, że laureaci konkursu chwalą się tym osiągnięciem w swoich CV?

RB: Oczywiście. Wiele osób odnotowuje w swoich oficjalnych życiorysach to, że zostali laureatami konkursu. Niejednokrotnie wspominają o tym w wywiadach.

Poza tym laureaci naprawdę nie pozostają nie zauważeni. Pewien finalista z 1998 r. został szefem jednej z korporacji w Wielkiej Brytanii.

„PB”: Czy laureatami konkursu zostają jedynie członkowie stowarzyszenia, czy też wyróżniane są osoby z zewnątrz?

RB: W dotychczasowych edycjach wyłoniono czterech laureatów. Wśród nich znalazł się tylko jeden członek stowarzyszenia — Maciej Grelowski. Pozostała trójka nie była członkami stowarzyszenia w momencie, kiedy zostali laureatami. Wstąpili do niego już po fakcie.

„PB”: Skąd się biorą kandydaci na menedżerów roku?

SM: Kandydata mogą zgłosić członkowie stowarzyszenia oraz, co jest pewnym novum, członkowie kapituły, wreszcie może zgłosić się sam, lub zaproponować go może każdy, kto wypełni kupon drukowany w gazetach.

„PB”: Jak wielu menedżerów zgłasza się do konkursu?

RB: Z reguły otrzymujemy około stu zgłoszeń. Zarząd dokonuje wstępnej selekcji na podstawie kryteriów formalnych. Wówczas odsiewana jest mniej więcej połowa kandydatów. Kolejne zgłoszenia odrzuca jury. Na rozmowy zapraszanych jest około 20 uczestników konkursu.

„PB”: Jakie są najważniejsze kryteria?

RB: W zgłoszeniu należy podać wiele informacji dotyczących samego kandydata, jak i firmy, którą zarządza. Osoba, która chce być brana pod uwagę, musi być przez minimum trzy lata szefem danego przedsiębiorstwa. Wychodzimy z założenia, że właśnie tyle czasu potrzeba, żeby wykazać się trwałymi osiągnięciami. Często zdarza się, że otrzymujemy zgłoszenia od osób, które pełnią taką funkcję np. półtora roku czy dwa lata, ale automatycznie je odrzucamy. Poza tym często zgłaszają się właściciele firm, którzy jednocześnie są ich menedżerami. Niestety, ich również nie przyjmujemy. Do konkursu dopuszczamy tylko ludzi zatrudnionych na umowach o pracę lub kontraktach menedżerskich.

Na etapie wstępnym brane są również pod uwagę wyniki przedsiębiorstwa. Jeśli ktoś wykazuje, że z roku na rok ponosił straty, to raczej nie bierzemy takiego zgłoszenia pod uwagę. Realnym miernikiem sukcesu menedżera są wyniki finansowe jego przedsiębiorstwa, ale to tylko etap selekcji wstępnej. Kolejne etapy przeprowadza jury.

„PB”: Kto powołuje członków jury i jakimi kryteriami kieruje przy ich wyborze?

SM. Jury powoływane jest przez stowarzyszenie. Od trzech edycji konkursu prawie nie zmienił się jego skład. Zasiadają w nim zarówno teoretycy, jak i praktycy. Są to osoby z zewnątrz, jak i ze stowarzyszenia, będące członkami rady.

„PB”: Na czym polega praca jury?

SM: Komisja rozmawia z kandydatami, przede wszystkim o dokumentach finansowych dotyczących działalności zarządzanego przez nich przedsiębiorstwa. Usiłuje także poznać osobowość menedżera, sposób myślenia, cechy przywódcze oraz dowiedzieć się, co ten człowiek zamierza dalej zrobić ze swoją karierą i z powierzoną mu firmą.

RB: Jury przygotowuje standardową listę pytań. Kandydaci znają te pytania i mają czas, żeby się przygotować. Na podstawie odpowiedzi oceniane są koncepcje rozwoju własnej kariery i firmy oraz sposób ich realizacji. Komisja stara się ustalić, jak te koncepcje sprawdzają się w praktyce. Ponadto ustala, w jaki sposób kandydat wpółdziała ze współpracownikami, jaką ma politykę personalną, jakie ma metody np. zwiększania sprzedaży swoich produktów. Tak naprawdę jest to rozmowa między fachowcami.

SM: To naprawdę szalenie zabawne i budujące. Szefowie przedsiębiorstw to ludzie na ogół bardzo zajęci, którzy jednak znajdują czas, żeby starannie przygotować się do takiej rozmowy. Przygotowują nawet specjalne prezentacje dla komisji. Zauważalny jest element tremy. Pod drzwiami pokoju jury oczekujący na swoją kolej zachowują się jak studenci przed egzaminem. Ten konkurs to naprawdę coś, na czym ludziom zależy.

RB: Niektórzy menedżerowie są naprawdę znakomicie przygotowani jako prezenterzy. Potrafią świetnie przedstawić strategię swojego przedsiębiorstwa, osiągnięcia, plany na przyszłość.

SM: Widać różnice w przygotowaniu do rozmowy menedżerów rodzimych firm i zagranicznych korporacji. Ci ostatni zachowują się bardziej profesjonalnie, wykorzystują tzw. formaty korporacyjne. Wszystko mają odpowiednio rozrysowane na papierze. Natomiast szefowie polskich firm najczęściej mówią do komisji. Starają się ją raczej ująć swoją osobowością niż formą prezentacji.

„PB”: Czy wśród zgłaszających się menedżerów dominują przedstawiciele firm związanych z Warszawą?

SM: Mamy szczególny urodzaj na menedżerów z Wielkopolski. Jest to najliczniejsza grupa osób zgłaszających się do konkursu. Pojawiają się też szefowie przedsiębiorstw z Krakowa i Gdańska. Nie ma tzw. warszawocentryzmu.

„PB”: Jaka branża pozwala zrobić najszybszą karierę i nabyć najcenniejsze umiejętności?

SM: Menedżer, który potrafi zarządzać produkcją stali, doskonale da sobie radę w banku. Umiejętności menedżerskie są zupełnie oderwane od branży, w jakiej działa firma. Przyznaję, że pojawiły się w ostatnim czasie na rynku firmy samograje, które pozwalają zrobić błyskawiczną karierę menedżerską. Wystarczy mieć dobry pomysł. Tak często bywa np. w przypadku spó- łek software owych czy internetowych. Jednak 25-letni menedżer, prowadzący swoje laboratoryjne przedsiębiorstwo nie sprawdziłby się w tradycyjnej firmie.

„PB”: Jakimi cechami powinien charakteryzować się modelowy menedżer, jeśli chodzi o wiek, wykształcenie, doświadczenie?

SM: Idealny menedżer nie ma wieku. Ludzie po pięćdziesiątce sprawdzają się tak samo jak i ludzie po trzydziestce. Postawiłbym jednak pewną dolną granicę, od której przekroczenia można mówić o menedżerze — to przynajmniej 7-10 lat doświadczenia w zawodzie. Do polskiej specyfiki należy fakt, że bardzo młodzi ludzie zostają szefami firm. Nie jest to jednak dobre dla nich samych i praktycznie rujnuje im karierę.

RB: Nie ma zestawu cech idealnego menedżera. Jeden z profesorów od zarządzania powiedział, że żeby osiągnąć sukces, trzeba wiedzieć, chcieć i móc. Z pewnością są elementy, które ułatwiają pracę menedżerowi. Podstawa to wykształcenie, szczególnie biznesowe, które można zdobyć w Polsce. Ukończenie zachodniej uczelni o niczym nie przesądza. Koniecznością jest znajomość języków obcych, choćby ze względu na globalizację. Jednak najistotniejszym elementem jest doświadczenie. Po dwóch latach pracy nikt nie zostanie błyskotliwym menedżerem. Wieloletnie doświadczenie pozwala nabrać dystansu do tego, co się robi.

WZROST ZNACZENIA:

Ryszard Bociong, prezes zarządu Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce, szef Commercial Union Ubezpieczenia Ogólne, twierdzi, że ludzie zarządzający firmami, a nie będący ich właścicielami, odgrywają coraz większą rolę w gospodarce.

fot. BS

DWIE SZKOŁY: Sławomir Majman, przewodniczący rady nadzorczej Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce, dyrektor naczelny Biura Reklamy SA, zauważa, że uczestnicy konkursu wywodzący się z dużych korporacji stawiają na formę prezentacji, natomiast ci z polskich firm starają się oczarować jury osobowością.

fot. BS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aneta Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Nie ma menedżera idealnego