Nie ma recepty na erę po ropie

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2016-08-25 22:00

Zarządzający aktywami pilnie studiują analizy, kiedy globalne zużycie ropy wejdzie w fazę schyłku. To jednak nie wystarczy im do tego, by na tym zarobić

Zarządzający aktywami nie szczędzą pieniędzy na raporty dotyczące długoterminowych perspektyw rynków ropy.

Ostatnio firma konsultingowa McKinsey zapowiadała, że jeśli tylko wzrost znaczenia napędów elektrycznych, aut samosterujących się oraz współdzielenia podróży przypieszy, globalny popyt na ropę zanotuje szczyt około 2030 r.

Będzie wtedy wciąż wynosił poniżej 100 mln baryłek dziennie, czyli nie będzie nawet o 5 proc. wyższy niż obecnie notowane 95,6 mln baryłek dziennie. Według firmy badawczo-inwestycyjnej Bernstein, szczyt ery ropy wypadnie między 2030 a 2045 r., jednak już pod koniec tego wieku globalne potęgi zapowiedzą definitywną rezygnację z użycia paliw kopalnych.

Choć samo przewidzenie zmian technologicznych jest dla zarządzających aktywami nie lada wyzwaniem, to jednak wciąż jest to za mało, by właściwie ukształtować strukturę portfela. Na wielkiego przegranego zmian można wprawdzie typować branżę paliwową, która obecnie odpowiada za 7 proc. kapitalizacji amerykańskiego indeksu S&P500.

Wielką niewiadomą jest jednak to, którzy przedstawiciele kiełkujących branż okażą się zwycięzcami, a którzy w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu bezpowrotnie znikną.

— Mogłeś stracić majątek, inwestując nawet pod to, że silniki spalinowe zastąpią konia z wozem — stwierdził Tom Nelson, szef działu surowców w towarzystwie Investec AM.

Choć moce generowane przez panele słoneczne systematycznie przekraczają najbardziej optymistyczne prognozy ekspertów, to jednak zarobić na akcjach spółek z tej branży było ostatnio wyjątkowo trudno.

Przykładem może być los amerykańskiej spółki SunEdison — jej kapitalizacja jeszcze w ubiegłym roku sięgała 10 mld USD, a w kwietniu ogłosiła niewypłacalność. Investec AM przyznało natomiast, że nawet zatrudniło własnego eksperta do budowania modeli i scenariuszy dla sektora technologii energetycznych.

— Tendencje w tej branży mają nie tylko przemożny wpływ na kierunek, w którym podążają ceny ropy i gazu, ale także na decyzje o alokacji kapitału, które podejmują zarządzający aktywami — powiedział Tom Nelson.

Własną strategię na czas rewolucji w źródłach energii ma Pieter Busscher z towarzystwa RobecoSAM. Zamiast inwestować w konkretne, wciąż bardzo ryzykowne projekty, lepiej — jego zdaniem — stawiać na producentów surowców, na które zapotrzebowanie wzrośnie. Dlatego dopóki nie będzie znana optymalna technologia budowy ogniw litowo-jonowych, najbezpieczniej jest inwestować w akcje spółek pozyskujących lit. Zapotrzebowanie na ten rzadki pierwiastek wzrosło przez pięć lat o 30 proc. — szacuje Benchmark Mineral Intelligence.

Zdaniem Pietera Busschera, którego fundusz inwestuje m.in. w dwóch producentów litu, dopiero zejście kosztu produkcji ogniw jeszcze o co najmniej 60 proc. doprowadzi do przełomu, który w ciągu 10 lat zasadniczo zwiększy popularność samochodów elektrycznych i tym samym zacznie zauważalnie przekładać się na spadek globalnego popytu na ropę.