Co panią skłoniło do wzięcia udziału w szkoleniu zorganizowanym przez Microsoft?
Chciałam zostać uczestniczką EmPowerWomen, żeby wprowadzać w naszej firmie udogodnienia. Nastawiłam się głównie na PowerApps. Razem z koleżankami pracujemy nad projektem końcowym, który pozwoli nam usprawnić kilka procesów. Obsługuję klientów wewnętrznych, czyli pracowników. Chciałabym, aby nasza współpraca była płynniejsza.

Na czym ten projekt polega? Jakie procesy ma ułatwiać?
W biurze jestem dwa - trzy razy w tygodniu, a niektórzy pracownicy pracują tylko zdalnie i pojawiają się w naszej siedzibie tylko wtedy, kiedy muszą coś konkretnego załatwić. Zajmujemy się wydawaniem sprzętu pracownikom: telefonów komórkowych, przekazywaniem samochodów służbowych, kart dostępu, kart SIM do telefonów. Chciałabym obieg papierów związanych z wydaniem tego sprzętu zastąpić aplikacją. Pracownik nie musiałby wtedy podpisywać dokumentów, a ja nie musiałabym trzymać segregatorów. Wszystko by było w specjalnie utworzonej aplikacji pod nadzorem Microsoftu. Mamy swojego mentora, który pomaga nam, podpowiada co możemy zrobić, żeby nasz pomysł można było zrealizować.
Miała pani wcześniej coś wspólnego z technologiami?
Nie. To był mój pierwszy raz, ale teraz wiem, że jak szkolenie jest dobrze poprowadzone i prowadzący zainspiruje grupę - tak, jak to było w przypadku programu EmPowerWomen, to można spokojnie przejść przez wszystkie etapy. Nie ukrywam, że na początku można się czasem gubić, bo trochę się korzysta z laptopa, trochę z telefonu, żeby jednocześnie z prowadzącym wykonywać wszystkie kroki. Jak się jednak wejdzie w temat, jest się z nim na bieżąco, zadaje się pytania, to wszystko da się zrobić.
Sama się pani zgłosiła do programu?
Program został skierowany do dziesięciu kluczowych klientów Microsoftu, m.in. do naszej firmy - Link4. Z każdej firmy miało być wyłonionych pięć uczestniczek, które chciałyby wziąć udział w tym programie. Kiedy zobaczyłam ogłoszenie w naszej wewnętrznej sieci, od razu pomyślałam, że to jest mój statek, którym chcę popłynąć. Chcę się nauczyć czegoś nowego, co da mi dodatkową wiedzę, a to jest wartość dodana. Zawsze byłam pomysłowa i lubię pomysły wdrażać w życie, ale czasem brakowało mi narzędzi, które mogłyby mi w tym pomóc. Dzięki temu, że zgłosiłam się do programu, mogłam poznać technologie i przekonać się, że dzięki poznanym narzędziom mogę usprawnić pracę. To już się dzieje. Tworzymy z koleżankami projekt, który zastąpi papierowy obieg dokumentów aplikacją. Druga aplikacja będzie rozliczała nadgodziny.
Czyli kobieta „nietechnologiczna” też ma szanse zaistnieć w technologiach?
Oczywiście, choć branża IT jest zdecydowanie męska. Trzeba tylko trafić na szkolenie, w którym prowadzący w jasny i przystępny sposób będą wszystko wyjaśniać krok po kroku. Ważna jest też nauka przez doświadczenie - samodzielne wejście do programu i klikanie. Patrzenie jak w programie porusza się prowadzący szkolenie, to za mało. Koniecznie trzeba samemu zacząć tworzyć. To zupełnie inny rodzaj doświadczenia.
W programie były nie tylko szkolenia z technologii, ale również tzw. miękkie. Co one dawały?
Szkolenia psychologiczne i socjologiczne otwierają umysł. Uświadamiają np., że osoba „nietechnologiczna”, niebędąca informatykiem, może zaistnieć w branży IT. Może tworzyć swoją markę. Prowadzące - również z zagranicy, pokazywały w jaki sposób możemy tworzyć siebie w świecie, żeby mieć szanse robić coś nowego, coś większego, lepszego, żeby nabrać większej pewności siebie. Szkolenia w ramach programu EmPowerWomen dały większości z nas poczucie, że jesteśmy warte uwagi. To było takie wsparcie psychologiczne.
Szkolenia pokazały też jak można modelować swoją karierę, doświadczenie, umiejętności. Zobaczyć, gdzie trzeba być, żeby zaistnieć. Była więc mowa o portalach społecznościowych, o budowaniu swojego profilu, wplataniu w niego swoich umiejętności zawodowych, które będą dobrze odczytywane przez odbiorców.