Nie ma zatrudnienia dla marynarzy

Grzegorz Zięba
opublikowano: 28-05-1999, 00:00

Nie ma zatrudnienia dla marynarzy

Do 2005 r. na świecie będzie brakować 50 tys. oficerów marynarki handlowej

Z DALA OD GREKÓW: Najwięcej Polaków zatrudniają armatorzy skandynawscy, niemieccy i brytyjscy. Nasi marynarze raczej stronią od armatorów z południa, np. greckich czy cypryjskich, którzy nie mają najlepszej opinii — twierdzi Lechosław Bar, prezes agencji morskiej B+B Shipping and Trading Services. fot. Borys Skrzyński

Marynarka handlowa przeżywa poważny regres. Spadek koniunktury światowej odbił się na wielkości przewozów morskich. Coraz trudniej marynarzom znaleźć zatrudnienie u armatora. Nie dotyczy to jednak samej kadry oficerskiej.

— W przeszłości marynarze w Polsce uważani byli za bardzo dobrze uposażoną grupę zawodową. Obecnie szeregowego marynarza, a często i oficera, trudno utożsamiać z zamożnym człowiekiem — twierdzi Lechosław Bar, prezes agencji morskiej B+B Shipping and Trading Services.

Na rynku pracy istnieje nadpodaż zwykłych marynarzy. Od kilku lat dodatkową dla nich konkurencję stanowią marynarze z byłego ZSRR, którzy zaniżają stawki i godzą się na niedotrzymywanie terminów wypłat. Coraz liczniejszą grupą są również Filipińczycy.

— Obecnie z Filipin wywodzi się największa liczba marynarzy i oficerów na świecie — dodaje Lechosław Bar.

— Sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy, gdy na ten rynek pracy wejdą masowo Chińczycy — uważa Jarosław Kłusewicz z agencji morskiej POL-Crewing.

— To niestety trwała tendencja w zatrudnianiu załóg statków handlowych, chociaż wielu armatorów przekonało się, że nie zawsze warto oszczędzać na załodze — mówi Danuta Jezierska z agencji Baltik Mari.

Spadek płac

Wszystkie te czynniki wpłynęły na realny spadek płac w tym sektorze. Wielu agentów twierdzi, że obecne stawki są najniższymi, jakie są w stanie zaakceptować polscy marynarze.

— Pensje dla polskich marynarzy wynoszą średnio od 1000 do 1200 dolarów miesięcznie. Z tego trzeba jeszcze opłacić ubezpieczenie socjalne, ponieważ kontrakty przewidują tylko ubezpieczenia od wypadków i chorób. Biorąc pod uwagę okres oczekiwania na kontrakt i specyfikę pracy na morzu, 700-800 dolarów nie są to wielkie pieniądze — uważa Lechosław Bar.

Oficjalne bezrobocie wśród marynarzy wynosi 25-30 proc. Wielu z niech jednak się nie rejestruje, bo już dawno zmieniło zawód.

Znaczy kapitan

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z kadrą oficerską. Jej liczba jest znacznie mniejsza niż potrzeby armatorów. Polska jest jednym z krajów, który posiada bardzo liczną grupę dobrze wyszkolonej kadry morskiej.

— Zawdzięczamy to głównie istnieniu dobrych szkół morskich. Inne kraje często likwidują takie uczelnie, głównie z powodu dużych kosztów utrzymania. Wpływa to oczywiście na ograniczenie dopływu nowych kadr — twierdzi Lechosław Bar.

Wyszkolenie dobrego oficera jest rzeczą kosztowną i wymaga sporo czasu. W zawodzie tym istnieje duża selekcja, ponieważ nie każdy adept okazuje się zdolny do pracy w tak specyficznych warunkach. Armatorzy również mają coraz większe wymagania. Z powodu obniżki kosztów zmniejsza się do minimum obsady statków. Towarzystwa ubezpieczające przewozy zwiększyły także wymagania co do kwalifikacji członków załogi.

— Wszystkie te czynniki wytworzyły olbrzymi popyt na wykwalifikowaną kadrę oficerską. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w wynagrodzeniach. Trzeci i czwarty mechanik może zarobić ponad dwa tys. USD miesięcznie, a kapitan i starszy mechanik pięć- -sześć tysięcy — mówi Lechosław Bar.

— Długotrwałe prognozy przygotowane na Zachodzie wskazują, że do 2005 roku będzie brakować na światowym rynku pracy około 50 tys. oficerów — podkreśla Jarosław Kłusewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie ma zatrudnienia dla marynarzy