
Jak rozwiązać najważniejsze dziś wyzwania światowe?
Potrzebujemy globalnej współpracy.
Co to oznacza?
Musimy zdać sobie sprawę z ogromu problemów, przed którymi stoimy, i z tego, że żaden naród nie jest w stanie samodzielnie ich rozwiązać. Wszystkie nasze główne problemy mają charakter globalny: groźba globalnej wojny nuklearnej, globalne ocieplenie, globalna nierówność i niekontrolowany rozwój przełomowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja czy bioinżynieria. Te zagadnienia mają charakter powszechny, dlatego wymagają współpracy większości krajów.
Czy światowi liderzy, z którymi pan się spotyka, o tym wiedzą?
Misją mojego zespołu i moją jest budowanie międzynarodowego dialogu i wspieranie w globalnej odpowiedzialności przez wyjaśnianie, jakie są najważniejsze zjawiska i wyzwania, oraz wspieranie w poszukiwaniu rozwiązań. To praca długoterminowa, która wymaga konsekwencji. Wpływu nie można badać na podstawie krótkich perspektyw czasowych. Rzucamy nasiona na wiatr i mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie, że ziarenka będą kiełkować.
Brzmi to poetycko, a za granicami Polski giną ludzie, jeżdżą czołgi po ulicach.
To może inaczej: jak wyglądałby dzisiejszy świat bez wymiany myśli np. podczas szczytów gospodarczych? Czy Europa i USA zjednoczyłyby się również militarnie w kontekście wojny w Ukrainie? Widzimy, jak Finlandia wysyła broń do Ukrainy, że nawet zawsze neutralna Szwajcaria nakłada sankcje. Koncerny naftowe wycofują inwestycje z Rosji. Finlandia i Szwecja chcą dołączyć do NATO. Jeszcze parę lat temu to było nie do pomyślenia. To są sygnały, że zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Wojna w Ukrainie jest straszna. Ukraińcy walczą dziś zarówno o niepodległość narodową, jak i o wolne społeczeństwa europejskie. Chciałbym, by politycy to dostrzegli i aby obecna sytuacja zatrzymała wojnę między prawicą i lewicą, konserwatystów i liberałów, w imię budowy szeroko pojętych wartości, które ostatecznie budują bezpieczeństwo i nas jednoczą. Mam nadzieję, że to będzie dzwonek alarmowy dla Europy i świata, że ludzie zobaczą, jak groźne są podziały w Europie i na Zachodzie. W ostatnich latach jesteśmy rozdzierani przez wewnętrzną wojnę kulturową, co w jakimś sensie zachęciło takie siły jak Putin do myślenia, że mogą ponownie spróbować podbijać kraje. Bo nikt ich nie powstrzyma.

W niektórych krajach europejskich mamy falę nacjonalizmu, a nawet ksenofobii. Skąd ten zwrot?
Wraz ze wzrostem tempa rozwoju technologicznego systemy polityczne, które odziedziczyliśmy po XX wieku, mogą się stać nieistotne. Rewolucje technologiczne toczą się teraz szybciej niż procesy polityczne, powodując, że politycy i wyborcy tracą kontrolę nad wydarzeniami. Dzisiejsze struktury demokratyczne nie są w stanie zebrać i przetworzyć odpowiednich danych wystarczająco szybko, a większość wyborców nie rozumie biologii i cybernetyki na tyle dobrze, by sformułować jakiekolwiek trafne opinie. Tradycyjna demokratyczna polityka traci kontrolę nad wydarzeniami i nie przedstawia nam znaczących wizji przyszłości. Zwykli wyborcy wyczuwają, że demokratyczny mechanizm już ich nie wzmacnia.
Są politycy, którzy starają się to wykorzystać i skłonić ludzi do myślenia w kategoriach binarnych. Twierdzą, że jeśli jesteś nacjonalistą, patriotą lojalnym wobec kraju, to nie możesz być liberalny, nie możesz współpracować z obcokrajowcami. To zawsze był zły pomysł.

Nacjonalizm, globalizacja i międzynarodowa solidarność mogą iść w parze?
Tak. Poprzednie epoki, m.in. wiek XIX, pokazały, że walka o demokrację i niepodległość narodową szła parami. Warto też zauważyć, że w czasie brexitu, kiedy pojawiają się na Węgrzech czy w Polsce sceptyczne głosy o Unii Europejskiej, jednym z głównych celów dotkniętej wojną Ukrainy jest jednak przystąpienie do UE. Dowodzą, że można być niezwykle patriotycznym i walczyć o niepodległość, a mimo to chcieć współpracować na arenie międzynarodowej. Myślę, że ta historia jest o lepszym zrozumieniu tego, czym jest nacjonalizm i patriotyzm w kontekście budowania wolnego społeczeństwa. Można też zadać pytanie, czy Putin przekroczyłby również z czołgami granicę Polski, gdyby ta nie była w Unii Europejskiej. Dużą rolę odgrywa też tu zaufanie.
Co pan ma na myśli?
Jeśli ludzie nie mogą sobie ufać, to nie mogą też się zjednoczyć, by przeciwstawić się dyktatorowi. Jest wielu ludzi, którzy w Rosji sprzeciwiają się Putinowi i wojnie w Ukrainie, ale nie mogą się zjednoczyć, aby mieć skuteczną opozycję, ponieważ nie wiedzą, komu mogą zaufać. Problem w tym, że to wymaga czasu. Budowanie zaufania to długotrwały wysiłek. Niszczenie zaufania jest procesem błyskawicznym.

W książce „Sapiens. Od zwierząt do bogów” pisze pan o pieniądzach, systemie monetarnym zbudowanym na zaufaniu.
Ufamy, że konkretna kartka papieru, a współcześnie też jej wirtualna forma, ma jakąś wartość. Dziś ponad 90 proc. wszystkich pieniędzy, ponad 50 bln USD znajdujących się na naszych kontach, istnieje tylko na serwerach komputerowych. To dane elektroniczne, a mimo to ludziom udało się zbudować na tyle silne zaufanie ekonomiczne, że prawie wszyscy ludzie na świecie posługują się tym samym rodzajem cyfrowych pieniędzy, tą samą walutą. Nawet ci, którzy nienawidzą Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, używają dolarów. Z ekonomicznego punktu widzenia możemy powiedzieć, że do pewnego stopnia mamy dziś większe zaufanie do systemu monetarnego niż kiedykolwiek w historii. To jednak wcale nie oznacza, że nie musi być systemów kontrolujących. Wszędzie potrzebne są instytucje kontrolujące i wpływające na budowę zaufania.
Jak ufać w dobie fake newsów i zalewu ogromnej ilości informacji?
Zaufanie nie może być mylone z zupełnym brakiem kontroli, wręcz naiwnością. Dobrym przykładem jest tu technologia. Ludzie często ufają, że skoro nowe technologie są dobre, to same z siebie pozytywnie wpłyną na świat i że nie potrzebujemy żadnych instytucji, regulacji. Rozwój technologii, internetu daje nam przedsmak tego, co ma nadejść. Szeroko pojęta technologia czy globalna sieć mają obecnie kluczowe znaczenie dla naszego codziennego życia, gospodarki i bezpieczeństwa. Jednak decydujące wybory dotyczące podstawowego kształtu i cech internetu nie zostały dokonane w ramach żadnego procesu politycznego, mimo że dotyczą tradycyjnych kwestii politycznych, takich jak suwerenność, miejsca pracy, prywatność i ochrona.
Przedsmak? Czyli co nas czeka?
Sama technologia nigdy się nie ureguluje, to ludzie muszą ją regulować. Ci, którzy wdrażają nowe rozwiązania technologiczne, też popełniają błędy. Władza w rękach jednej firmy czy osoby to zawsze był zły i niebezpieczny pomysł, który w skrajnych, ale wcale nie mocno odizolowanych przypadkach doprowadza do władzy absolutnej. Czy kiedykolwiek odbyło się jakieś publiczne referendum na temat kształtu cyberprzestrzeni czy rozwoju sztucznej inteligencji? Decyzje dalekie od publicznego blasku sprawiły, że internet stał się wolną i bezprawną strefą, która podważa suwerenność państwa, ignoruje granice, rewolucjonizuje rynek pracy, znosi prywatność i stanowi prawdopodobnie największe zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa. Myślę, że ciekawą analogią jest też prasa drukarska, która w początkowej fazie przyniosła rewolucję naukową. Złamała przecież monopol Kościoła katolickiego na rozpowszechnianie wiedzy. To jednak tylko część pełnego obrazu, bo również dołożyła się do zalania społeczeństwa fałszywymi wiadomościami, teoriami spiskowymi i przyczyniła się do powstania religijnych ekstremistów.
Chodzi np. o czarownice?
Jednym z największych bestsellerów, jaki wyszedł spod prasy drukarskiej w XVI wieku, nie było dzieło Kopernika, lecz podręczniki do polowań na czarownice. I przełożyły się na te polowania w realnym świecie. Sedno wojen religijnych w Europie w XVI, XVII i początku XVIII wieku również wynikało z faktu, że prasa drukarska znacznie ułatwiła rozpowszechnianie książek o wszelkiego rodzaju religijności. Tak tworzyły się teorie i fantazje prowadzące do powstania coraz bardziej radykalnych ruchów. W pewnym momencie ludzie zdali sobie sprawę, że prasa drukarska nie może się sama regulować. Dobrze, że złamała monopol Kościoła katolickiego na wiedzę, ale brak odpowiednich przepisów doprowadził do rozpowszechniania przesądów, a nie do postępu nauki. Pojawiła się więc np. prasa akademicka, gazety z zespołami redakcyjnymi. Jedną z głównych ról gazet było i jest budowanie zaufania opartego na jakości i dbałości o informację poprzez czytelnictwo. Publikowanie setek bzdur sprawi, że przynajmniej część ludzi straci do nich zaufanie.

Czego powinniśmy uczyć siebie i swoje dzieci, by przygotować się na nieznaną przyszłość?
W świecie, który zalewa powódź nieistotnych danych, przejrzystość informacji to potęga. Dlatego tak ważne jest, by być jak najmniej sterowanym, być elastycznym, myśleć krytycznie, bo nie można oczekiwać, że prawda wyjdzie sama na jaw, tak po prostu. Świat jest skomplikowany, nie jest czarno-biały, więc aby zrozumieć niektóre procesy, trzeba umieć się odwołać do ekonomii, technologii czy polityki, ale także do historii, do sztuki, do kultury, do filozofii. Łączyć perspektywy i pamiętać, że historia nigdy się dokładnie nie powtarza.

