Nie można zaklinać rzeczywistości

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2014-12-04 00:00

Brak strategii i wyobraźni, zmarnowanie koniunktury, odkładanie trudnych decyzji sprawiły, że problemy górnictwa węgla kamiennego narastają.

A strata ze sprzedaży węgla po trzech kwartałach 2014 r. wynosi 1,6 mld zł.

Do końca września spółki węglowe wydobyły 52 mln ton węgla, w tym 43,1 mln t energetycznego i 8,9 mln t koksowego. O ponad 10 proc., do 49,5 mln t, spadła jego sprzedaż. W kraju sprzedano 43,5 mln t (spadek o 7,2 proc.), natomiast na rynkach zagranicznych 6 mln t (spadek o 28,3 proc.). Na zwałach leżało 8,4 mln t. To o 2 mln t węgla więcej niż we wrześniu 2013 r.

Coraz większe straty

Przychody ze sprzedaży węgla wyniosły po 9 miesiącach 13,8 mld zł i były o 2,7 mld zł niższe niż rok wcześniej. Koszty sięgnęły 15,4 mld zł, stąd strata ze sprzedaży węgla w wysokości 1,6 mld zł. Oznacza to, że polskie kopalnie do jednej tony wydobytego węgla dokładały średnio 32,76 zł. Przed rokiem strata na tonie surowca wynosiła 68 gr. Według prognoz katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu strata górnictwa węgla kamiennego na koniec roku może wynieść 2 mld zł. Mniejsze przychody to efekt nie tylko spadku sprzedaży węgla, ale także niższych cen zbytu. Po dziewięciu miesiącach średnia cena wyniosła 278,47 zł/t (węgiel energetyczny 252,38 zł/t, koksowy 385 zł/t) i była niższa o 19,59 zł/t.

To tłumaczy, dlaczego strata górnictwa węgla kamiennego po trzech kwartałach wyniosła 531,9 mln zł. A i tak, na skutek rozwiązania przez spółki węglowe rezerw, była mniejsza niż pod koniec sierpnia, gdy przekraczała 910 mln zł. Zobowiązania górnictwa pod koniec września wynosiły 12,8 mld zł, o 2,8 mld zł więcej niż rok wcześniej. Sytuacja poszczególnych spółek jest różna. Najlepszą może się pochwalić Bogdanka, najtrudniejszą ma kwalifikującą się do upadłości Kompania Węglowa.

Bogdanka się umacnia

Spółka wydobyła 6,63 mln ton węgla, co oznacza wzrost o 6,25 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej (6,24 mln ton). Wysokie wydobycie w trzecim kwartale było związane z uruchomieniem we wrześniu nowego Zakładu Przeróbki Mechanicznej Węgla.

— Był to bardzo ważny i jeden z ostatnich etapów wdrażania naszego programu inwestycyjnego — mówi Zbigniew Stopa, prezes LW Bogdanka. Spółka może się też pochwalić rekordową sprzedażą. Wyniosła ona 6,8 mln ton i była o 12,1 proc. wyższa od zanotowanej w tym samym okresie rok wcześniej. Po trzech kwartałach 2014 r. przychody ze sprzedaży wynosiły 1,5 mld zł, czyli były wyższe o 5,1 proc. od osiągniętych w tym samym okresie rok wcześniej. Wynik EBITDA w tym okresie wyniósł 502,5 mln zł, EBIT sięgnął 226,6 mln zł, a zysk netto 170,8 mln zł. — Otoczenie rynkowe dla naszej branży jest bardzo trudne.

Znaczne zapasy węgla na zwałach w kopalniach śląskich i elektrowniach, jak również planowane procesy restrukturyzacyjne w górnictwie przyczyniają się do presji cenowej ze strony energetyki. W tych trudnych warunkach Bogdanka radzi sobie dobrze, utrzymując wskaźniki rentowności na ponadprzeciętnym dla branży poziomie oraz konsekwentnie umacniając pozycję rynkową — mówi Zbigniew Stopa. Wydobycie i sprzedaż przekładają się na pozycję rynkową spółki. Na koniec września 2014 r. udziały rynkowe LW Bogdanka sięgnęły 18,9 proc. w przypadku węgla energetycznego w Polsce (wobec 14,8 proc. na koniec 2013 r.) i 25,3 proc. dla węgla energetycznego sprzedanego zakładom energetyki zawodowej (19,3 proc. na koniec 2013 r.).

Do restrukturyzacji

Po trzech kwartałach produkcja węgla koksowego w Jastrzębskiej Spółce Węglowej wyniosła 6,9 mln ton, a wydobycie węgla energetycznego 2,7 mln ton. Po wyłączeniu węgla z kopalni Knurów- Szczygłowice, przejętej w sierpniu od Kompanii Węglowej (0,7 mln ton) wydobycie było niższe o 1,2 mln ton niż rok wcześniej. Łączna sprzedaż węgla, obejmująca dostawy wewnątrzgrupowe i zewnętrzne, wyniosła 9,4 mln ton, tj. o 0,2 mln ton mniej niż produkcja i o 1,4 mln ton mniej niż w tym samym okresie 2013 r.

JSW miała 4,78 mld zł przychodów, 365,5 mln zł straty operacyjnej i 305 mln zł straty netto. EBITDA wyniosła 570,8 mln zł, EBITDA segmentu węglowego wyniosła 310,9 mln zł (724,2 mln zł rok wcześniej), a EBITDA części koksowej spadła do 158 mln zł z 201,5 mln zł przed rokiem. EBITDA pozostałej działalności spadła do 105,6 mln zł ze 129,5 mln zł przed rokiem. Produkcja i sprzedaż koksu odbiorcom zewnętrznym wyniosła po 9 miesiącach 2,9 mln ton, tyle samo co rok wcześniej. Średnia cena węgla koksowego wyniosła 413,41 zł za tonę (spadek o 14 proc. r/r). Średnia cena węgla energetycznego spadła do 233,4 zł za tonę z 272,94 zł. Średnia cena koksu wyniosła 673,73 zł, była niższa o 13 proc. Koszt wydobycia wyniósł 368,65 zł za tonę (340,09 zł w tym samym okresie 2013 r.). Koszt produkcji koksu wzrósł po trzech kwartałach do 146,85 zł za tonę (rok wcześniej wynosił 141,37 zł). W odróżnieniu od drugiego kwartału, zakończonego stratą, po dziewięciu miesiącach Grupa zanotowała dodatni wynik finansowy, wynoszący prawie 39 mln zł. Jednak jej prezes Jarosław Zagórowski mówi o konieczności oszczędzania i zapowiada twardy program restrukturyzacyjny.

Bez euroobligacji

Podczas prezentacji wyników spółki Jarosław Zagórowski tłumaczył też powody, dla których JSW nie wyemitowała euroobligacji.

— Nie jesteśmy desperatami, żeby zabiegać o finansowanie z oprocentowaniem wyższym niż 10 proc. To finansowanie naszym zdaniem jest nierynkowe i spółki na to nie stać. Dlatego bierzemy się za twardą restrukturyzację. Może to będzie boleć, ale będzie na pewno zdrowsze dla firmy. Wysłaliśmy już w tej sprawie pierwsze informacje do liderów związkowych, ale decyzje są w rękach zarządu. To był zimny prysznic, pokazujący, że pieniądze nie leżą na ulicy. Jeśli ktoś chce je pożyczyć, to tak kalkuluje ryzyko, że trzeba za nie zapłacić oprocentowaniem przynajmniej dwucyfrowym. Nie mamy już złudzeń, ale mam też nadzieję, że złudzeń nie będą mieli rządzący — argumentował prezes.

JSW poprzez emisję euroobligacji chciała zgromadzić pieniądzena inwestycje. Ale miała również przetrzeć szlaki Kompanii Węglowej i Katowickiemu Holdingowi Węglowemu.

Poleciały głowy

— Spadający popyt na węgiel oraz jego niskie ceny sprawiają, że pojawia się luka w przychodach, którą trzeba czymś zapełnić. Polski rynek finansowy nie jest gotów do uzupełnienia tej luki poprzez udzielenie kredytów bankowych, czy nowe programy obligacji — uważa wiceprezes KHW Artur Trzeciakowski.

A finansowanie poprzez wydłużanie terminu płatnościbądź pobieranie przedpłat od odbiorców węgla to jedynie działanie na krótką metę. Dlatego KHW chciał wyemitować euroobligacje o wartości 500 mln EUR. Po niepowodzeniu JSW trzeba było ten pomysł odłożyć. Na dodatek po awanturze wokół kopalni Kazimierz Juliusz został odwołany prezes spółki. Wydobycie KHW po dziewięciu miesiącach wyniosło 8,057 mln ton, a strata 174,6 mln zł. Najtrudniejszą sytuację ma Kompania Węglowa. W ubiegłym roku ta największa górniczafirma w Europie na sprzedaży węgla straciła ponad 1 mld zł. Od miesięcy stoi przed widmem upadłości. Spółka zatrudnia około 54 tys. osób. Należy do niej 14 kopalń o łącznej zdolności wydobywczej 34 mln ton węgla rocznie. We wrześniu rentowność osiągały zaledwie trzy. Spółka przynosiła 150 mln zł strat miesięcznie. Mirosław Taras po półrocznym kierowaniu Kompanią stracił stanowisko. Podobno przysłużyli mu się związkowcy, którym nie spodobały się jego publiczne wypowiedzi, że działania restrukturyzacyjne w Kompanii są jak reanimacja trupa. Ale pewnie również Januszowi Piechocińskiemu nie pasowała jego szczerość. Bo jak inaczej rozumieć wypowiedź wicepremiera, że odwołanie Tarasa miało „potrząsnąć strukturą menedżerską, nie tylko w Kompanii Węglowej, i pokazać, że także na poziomie menedżerskim jesteśmy odpowiedzialni za każde słowo, każde działanie, każdy komentarz”.

Nie ma już czasu

— Decyzje trzeba podejmować natychmiast. Rozmowy muszą dotyczyć najistotniejszych problemów, jak obniżenie kosztów działalności, a nie drugo — czy trzeciorzędnych, jak import węgla, którym ostatnio zajmował się rząd — podkreśla były wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff.

Dodaje, że nie można powiedzieć, iż nie będziemy likwidować kopalń, bo o tym powinny decydować wyłącznie ekonomia i geologia. Związkowcy nie mogą zaklinać rzeczywistości. Trzeba przede wszystkim redukować wydobycie w kopalniach o najwyższych kosztach, największych zagrożeniach i z kończącymi się zasobami. Powinny one zostać zlikwidowane. Trzeba też przymierzyć się do zmiany systemu organizacji pracy na taki, który pozwoli zredukować koszty. W najbliższych tygodniach nowy pełnomocnik rządu ds. górnictwa Wojciech Kowalczyk, były wiceminister finansów, ma przygotować plan ratunkowy dla Kompanii Węglowej. Restrukturyzację najlepiej się realizuje w czasach koniunktury, a jeszcze kilka lat temu górnictwo notowało ponad 2 mld zł zysku netto rocznie. Ale wtedy nie podjęto takich decyzji. Zabrakło wyobraźni i odwagi.