Nie stagnacja, ale kontynuacja

Trąbiąc bez ustanku, że rynek należy dziś do pracownika, umyka nam jedno: w niektórych zawodach i branżach na dobrą pracę i płacę nie będzie szans

Pisarz science fiction Alfred Bester na pytanie, jak będzie w przyszłości, odpowiedział: „Tak samo, tylko bardziej”. Podobny wydźwięk ma większość prognoz dotyczących rynku pracy. Eksperci nie spodziewają się rewolucji, tąpnięć, znaczących zmian na plus lub na minus. Przewidują, że zjawiska, które można było zaobserwować w minionych kwartałach, utrzymają się — jeśli nie pogłębią — w nowym roku.

HISTORYCZNY MOMENT:
Zobacz więcej

HISTORYCZNY MOMENT:

Po raz pierwszy Polska dociera do punktu, w którym brak pracowników staje się realnym zagrożeniem dla biznesu — mówi Anna Wicha, dyrektor generalny Adecco Poland. ARC

Innymi słowy: pracodawcy, którzy, mówiąc kolokwialnie, nie mieli kim robić zleceń, kontraktów i planów, w dalszym ciągu będą zmagali się z brakiem odpowiednich fachowców. Ale rysuje się też coś ciekawszego — postępujące rozwarstwianie się społeczeństwa. Jedni będą przebierali w ofertach zatrudnienia jak w ulęgałkach, inni zadowolą się jakąkolwiek posadą, bo nie na każdy rodzaj wykształcenia i kwalifikacji jest popyt.

Łowcy głów w natarciu

W statystykach wszystko wygląda pięknie. Według GUS, w ubiegłym roku rejestrowane bezrobocie w Polsce spadło z 10,3 do 8,2 proc. To najniższy wskaźnik od 1991 r. — Taki odsetek to ponad 1,2 mln zarejestrowanych w urzędach pracy. Spadek o dwa punkty procentowe od stycznia do grudnia oznacza, że zatrudnienie w tym czasie znalazło około 320 tys. osób, czyli więcej, niż mieszkańców ma Białystok. Dla kandydatów nastał naprawdę dobry czas — tłumaczy Anna Wicha, dyrektor generalny Adecco Poland.

Czy rynek się nie nasycił i bieżący rok nie upłynie pod znakiem ostudzenia gorączki rekrutacyjnej? Taki scenariusz specjaliści uważają za mało realny, nawet przy uwzględnieniu, że gospodarka wyhamuje. — Historycznie niskie bezrobocie kontrastuje ze spadającymi prognozami wzrostu PKB. Jeśli jednak spowolnienie drastycznie się nie pogłębi, sytuacja pracowników będzie się tylko poprawiać — uważa Michał Gołgowski, dyrektor zarządzający Spring Professional.

Nie dajmy się jednak zwieść liczbom, tabelkom i słupkom. Statystyka jest jak kostium bikini: pokazuje wiele, ale nie pokazuje najważniejszego. A w przypadku rynku pracy najistotniejsze jest wspomniane rozwarstwienie społeczeństwa, coraz wyraźniejszy podział na fachowców lepszej i gorszej klasy. Decydują o tym kwalifikacje, ale też miejsce zamieszkania. — Gdy w okolicach Poznania bezrobocie wynosi 5 proc., w województwie warmińsko-mazurskim bez pracy pozostaje prawie 14 proc. osób. Powoduje to drenaż mózgów. Zdolni, młodzi i przedsiębiorczy wyjeżdżają do Warszawy, Krakowa czy Trójmiasta, bo tam czeka na nich kariera. A różnice między regionami ciągle się pogłębiają — tłumaczy Anna Wicha.

Lepszy i gorszy sort

Do najbardziej rozchwytywanych należą przedstawiciele tzw. zawodów kreatywnych. — O świetnych informatyków, lekarzy, finansistów i menedżerów polskie firmy już od roku 2004 muszą konkurować z przedsiębiorstwami zza granicy — twierdzi Michał Gołgowski. Najzacieklejszy bój o talenty toczy się w świecie nowych technologii — według analiz firmy rekrutacyjnej Antal statystyczny specjalista od IT lub telekomunikacji dostał w zeszłym roku 36 ofert zmiany pracodawcy.

Łowcy głów próbowali zdobyć także fachowców od logistyki, inżynierii, a także finansów i księgowości — w ich przypadku średnia liczba propozycji przejścia do konkurencji wyniosła dziewięć. Tzw. przeciętny HR-owiec otrzymał osiem zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne, kierownik wyższego szczebla — siedem, marketingowiec i sprzedawca — sześć, a prawnik — cztery. Popyt na tych specjalistów raczej się nie zmniejszy. Deficyt kadr dotyczy m.in. sektora motoryzacyjnego. Dlatego 60 proc. przedstawicieli automotive w naszym kraju planuje zwiększenie swoich zespołów — wynika z raportu „MotoBarometr 2016”.

— Nowe inwestycje, rekordowy eksport, a przy tym oczekiwany przez niemal dwie trzecie wzrost zatrudnienia — wszystko to świadczy o tym, że motobranża nabrała rozpędu. Hamulcem może jednak okazać się trudny dostęp do wykwalifikowanej kadry — zwraca uwagę Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w spółce Exact Systems. Media ciągle powtarzają, że warunki zatrudnienia dyktują dziś pracownicy. Prawdziwy obraz rynku jest jednak dużo bardziej zróżnicowany. Nie wszyscy mogą wybrzydzać na rozmowach kwalifikacyjnych, a później co kwartał żądać podwyżki. Przeciwnie: dla wielu pracowników godziwe zarobki, zabezpieczenia socjalne i szacunek przełożonych to abstrakcyjne pojęcia. Świadczy o tym niedawne badanie Centrum Profilaktyki Społecznej, którym objęto ponad tysiąc pracowników z 718 firm z różnych szczebli czterech województw: mazowieckiego, łódzkiego, dolnośląskiego i podlaskiego. Największą satysfakcję z pracy czerpie kadra kierownicza (82 proc. respondentów). Na ogół zadowoleni są także lekarze, wojskowi i prawnicy. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pracownicy handlu i usług — co trzeci narzeka na to, co robi, a czterech na dziesięciu twierdzi, że obciążenie zawodowe odciska negatywne piętno na ich życiu rodzinnym i wychowaniu dzieci. Entuzjazmem nie tryskają również budowlańcy (tylko duże przedsiębiorstwa oferują umowy na etat) oraz zatrudnieni w samorządach i korporacjach (w niektórych z nich pracownicy spotykają się z mobbingiem).

Mieć czy być

Co równie ważne: zadowolenie z pracy nie zawsze jest równoznaczne z satysfakcją finansową. Średnia pensja w Polsce (około 4,2 tys. zł) jest mniejsza niż najniższe ustawowe wynagrodzenie w Niemczech (8,5 EUR za godzinę, co po przeliczeniu daje około 6 tys. zł za cały etat). — Taka sytuacja zaowocowała przyzwyczajeniem pracodawców do traktowania pracownika w kategorii kosztu — komentuje Michał Gołgowski.

Może się to na nich zemścić — jeśli kadrowe potrzeby tych przedsiębiorców się zwiększą, wcale nie jest pewne, że znajdą wystarczającą liczbę pracowników. W dobie mediów społecznościowych informacje o głodowych zarobkach czy wyciskaniu z ludzi ostatnich soków rozprzestrzeniają się z prędkością światła.

Aleksandra Kujawa, ekspert Antala, twierdzi, że przyszłość należy do firm, które w pracownikach widzą najważniejszy element przewagi konkurencyjnej. Nie dziwi się więc, że head-hunterzy kuszą kandydatów atrakcyjnymi wynagrodzeniami i bonusami. Podkreśla jednak, że finanse to jeden z wielu motywatorów i dla niektórych wcale nie najważniejszy.

— Przykładem są informatycy, którzy zarabiają na tyle dobrze, że jeśli zmieniają firmę, to nie dla wyższej pensji. Idą tam, gdzie mogą podnosić kwalifikacje i realizować swoje pasje — twierdzi Aleksandra Kujawa, ekspert Antala.

Zdaniem prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, bezrobocie w 2017 r. może spaść do 7,2 proc. Byłby to już trzeci z rzędu rok z pozytywną tendencją na rynku pracy. To dobra wiadomość dla pracowników. A dla pracodawców — ogromne wyzwanie. Żeby nie zaprzepaścić swoich planów rozwojowych, muszą być bardziej pomysłowi i skuteczni w pozyskiwaniu najcenniejszego zasobu każdej firmy — pracownika zmotywowanego, lojalnego, solidnego, o pożądanych kwalifikacjach i wykształceniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy