Nie stało się przecież nic nadzwyczajnego

Marek Suski
08-02-2007, 00:00

Zmiany w rządzie nikogo nie powinny zaskoczyć. W związku z zapowiadaną przez premiera oceną funkcjonowania resortów pewne roszady na stanowiskach ministerialnych były przecież spodziewane. Premier mówił o zmianach kosmetycznych i z takimi właśnie mamy do czynienia. Zmieniło się raptem dwóch szefów resortów i widocznie premier miał powody, by taką decyzję podjąć. Nie chcę się bawić w spekulacje, czy ocena tych ministrów wypadła najgorzej, bo to premier dokonywał oceny i to on decyduje. Z pewnością miał ważne powody, by takie, a nie inne decyzje podjąć.

Chcę jedynie podkreślić, że nie sprawdziły się spekulacje, że będzie to głęboka rekonstrukcja — słyszało się plotki, że stanowiska straci sześciu, może nawet siedmiu ministrów. Tymczasem skończyło się na dwóch ministrach, bo trzeba przecież podkreślić, że Ludwik Dorn nie odchodzi z rządu, pozostaje na stanowisku wicepremiera. To powinno skłaniać do wstrzemięźliwości przy wszelkich spekulacjach, zwłaszcza o składzie rządu. Lepiej spokojnie poczekać na rozstrzygnięcia, bo to służy stabilności.

O tym, czy na tych zmianach się skończy, zdecyduje Jarosław Kaczyński. Ale to przecież on odpowiada za funkcjonowanie rządu, on zna najlepiej swoich ministrów i trudno odmawiać mu prawa do doboru współpracowników. To normalna praktyka w państwie demokratycznym, że premier dokonuje zmian w rządzie w trakcie kadencji. Nikt nie zostaje ministrem na zawsze i jeżeli szef rządu decyduje o dymisji, to trzeba to uszanować. I nie ma co robić z tego dramatu, bo nic nadzwyczajnego lub niepokojącego się nie dzieje.

Marek Suski

poseł PiS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Suski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie stało się przecież nic nadzwyczajnego